Forum Disciples, Disciples 3 on
 
Forum Disciples, Disciples 3  Najlepsze forum poświęcone rewelacyjnej serii gry Disciples
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Regulamin  Zaloguj  Rejestracja   Chat [0]   Discipedia  Download 

Poprzedni temat «» Następny temat
Wojna Światów
Autor Wiadomość
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 26
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 780
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2011-07-29, 21:39   

Zbliżali się nieuchronnie do miejsca nieopodal tego gdzie po raz ostatni widzieli wrogich elfów. Szli przez las niemal w całkowitej ciszy, czasem tylko wąpierz wymienił zdanie czy dwa z Shurlienem. Złość wymieszana z irytacją powoli mu przechodziły. Byłoby lepiej gdyby mógł się napić świeżej hemoglobiny.
- W wizjerze widzę mały oddział ludzi. Nie wyglądają groźnie. Jakaś banda wiejskich patałachów. Pewnie zbójcy. - zameldował magus oświetlany, zimno niebieskim światłem rzucanym przez szklaną kulę.
- Dobra okazja by się pożywić. Pewnie mają też konie. Przydadzą nam się. - Raven uśmiechnął się do siebie w myślach już obmyślając plan...

***

Dwie postaci odziane w płaszcze ze zmęczeniem malującym się na twarzach taszczyły wielką, okutą metalem skrzynie.
- Szlachetni panooowie! Pomooczy! - zakrzyknął jeden z kształtów - Elfy napadły na nasz wóóóz i wszysztko rozdupcyły. A my z czennym ładunkiem do tej twierdży czo podpalona. Pooomóżcie.
Dwoje ludzi z ogromnym ładunkiem zbliżyło się stawiając skrzynie i łapiąc ciężko oddech. Musieli taszczyć ze sobą ładunek długą drogę.
Zajęli Waskosowych żołdaków na na tyle długo by postać odziana w jadowicie zieloną szatę przetykaną złotem mogła podejść na odpowiednią odległość.
- Paraseus! - mruknął tylko paraliżując zaklęciem czterech z jeźdźców. Zgniłek i Podrób spod fałdów płaszczy wyjęli małe kusze strącając parę chłopów pozbawiając ich tym samym życia. Bełt w głowie to nic miłego. Korzystając z zaskoczenia ściągnęli z koni dwóch kolejnych na ziemię zrzucając z koni i przybijając do ziemi długimi, ząbkowanymi ostrzami.
W tym samym czasie z mgły, tuż obok zaskoczonych ostatnich wojowników zdolnych do walki zmaterializował się wampir wykonując swym piekielnie szybkim ostrzem taniec śmierci pozbawiając ich głów, które z głupim wyrazem twarzy potoczyły się po leśnej ściółce tuż przy drodze.
- No i po kłopocie... - rzekł zadowolony czarownik wyjmując sztylet o wijącym się niczym wąż ostrzu - Zgniłku! Podrobie! Zrzućcie tych sparaliżowanych z koni. Tylko delikatnie proszę...
Sposób sprowadzenia ludzi do parteru daleki był od delikatności jednak nie zginęli. Najwyżej trochę się potłukli. Wampir pożywił się jednym ze skamieniałych wysysając z niego życiodajną krew.
- Co z końmi panie?
- Bierzemy cztery. Resztę zabij.
Po całym procederze koniobójstwa między wierzchowcami ożywieńców utworzono prowizoryczną lektykę, na której umieszczono skrzynię z zaopatrzeniem.
- Cóż... komu w drogę... - mruknął wampir i ruszyli przed siebie zostawiając za sobą nie mogących się ruszać ludzi. Za kilkanaście minut powinni odzyskać czucie.
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
Ostatnio zmieniony przez Raven 2011-07-30, 10:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 28
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-29, 22:11   

Cień nie poruszył się, spoglądając chłodno na elfa.
- To był komunikat. Nic z kategorii pogróżek czy podniosłych formuł którymi, jak widać, szczyci się twój lud - przerwał, ale tylko na chwilę której śmiertelnik potrzebowałby do przełknięcia śliny - Twoja pewność siebie wzrasta. Chcesz mnie wyzwać mimo serca pełnego strachu, z jakim rozpoczynałeś to spotkanie. Nie nazwałbym tego rozwagą, tym niemniej jednak jeśli taka twoja wola... - postawa widma nieomal nie uległa zmianie, różnica była jednak w jakiś sposób odczuwalna; był podobny do drapieżnika tuż przed skokiem.
_________________
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 28
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-30, 13:53   

