Forum Disciples, Disciples 3 on
 
Forum Disciples, Disciples 3  Najlepsze forum poświęcone rewelacyjnej serii gry Disciples
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Regulamin  Zaloguj  Rejestracja   Chat [1]   Discipedia  Download 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Vogel
2014-02-19, 18:29
Rozdział I: Rzeka Krwi
Autor Wiadomość
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-02-28, 16:01   Rozdział I: Rzeka Krwi

Krucjata, ogłoszona z wielkim szumem, nierychło się zaczęła; organizowanie oddziałów, grup operacyjnych i negocjowanie z najemnikami nie były czynnościami, które można było szybko przeprowadzić. Toteż wpierw przyszykowano siły uderzeniowe, które wedrzeć się miały jak najdalej w głąb ziem dotkniętych herezją i skażonych bluźnierstwami.

Rychło po ich wyprawieniu przyszła kolej na formowanie Głównych Sił Puryfikacyjnych, których zadaniem było uformowanie szerokiego linii rozciągniętej w poprzek ziem i przelanie się przez nie powoli i metodycznie, niczym magma, zostawiając po sobie tylko obficie zroszone krwią i nawożone truchłem odstępców pobojowiska. Szybko jednak zdano sobie w najwyższych urzędach Kościoła, że jest to w gruncie rzeczy niemożliwe: przygotowanie takich sił wymagałoby gigantycznych środków, których nie było. Zamiast jednej więc fali magmowej, wypuszczano pojedyncze strumyki lawy tam, gdzie się kratery już przepełniały.

Takim kraterem był obóz wojskowy na południowo-zachodnich rubieżach Marchii Melkara. Stacjonowały w nim siły przymierza, reprezentowane przez oddziały volirae pod wodzą brata Azraela oraz ludzkie siły Luciousa the Layle; wojska obu tych oficerów przycupnęły wokół znajdującego się w centrum obozu namiotu przeznaczonego dla dowódców. Wsparcie dla sił sojuszu miało formę dwóch grup wojska najemnego sidhe, opłacanego ze skarbca papieskiego. Na ich czele stali młodzi przywódcy,
Eiria Hidegencroi i Arblith Aurenau, oboje z rodzin szanowanych i ze swej solidności tak w rzemiośle wojennym, jak i dotrzymywania umów znanych. Siły tej dwójki stanowiły zewnętrzny krąg, otaczając tak namiot dowodzenia, jak i wojska przymierza.
Jakkolwiek w owym namiocie odbywać się miały narady dotyczące podejmowanych działań, szybko stał się po prostu "budynkiem" w którym można było mitrężyć czas - wymarsz nie mógł nastąpić przed otrzymaniem dyrektyw od jednego ze Świętych Inkwizytorów, odpowiadających za powodzenie krucjat, a zatem także obecnej, XIII. Żołnierze zatem, tak jak i ich dowódcy, zmuszeni byli do gnuśnienia w oczekiwaniu na rozkazy.

W ostatnich jednak dniach nastąpiło pewne ożywienie - wśród wojska rozeszła się plotka, której wiarygodności dodawał krótki pobyt posłańca u Azraela, że lada dzień upragnione dyrektywy zostaną przysłane. Warto wspomnieć, że owa pogłoska początek swój miała w ustach Aneona, sędziwego już niebianina, którego znajomość topografii i umiejętności logistyczne sprawiły, że został przysłany jako doradca dla niedoświadczonego sztabu tej niewielkiej armii. I że był obecny podczas wysłuchiwania przez młodego kapłana wiadomości.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Vozu 2010-06-02, 10:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-02-28, 16:26   

To namiotu dowodzenia weszła młoda zaledwie siedemnastoletnia dziewczyna o czarnych i prostych włosach sięgających niemal do jej pasa. Przyjrzała się zebranym i szybkimi krokami zbliżyła się do ludzkiego oficera, gdy ten nie zwrócił na nią uwagi z całą siłą kopnęła stołek na którym drzemał łamiąc jedną z nóg tak, iż dowódca wylądował na podłodze.
- Co do ... - urwał widząc swą oficer gestykulującą rękami jej jedynym sposobem komunikacji - Właśnie miałem iść na ten przegląd - odpowiedział gdy skończyła - Wystarczyło tylko powiedzieć.
Młoda oficer wykonała jeszcze jeden gest tym razem zrozumiały dla wszystkich zebranych. po czym wyszła nie czekając na niego.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-02-28, 16:46   

Tymczasem
Arblith siedział na krześle czytając jakąś książkę, prawdę mówiąc znalazł ją po prostu na ziemi, nie wiedział, czym zając czas nudnych dni. Podszedł do niego jeden z członków oddziału mieczników, przemówił dosyć spokojnie – Panie Arux, proszę mi wybaczyć, chciałem z panem przedyskutować…
- Sprawę książki ‘jak rozpoznać dobrego oficera’ czy może dokumenty twoich zasług, które ostatnio znalazłem? – Przerwał mu.
- e..m…no skoro już pan wie mości jedyny Lordzie Aureanu, cóż pan sądzi o moim awansie?
- Nie ma póki, co na to funduszy, poza tym twoje sztuczki mnie wręcz męczą, któżby tego nie rozpoznał? Daj mi spokój… - stwierdził, po czym rozłożył się najwygodniej jak się dało, (mimo iż nie było tego w instrukcji krzesła) i zasłonił twarz otwartą książką przed słońcem, póki, co została mu tylko jedna sprawa – aha, wiesz czy to prawda, co mówią o tej panience? To naprawdę jakiś odszczepieniec?
- Nie mam pojęcia, czemuż pan pyta?
- Ludzi mi tu nie mało, jeszcze taki pomiot do parady strasznie utrudniłby mi życie…
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-02-28, 19:40   

Vogel w towarzystwie swojej oficer przyglądał się krytycznie swoim oddziałom, wczoraj dotarły zamówione dla mieczników tarcze i pozostawało mieć nadzieję że chłopaki będą potrafili się z nimi obchodzić, nie wystarczy wiedzieć, która stroną miecza kierujemy na przeciwnika. Powoli przeszedł do oddziału włóczników, nie był do końca z nich zadowolony nadal nie widział kandydata na oficera, który by ich prowadził po prostu zbyt krótko był z nimi. Gdy zbliżali się do ostatniej formacji Yaskra wyprzedziła swego dowódce i dołączyła do formacji stając na baczność w pierwszym szeregu. Łucznicy stali idealnie równymi szeregami niczym posągi, choć większość z nich dwukrotnie przewyższali wiekiem swojego oficera ta młoda panna zyskała ich szacunek, posłuch i strach.
Po zakończonej inspekcji Vogel odszedł ze swoją oficer na bok i gdy był pewien, że nikt ich nie usłyszy wydał rozkazy.
- Bardzo dobrze a teraz wystaw straże nie możemy polegać na Sidhe gotowi są przepuścić swoich rodaków by pourzynali nam łby a ja jestem do swojego bardzo przywiązany. Gdy wydasz rozkazy zarządź inspekcje namiotów włóczników jak juz znajdziecie dostateczną ilość gorzały to wróć do namiotu dowództwa.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Wisz 
Weteran


Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 732
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-02-28, 21:10   