Szyderczy uśmiech wykrzywił twarz księcia.
-Moglibyśmy długo walczyć. Ręczę, że nie było by to takie proste jak w przypadku mojej siostry czy zwiadowców… ale –
Tutaj przerwał na chwilę. Spojrzał gdzieś w dal… Trwało to kilka sekund po czym ponownie wbił wzrok w beznamiętne oblicze wroga.
-… nie mamy już sobie nic więcej do powiedzenia – rzekł – nie chcę z tobą walczyć. Jeszcze nie czas, pamiętaj jednak, że nadejdzie taka chwila gdy staniemy naprzeciwko siebie gotowi na śmierć… -
Mówiąc to krążył dookoła prześladowcy. Nagle przystanął, szybkim ruchem przyłożył diamentowe ostrze do twarzy istoty zgarniając przy tym pukiel jej włosów, co dziwne owy gest nie wywołał najmniejszej reakcji wroga.
- Czas się pożegnać –
Zdawało się, że jego rozmówca szykuje się do ataku.
Trwało to ułamek sekundy. Wysoki ton przerwał ciszę, szkarłatny ptak runął z nieba, w tym samym momencie książę zwrócił tarczę ku słońcu, jego odbite promienie oślepiły istotę. To wystarczyło by wskoczyć na grzbiet feniksa. Gdy tylko prześladowca odzyskał wzrok zrozumiał co się stało. Podniósł głowę, na tle błękitnego nieba przemknął ciemny punkt, zaś na jego grzbiecie coś połyskiwało srebrem.
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 28
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-30, 14:20   

- Chyba tylko goblinom natura bardziej poskąpiła możliwości rozwoju - podsumowała istota patrząc za oddalającym się na grzebiecie... hm, czegoś nowego, elfem - Nigdy się nie nauczą, że zmarli nie są tacy, jak żywi.
Powiódł wzrokiem po jeziorze. Może to i lepiej; dziś miałby tylko jednego asa w rękawie, a gdyby on zawiódł, koniecznie musiałby uciekać.
Ta cisza trwała już wystarczająco długo.

- A ty jak uważasz, człowieku: o co mu chodziło z tą siostrą? Czyżbyście jakąś elfkę sprzątnęli? - rzucił w kierunku krzaków, w których siedziało coś ewidentnie żywego. I nie dość ruchawego jak na zwierzątka leśne.
_________________
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 26
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 593
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-07-30, 16:24   

Ku*wa, wpadłem.
- Nigdy nie lubiłem się skradać- Waskos powoli wyszedł z krzaków i stanął przed istotą.- Owszem, masz rację, zabiłem jedną elfkę, czy mu siostrą była nie wiem. Ale dość już o tym, mów lepiej o czym mówiliście z tym elfem? O co chodzi z tymi różnymi światami? Jaka jest w tym całym gó*nie twoja rola?
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 28
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-30, 18:41   

Cień prychnął, sam nie wiedząc czy jest bardziej zirytowany czy znużony.
- Ten elf nie był jednym z naszych elfów. Nic co najeżdża teraz ziemie Nevendaaru nie jest nasze, nie jest stąd - nie bez znudzenia wykładał człowiekowi; swoją drogą, trafił z określeniem rasy. Tak naprawdę nie wiedział kto właściwie podsłuchiwał - I lepiej dla nas by nie zagarnęli naszego świata i połączyli ze swoim wykoślawionym jego obrazem.
Powierzchnia jego ciała zafalowała i straciła spójność, raz za razem odrywał się od niej cienisty kruk. Znikały nogi, tułów.
- Ja ich tylko zabijam; też powinieneś się na tym skupić, to bardzo pożyteczne zajęcie, zważywszy na sytuację - dorzucił na chwilę przed tym jak jego głowa, samotnie już unosząca się w powietrzu, przekształciła się w ptaka.
Stado odleciało w zapadający mrok
_________________
Ostatnio zmieniony przez Vozu 2011-07-30, 21:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 26
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 593
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-07-30, 19:30   

Odleciał, liczyłem na coś więcej. No nic, ta cała sprawa o innych światach, to nie na moją głowę, jestem w końcu prostym żołnierzem. Jeżeli jednak zagrażają Imperium, będę z nimi walczył i ich zabijał, w końcu robię to prawie od zawsze. Waskos pogładził rękojeść miecza. Dobrze, ze nie wywiązała się miedzy nami walka, mój wzmocniony krasnoludzkimi runami miecz pewnie by sobie z nim poradził, ale po co? Skoro morduje elfickich zwiadowców, to czemu miałbym przerywać jego działalność? A jeżeli bym padł, to kto zajmie się tymi gamoniami? Doniosę o nim komesowi i jego doradcom z bożej łaski. Niech oni się nim przejmują. Szkoda, że ten elf czmychnął, mógłby mi sporo powiedzieć. No trudno, czas wracać do moich "bohaterskich" żołnierzy.
******