Azrael próbował oddać się modlitwie, jednak zupełnie nie mógł się na tym skupić. Był zbyt poruszony informacjami od posłańca, że lada dzień mają zacząć ofensywę. Za dużo czasu już tu stracili, cennego czasu. Nie mógł się doczekać pierwszej bitwy. Jednocześnie wiedział, że niebianinowi nie wypada być niecierpliwym. Świadomość, że być może gdzieś w okolicy mogą się znajdować siły heretyków, napawały go wstrętem oraz obrzydzeniem, zaś bezczynność frustrowała go... Usiadł przy stole, sprawdzając mapy terenu.
- Wezwijcie do mnie dowódcę szybowników - powiedział do swego adiutanta Israfela. - I poproś do mojego namiotu również Aneona. Czekając na swych podwładnych, sięgnął po "Słuszny gniew", który zwisał przyczepiony do sznura służącego mu za pas i począł czytać swój ulubiony, ostatni rozdział, opisujący samobójczą szarże Inkwizytorów, na których czele stał święty brat Azrael Krwawy na główne siły pierwszych ludzkich heretyków.
_________________
Piszę poprawnie po polsku.
 
 
Elendu 
Leśny Duszek
driada



Wiek: 29
Dołączyła: 21 Gru 2009
Posty: 158
Skąd: zewsząd
Wysłany: 2010-02-28, 23:12   

Eiria, widząc wchodzącą oficer, zerwała się z miejsca, zaraz jednak opanowała się i usiadła z powrotem, siląc się na spkój. - Jakie wieści? - Spytała tonem, w którym aż wrzało od ciekawości, choć jakimś cudem udawało jej się utrzymać obojętną twarz. - Czy to prawda że ruszamy? Kiedy? Gdzie dokładniej? Kiedy dowiemy się czegoś więcej?
- Jak mam odpowiedzieć, skoro nie mogę dojść do słowa? - Zapytała Christina z naganą w głosie. - Prawdopodobnie niedlugo ruszamy, ale nadal powinniśmy czekać na dokładniejsze instrukcje.
- A nasze oddziały? Są w pełni gotowe? - Młoda Sidhe porzuciła najwyraźniej pozę, podbiegła do Saphire Vedette, wpatrując się w nią z podnieceniem.
- Najlepiej by było dla pani sprawdzić samodzielnie. Tylko proszę poza namiotem bardziej nad sobą panować, nie chcemy zrazić do siebie wszystkich Sidhe w okolicy, o godności własnej już nie mówiąc. Tak, nie musi pani tak na mnie patrzeć, też pójdę. - Westchnęła i kręcąc głową wyszła za swoją podopieczną, której postawa szczęśliwie nie wyrażała w tej chwili ani krztyny emocji. Za co pokarano ją misją niańczenia tego bahora?!
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-03-01, 14:57   

Po jakimś czasie w namiocie Azraela stawił się zawezwany przez niego Aneon, starzec doświadczony i rozsądny. Widać było, że wiek mu ciąży - zdawał się całą swoją postawą wyrażać postrzeganie konieczności wspierania się na lasce za swego rodzaju hańbę. Mimo to, zachowywał możliwie wyprostowaną i dumną postawę.
Ujrzawszy dowódcę zagłębionego w lekturze księgi, stanął spokojnie nieopodal wejścia i czekał, aż przełożony wyjaśni w jakim celu go wezwał.
_________________
 
 
Wisz 
Weteran


Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 732
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-03-01, 22:05   

- Witam Cię, bracie Aneonie - rzekł odrywając się od lektury i wstając od stołu. - Jako, że jesteś bez porównania starszy i brałeś udział w niejednej walce przeciw herezji, chciałbym się Ciebie spytać, co byś zrobił na moim miejscu? Pewnie niedługo dostaniemy zezwolenie na rozpoczęcie ofensywy i chciałbym poznać Twoje zdanie. Sam osobiście mam zamiar rozpocząć od dokładnego zwiadu terenu w promieniu co najmniej 10 km, by przeklęci nie byli w stanie zaskoczyć naszej armii. Następnie musimy jak najszybciej zająć miasto jako punkt, w którym będzie my mogli się umocnić, gdyby wrogie siły okazały się zbyt silne dla nas. Rozejrzał się nerwowo po namiocie. Dowódca szybowników powinien się już stawić, nie podobał mu się taki brak dyscypliny i posłuchu. Pomyślał, że będzie musiał zastanowić się nad jakoś karą jako przykład dla innych.
- Zbaczając z tematu, muszę Ci bracie wyznać, że martwi mnie trochę mieszany skład naszej kompanii. Jak doskonale wiesz, nie możemy do końca ufać ludziom ze względu na ich podatność na herezję, a co dopiero mówić o najemnych sidhe... Musimy patrzyć im na ręce, by nie zaszkodzili naszej misji. Przede wszystkim dobrze byłoby ich poznać. Może dobrze byłoby zrobić dziś wieczorem naradę z dowódcami oddziałów?
_________________
Piszę poprawnie po polsku.
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-03-01, 22:52   

Wchodząc do namiotu miała przy sobie dwa dość pokaźne bukłaki na widok których zapłonęła iskra w oczach dowódcy. Vogel wskazał stojące na stoliku kielichy które bez zwłoki napełniła i podała jeden z nich.
- Yaskra na koi masz pełnomocnictwo i od tej chwili mnie zastępujesz z pełnymi honorami ja muszę chwilowo opuścić obóz. - Jednym haustem opróżnił kielich, młoda oficer nie została w tyle. - Jeśli ktoś będzie pytał nic nie mów - Na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek a na jej dłoni typowy dla oddziałów łuczniczych gest - Pokażesz glejt i powinni dać spokój, ja znajdę was nawet gdybyście ruszyli podczas mojej nieobecności.
Dowódca oddziału ludzi wstał i przypiął pełen bukłak do pasa.
- I zapnij koszule pod samą szyje nie chcemy zgorszyć skrzydlatych braci
Znów zobaczył dwa wyprostowane palce ale tym razem towarzyszył im uroczy uśmiech.
"Jest piekna cholera"
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-03-02, 09:13   

Starzec dał sobie chwilę do namysłu, po czym rozpoczął swą wypowiedź od znanego cytatu z rozpraw filozoficznych:
-Cóż zatem lepsze; obdarzyć zaufaniem i polec z ręki "sojusznika", czy też zbędną nieufnością zabić szczery zapał? Miej zaufanie do ludzi tak długo, jak długo nie masz podstaw do wątpliwości. Gdy się jednak takie pojawią, sprawdź je równie dogłębnie co potajemnie....
Z zimnymi zaś postępować inaczej należy, bo choć nie są prawowierni, to uczciwie dotrzymują swoich zobowiązań. To, co dla nas teraz jest zagrożeniem, poza polami bitwy jest ich chlubą - w braterstwie swym granic nie znają, przeto kieruj ich tam tylko, gdzie wiesz, że rodzaj ich się nie pojawi. Walki ze sobą nie podejmą, ale nie przeszkodzą też innym do niej stanąć. Pewni są więc zawsze, ale nie istnieje sposób, który by ich skłonił do obnażenia ostrza przeciw sobie podobnym.
Aneon przerwał wypowiedź aby złapać kilka głębszych oddechów.
-Dowódców zaś poznaj, gdyż nieroztropnie jest walczyć u czyjegoś boku nie znając jego sił i słabości. Ten na wojnie wygrywa, kto wie kim i czym może się posłużyć w danej sytuacji...
Cieszy mnie twa ostrożność, plan jednak postępowania ułożyć najlepiej, gdy dyrektywy poznamy. Postawił Papież Inkwizycję nad nami, aby oko jej własne i jej posługaczy, które ogarnia całe kraje prowadziło nas tam, gdzie potrzebni najbardziej będziemy i w sposób, jaki będzie najodpowiedniejszy. Ale pamiętaj, że czujność zachować należy zawsze - przeto tak w czasie marszów jak i obozowania dbaj, byś wiedział co się dokoła dzieje. Wiedza uratować może setki żołnierzy.
_________________
 
 
Wisz 
Weteran


Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 732
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-03-02, 16:13   