Waskos stał z krzyżowanymi rękoma nad miejscem jatki niepokojąco tupiąc prawą stopą, Mlody siedział cicho pod drzewem z opuszczoną głową, Janoszka krążył w kółko klnąc w niebogłosy, Wiaderko klęczał, zbladł i zdawał się modlić.
- Na owłosione dupsko Wszechojca! Widzieliście to Kocham Legiony?! Trupy, chodzące trupy! W cóż ja się wplątałem?! Powinienem zostać w domu, żaden lis co mi kury podpiernicza nie jest gorszy od tego!- Wypowiedział się Janoszka.
- Zła się nie ulęknę, zła się nie ulęknę, zła się nie ulęknę…- stękał cicho Wiaderko
- Popatrzcie na nich! Łeb im urwało!- znów odezwał się Janoszka.
Przynajmniej nie stracili zbyt wiele. Pomyślał Waskos. Gdyby nie wiedział, że byli oni gwałcicielami, rozbójnikami i moczymordami to może by się ich śmiercią przejął, ale o tym wiedział. Cholera, niepokoi mnie ciało Cioty, rany wskazują na jedno… wampir. Rwał jego mać, przypadkowi truposze to jedno, ale wampir jest nie pokojący. Do tego te bełty w ciałach Świstaka i Kiszki. Ci nieumarci z całą pewnością nie przybyli tu przypadkiem. [/i]- Zbieramy się, przed nami sporo drogi, a koni nie mamy.
- *Janoszka splunął* Już idę, dość mam tego przeklętego lasu. Czart by to wszystko- Janoszka i Wiaderko wstali i szykowali się do drogi
- Wstawaj Młody, zbieramy się.- powiedział Waskos. Młody usłuchał.
Waskos popatrzył na Młodego. Przynajmniej raz los okazał się sprawiedliwy. Młody z cała pewnością zasługiwał na życie. Waskos, w czasie krótkiego czasu spędzonego z tym chłopakiem, nauczył go czytać, pisać, i liczyć. W życiu nie spotkałem osoby tak bystrej, a spotkałem nie jedną. Gdyby nie wojna to Młody mógłby stać się najmądrzejszym z mądrych lub sprytnym kupcem. Jednak wojna trwa, a Młody spotka na niej jedynie łzy, krew i śmierć. Bo na chwałę, syn pastucha nie ma co liczyć. Ech, szkoda gadać, świata nie zmienimy.
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 26
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 780
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2011-07-30, 21:40   

Już dawno zapadł zmrok. Nawet najbardziej odległe gwiazdy przeniknęły już zimną ciemność ogarniającą Nevendaarskie niebo każdej nocy. Wampir zaspokoiwszy swój przeklęty, palący głód krwi na ten dzień siedział w miękkim fotelu przy kominku. Zajął jako tymczasowy posterunek mały, drewniany dworek, w którym żył kupiec ze swoją żoną i dziećmi.
Najstarsza, dorosła już córka leżała u jego stóp przytulając się do jego nóg. Była w pięknej, koronkowej koszuli nocnej, przylegającej do jej kształtnego ciała. Długie pukle jej rudych włosów rozsypały się na połach jego ubrania i opadały wdzięcznie na jej ramiona. Była pod wpływem jego uroku. Tylko dlatego się nie bała...
Shurlien zamknął się pokoju na piętrze przeprowadzając jakieś bluźniercze eksperymenty zasypany stertą ksiąg, zwojów, eliksirów i inszego paskudztwa zwierzęcego lub sama Mortis wie jakiego pochodzenia.
Dworek nie był duży. Sień, duży salon, piwniczka, kuchnia i pokoje na piętrze. Ot, większa chata sklecona skromnie ale solidnie z drewnianych bali, wyposażona w okiennice, kominek i dach pomalowany fikuśnie na zielono. Całkiem przytulne miejsce.
Przed drzwiami stali odziani w płaszcze dwaj ożywieńcy skryci w cieniu i gotowi do zabicia z zimną krwią każdego intruza. Raven nie życzył sobie by mu przeszkadzano kiedy zastanawia się nad dalszymi posunięciami. Nie chodziło tylko o najazd tajemniczych elfich odszczepieńców. Chodziło o przetrwanie. Ecern van Oster i jego psy z zakonu dyszeli mu już zza pleców na kark.
Noc wypełniało ciche zgrzytanie nocnych owadów, szum okolicznych drzew i melodia wydawana przez obijające się o siebie, wiszące na sznurach ciała martwych kupieckich dzieci...
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 28
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-31, 09:22   