- Mam nadzieję, bracie Aneonie, że dożyje takiego wieku, by posiąść mądrość równo Tobie, zaś za radę o zimnych dzięki Ci, gdyż sam nie miałem z nimi kontaktu do tej pory. Jednak widzę, że me planu nie stoją w sprzeczności z tym, co prawisz, co mnie niezmiernie raduje. Również dotychczasowe rozkazy nie zakazywały zwiadu, który roześlę zaraz. Co do spotkania, takie pewnie będzie nawet konieczne, jak tylko dostaniemy dalsze wytyczne. W każdym razie, dziękuje Ci za poświęcony czas, możesz odejść. Chwale Stworzycielowi!
Aneon opuścił namiot. Natomiast Azrael był zdenerwowany, że do tej pory w namiocie nie stawił się dowódca szybowników, a i adiutant Israfel nie wracał. Postanowił sam zobaczyć, co jest powodem tej niesubordynacji. Wziął swój kostur, zarzucił kaptur na głowę i opuścił swój namiot, kierując się w stronę obozowania oddziałów volirae.
_________________
Piszę poprawnie po polsku.
 
 
Elendu 
Leśny Duszek
driada



Wiek: 29
Dołączyła: 21 Gru 2009
Posty: 158
Skąd: zewsząd
Wysłany: 2010-03-02, 16:58   

Po upewnieniu się, że wśród żołnierzy panuje porządek, młoda Sidhe nie wróciła do swego namiotu, choć pozwoliła na to Christine. Nie było sensu ciągać jej za sobą, kiedy jedyne, co miała w planach, to rozejrzeć się po obozie. Może i była lekkomyślna, ale wolała wiedzieć, jak rozmieszczone są siły obronne i jakie plotki się wśród nich rozchodzą. Póki co, nie spieszyła się na spotkanie z dowódcą skrzydlatych. Wolała lepiej zorientować się w sytuacji.
 
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-03-02, 17:23   

Arblith, Arux andre Aureanu ringte Sneachta

Sen z twarzą zasłoniętą otwartą książką o wątpliwej wartości w tekście przerwał Arblithowi kurier, który przyszedł ni stąd ni zowąd i delikatnie go obudził. Sidhe zdjął z twarzy książkę i z naburmuszoną, zaspaną miną wziął od kuriera list, w całości bez słowa, a także gestem go odprawił. Oprócz listu otrzymał też wino, co było dosyć ciekawym urozmaiceniem do samej wiadomości, budziłoby zapewne przeczucie o przyjaznej treści wiadomości, niestety, tylko jedna osoba na świecie, jaką drugi syn Aure zna, a nie przysyła mu nigdy upodobanego wina białego. Była to również jedyna osoba, która była wstanie natłuc mu tak, jak cały batalion wrogów podczas niecałej godzinnej bójki rodzinnej. Podejrzliwie Arblith otworzył list

Cytat:
Aruxie.
Z racji, iż obawiam się, że uszkodzisz miano naszej rodziny oraz iż wiem, że nie jesteś wart za grosz zaufania w sprawach wyższej rangi, twoja leniwość zapewne już przyprawiła cię o sen, gdy potencjalni inni generałowie sprawdzali stan swoich armii. Ku twojemu najgłębszemu koszmarze, mam zamiar wpaść do ciebie na kontrolną wizytę w najbliższym czasie, jeżeli oddziały, które ujrzę nie będą twarde, niezłomne, szczytne i zabójcze poczujesz mój gniew na własnej skórze, wyrzuciłam cię z domu, to wyrzucę także i z wojska, jeżeli i o nie, nie będziesz w stanie zadbać poprawnie. Mam ochotę przekonać się czy nadany ci tytuł ringte Sneachta odchodzi od szybkości równej wiatru, z jaką uciekasz czy może zimnego podmuchu chłodu, jakim mnie obarczysz na powitanie. Wino jest w prezencie, wiem, że je uwielbiasz.


Arblith w pierwszej kolejności cisnął się tym listę w czoło* jej wizyta w tym momencie nie mogła być niczym godnym akceptacji, patrząc jeszcze po tym, iż przysłane wino ma za sobą niecały rok leżenia. Na dodatek nie wiedziała nawet, iż tytuł chłodnego wiatru odnosi się do jego broni, rapier drugiej woli posiada wielką ilość śnieżnych odwzorowań, zaś rapier woli drugiego jest pełen motywów błyskawic i kolców, gdy walczy nimi dwoma mawia się, że jego ręce oznaczają mróz i wiatr…a przynajmniej mawiał tak szlachcic, który rozsławił ten tytuł po nadaniu go Arblithowi. Nagle ten ujrzał również post scriptum wiadomości…
Cytat:

Dorobiłam się synów, jeden to, Auri po naszym szlachetnym ojcu, drugi zaś, to Atcaen.
Obaj już od dawna są potężniejsi od ciebie, mimo iż mają raptem po 6 lat, ty niedorobiona ofiaro losu.


Cały stosunek rodzinnego odnoszenia się do siebie wydał się teraz Arblithowi zabawny, w końcu i tak skoczyłby za siostrą w ogień, tak jak ona za nim w lód**….
Nie wiedząc, co robić wszedł do namiotu po kieliszek, po czym znów wyszedł i usiadł przed nim, w tym samym miejscu, co poprzednio. „Przejrzeć własne wojsko? Wczoraj to robiłem, myślę, że dzisiaj nie ma potrzeby…”

*-czyt. Wykonał faceplam
**-Jeżeli przedstawię npc siostrę Arblitha zostanie to wytłumaczone.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-03-02, 18:36   

Azrael
Wojsko było rozluźnione przeciągającą się bezczynnością - od dawna jedynymi obowiązkami jakie mieli, były okresowe przeglądy i regularne modły, gdyż kapłani pilnowali skrupulatnie celebracji wszelkich obrzędów. Stanowili najpokorniejszą część twych pobratymców, którym niewiele tylko ustępowali szybownicy.
Jakkolwiek świeccy, ci specjaliści od pikowania zdawali się w dużym stopniu z własnej woli interesować sprawami duchowymi: część zaczepiała kapłanów i toczyła z nimi dyskusje bądź wysłuchiwała dodatkowych nauk. Niektórzy, biegli w sztuce czytania, posiadali księgi, których lekturze się oddawali.
Rojno było wszędzie, głównie zaś wokół popiołów po nocnych ogniskach, które skupiały wokół siebie życie obozowe. Wszędzie ktoś chodził, biegał, pokrzykiwał - wszyscy starali się zająć czas, który tak niemiłosiernie wolno mijał.
Byli jednak tacy, którym nie brakowało zajęcia - strzelcy, sępy pola bitwy, których metodą nie była otwarta walka, a krótkie wypady, w czasie których łupili pojedyncze życia, umieli zająć się sobą i zapewnić rozrywkę. Na tle pobożnych kapłanów i przykładnych szybowników mogli śmiało być uznani za degeneratów. Po prawdzie mieli w sobie coś z rzezimieszków, a rozrywki też wynajdywali sobie z podobnych kategorii. Nie przesadzali może z alkoholem, w obawie przed karą zapewne, jednak nieprzystojne dowcipy słychać było z kilkunastu już kroków, a kości, karty i inne hazardowe "akcesoria" były w ruchu.
Tak, strzelcy czuli wolność i lubowali się nią tak w pokoju jak i na wojnie.


Eiria
Śmiało można było rzec, że obóz był niczym nagrzana fiolka alchemika - w środku gorąca, ruchliwa i głośna ciecz, z zewnątrz ograniczona statycznym i zwartym szkłem; rojny i gwarny środek obozy, zajmowany przez, szczególnie hałaśliwych, ludzi oraz ich "współbraci", volirae byli żywym srebrem życia obozowego. Tam było najwięcej rozrywek, rozgardiaszu, stamtąd dochodziły głośne modły, a także głośniejsze jeszcze przyśpiewki i śmiechy. Można tam też było usłyszeć głośne utyskiwania na bezczynność, choć te szybko cichły, gdy dostrzeżony został w pobliżu ktoś, do kogo uszu nie powinny one dotrzeć. A taką osobą z pewnością był przemierzający właśnie obóz Azrael.
Wyraźna była jednak różnica między żywą zawartością "fiolki", a nią samą - rozłożone po zewnętrznej wojska twoje, jak i nieznanego ci jeszcze pobratymca w porównaniu z siłami zleceniodawców stanowiły przykład całkowitego spokoju. Chociaż, znając charakter waszego rodzaju, był to tylko subtelny sposób okazania pogardy. I upewnienia się, że żadne nieprzychylne poglądy wyznawane przez kogokolwiek z podległych ci żołnierzy nie dojdą do twoich uszu.
_________________
 
 
Wisz 
Weteran


Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 732
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-03-04, 16:19   

- Baczność!
Obraz, który zobaczył w obozie wyprowadził go z równowagi. Zachowanie strzelców nie przystoiło wojskom Niebian.
- Oddziałami ustawić się w szeregu!
Podszedł do dowódcy strzelców. Był dość wysoki jak na volirae. Azrael mówiąc do niego musiał patrzeć w górę. Na oko wyglądał na trzydzieści parę lat.
- Jak Cię zwą?
- Kapral Ramiel.
- A więc kapralu, czy uważasz, że zachowanie Twoje i Twoich ludzi przystoi nam niebianom?
- Nie, nie przystoi, bracie Azraelu.
- A więc skoro wiecie, że nie, to czemu się tak zachowujecie?
Ramiel spuścił wzrok na ziemie, wiedząc, że każda odpowiedź na te pytanie będzie zła. Zastanawiał się równocześnie, jakie będą konsekwencje ich zachowania.
- Widzę kapralu, że nie chcecie udzielić mi odpowiedzi, co mnie naprawdę smuci.
Rozejrzał się po pozostałych oddziałach.
- Więc ogłaszam teraz i niech każdy to zapamięta, że tak długo jak ja jestem dowódcą, w naszych szeregach ma być dyscyplina i porządek. Wszelka niesubordynacja będzie surowo karana. Zaś za przykład posłuży kapral Ramiel i jego oddział. Ramiel ma dostać 30 batów, natomiast jego oddział do jutra do wieczora ma nie dostawać swoich porcji żywnościowych. Jeśli zaś ktoś zechce się z nimi podzielić jedzeniem, jego oddział również będzie miał wstrzymane racje na dwa dni. Mam nadzieję, że się rozumiemy. Rozejść się.
W tłumie spostrzegł twarz dowódcy szybowników.
- Wasze imię i stopień?
- Sierżant Gabriel.
- Czemu nie zjawiliście się sierżancie w moim namiocie? Wzywałem po was.
- Wybacz bracie Azraelu, ale nikt mnie o tym nie poinformował.
- Jak to nie, wysłałem po was swojego adiutanta.
- Proszę mi wybaczyć, ale nikt do mnie nie przychodził, moim żołnierze mogą potwierdzić.
- Nie, to nie będzie konieczne, wierze wam. Możecie zająć się swoimi obowiązkami.
Rozejrzał się po obozie, nigdzie nie zauważył Israfela. Niepokoiło go to, że znikł tak bez śladu.
- Czas rozruszać skrzydła - powiedział sam do siebie i wzbił się w powietrze.
_________________
Piszę poprawnie po polsku.
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-03-04, 16:31   

-Świętość radości szkodzi - rzucił jeden ze strzelców patrząc za odlatującym dowódcą - może ze strzałą w skrzydle latałoby mu się lepiej.
Po tych słowach odszedł z miejsca zdarzenia, najspokojniej w świecie zanurzając się w anonimowy tłum wszelkiego żołnierstwa. Jego spokoju nie zmąciły nawet odgłosy batożenia - znać, że za wykonywanie rozkazów Azraela wzięto się od razu.
_________________
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-03-04, 21:12   

Gorzała albo raczej specyfik zapobiegający rdzewieniu zbroi palił gardło przełyk i omal nie rozrywał żołądka. Dużo wysiłku kosztowało go utrzymanie specyfiku wewnątrz go na tyle długo by zaczął działać, ku własnej radości rozpaczy organizmu udawało się mu to nad wyraz dobrze. Rano widział posłańca zmierzającego do namiotu Azazela a to mogło oznaczać, że już niedługo skończy się czas beztroski. To właśnie wypędziło go z obozu w ogólnym hałasie nie miał jak zebrać myśli a tu nad spokojnie płynąca rzeka jakoś nie chciało mu się myśleć o nadchodzących wydarzeniach.
Oddział którym dowodził był świeżo zebrany i nikogo nie znał podobnie było z reszta wojsk którymi dowodził. Jedynie Yaskry, którą poznał gdy wylądowali w jednej celi miejskiego wiezienia, mógł być pewny choć nie do końca był pewien czy chce ryzykować jej życia.
Wziął kolejnego łyka nieznanego pochodzenia cieczy i tym razem udało mu się utrzymać go w żołądku. Rozłożył się na trawie woląc na razie nie ryzykować procederu.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Elendu 
Leśny Duszek
driada



Wiek: 29
Dołączyła: 21 Gru 2009
Posty: 158
Skąd: zewsząd
Wysłany: 2010-03-04, 21:31   

Obeszła obóz dookoła, notując w pamięci rozkład czujek, ot, na wszelki wypadek. W pewnym momencie kątem oka dostrzegła cień przemykający się poza obóz, nie mogła jednak od razu za nim pójść. Dopiero gdy skończyła obchód, wróciła do tego miejsca, po czym minęła straże, kierując się poza obóz, w kierunku, w którym wydawało jej się że poszła dziwna postać. Po niezbyt długim czasie poczuła dziwny zapach, jakby alkoholu, poszła więc ostrożnie tym śladem, pozostając w cieniu.
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-03-05, 17:50   

Teraz by ł już pewien że słyszy kroki, były ciche typowe dla skradającej się osoby. Normalnie postanowiłby ubiec przeciwnika i rzucić się pierwszym jednak dźwięk zbliżał się od strony obozu mogła wiec to być Yaskra.
Oparł się plecami o drzewo dla pewności tylko odkładając bukłak a uwolnioną dłoń wygodnie ułożył na rękojeści miecza. Po chwili jednak postanowił nie czekać i przynajmniej stworzyć pozory pełnienia służby.
- Nie musisz się skradać - krzyknął - podejdź śmiało i mów z czym przychodzisz.
Jeśli to będzie Yaskra to oberwę za to, że się obijam jeśli któryś z żołnierzy zawsze będzie można odwrócić konia ogonem i zbesztać go za brak kompetencji.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Elendu 
Leśny Duszek
driada



Wiek: 29
Dołączyła: 21 Gru 2009
Posty: 158
Skąd: zewsząd
Wysłany: 2010-03-05, 18:17   

Wyszła z cienia, przekrzywiając nieco głowę. Widząc dowódcę ludzi, uśmiechnęła się lekko, ostrożna, żeby zębów nie odsłonić. - Witam pana dowódcę. Cóż to sprowadza pana w to nietypowe miejsce? - Zapytała spokojnie, ale z nutką radosnego śmiechu w głosie.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
 
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by michaczos.net & UnholyTeam
Tajemnice Antagarichu :: Heroes of Might & Magic 1,2,3,4,5,6 Forum