- Jesteś nareszcie – zawołał Lemuan. W jego stronę hardym krokiem podążał Arosal. W spojrzeniu księcia było coś niepokojącego.
Elfy przywitały się przykładając dłonie do piersi, następnie udały się w stronę wysokiego namiotu gdzie przesiadywało dowództwo. Po drodze nie zamienili nawet słowa…
Wnętrze tego materiałowego gmachu zdobiły różnobarwne chorągwie, na środku paliło się ognisko naokoło, którego porozsiadali się Archonci i Archontki. Wszystkie twarze przepełnione nadzieją i oczekiwaniem zwróciły się w stronę księcia...
- Eli Shinoriol – przywitał się z nimi Arosal. Odpowiedzieli tłumem – Ash emen-
- Wieści nie są dobre, prócz grasującego tutaj widma, pojawiło się kolejne zagrożenie. Do Nevendaar przeniknęło coś czego nie jestem w stanie pojąć – zaczął książę.
Jedna z Archontek powstała.
-Wiatr snuł opowieści o nieustępliwym duchu, rzeka mówiła mi o niebezpieczeństwie, które zagraża obydwóm światom – wyrecytowała.
Lemuan do tej pory trzymał się z boku z założonymi na piersi rękami słuchał uważnie.
- Nie powinniśmy wezwać królowej? – zapytał nieśmiało
- Oszalałeś? – warknął Arosal – Może przyzwijmy tu jeszcze samego Galleana?... nie nie… po co mielibyśmy ją tutaj sprowadzać, wystarczy, że czuwa nad nami jej feniks-
Płynny dźwięk rozszedł się po namiocie, u samej góry na złotej żerdzi siedział szkarłatny ptak, przyprószone złotem pióra mieniły się w promieniach słońca wdzierających się przez świetlik nad ogniskiem. Wszyscy spojrzeli w górę, Shayrin upuściła pióro, które spadając zajęło się ogniem, popiół opadał powoli przybierając niezwykła kształty, najpierw zatańczył im przed oczami szary nietoperz, potem kształt nie mający formy, będący czymś bliżej nieokreślonym , następnie twarz elfki o zaciętej twarzy, jako ostatni pojawił się sztylet. Szary popiół opadł na ziemię wypalając maskę Ojca symbol przymierza…
Przez chwilę panowała cisza. Nikt nie śmiał jej przerwać.
- To przestroga – krzyknęła w końcu jedna z Archontek.
- To sygnał! Czas działać! – ryknął Lemuan. Jakieś hałasy dobiegające z poza namiotu przerwały ich letarg. Nie zastanawiając się wybiegli z na zewnątrz. Dookoła rozchodziły się dzięki trąb i stukot bębnów, na wprost nich rozciągał się niesamowity widok. Dwóch paladynów niosących na ciężkim posrebrzanym drzewcu Imperialna chorągiew prowadziło za sobą całą armię, dostojni kapłani i kapłanki siedzące po damsku na białych koniach, sędziwi czarodzieje i rycerze. Dowodził nimi Lambert dozgonny przyjaciel Przymierza.
- A jednak! - zawołał Arosal , uśmiech ponownie zagościła na jego twarzy.
Lamber zeskoczył z konia, hardym krokiem ruszył w stronę księcia.
- Meredor zezwolił jedynie mojej ciżbie na wymarsz, szlachta zaprotestowała, nie otrzymacie wsparcia cesarskiej armii – powiedział na przywitanie. Po czym padł w ramiona elfickiego księcia.
Czysty wysoki ton ponownie rozszedł się po okolicy, feniks przeleciał tuż nad nimi podążając na południe…
- Cóż to znaczy ?– szepną Arosal odprowadzając wzrokiem ptaka…
Ostatnio zmieniony przez Arosal 2011-08-02, 13:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 28
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-31, 13:41   

Bez wątpienia apetyczne dla padlinożerców ścierwa wywieszone przed "dworkiem" zwabiły liczne ptaszyska. Nie wszystkie jednak były zainteresowane pożywianiem się...
Mimo zamkniętego okna do komnaty wpadła cała chmara kruków, z wrzaskiem kołując po pokoju. Światło rzucane przez strzelający w kominku ogień zniekształciło imitacje żywych stworzeń, skierowały się więc w ciemniejszy kąt pomieszczenia, by zlać się w humanoidalną formę. Jakkolwiek dawno jej nie widział, była Ravenowi znana.
Białe ślepia zaiskrzyły w półmroku. Niezbyt zwrócił uwagę na wywołany zamęt.

- Pijawki to jednak bez dwóch zdań chędożeni hedoniści - skonstatował - Sytuacja zarówno upraszcza się jak i komplikuje, juchożłopie. W każdym razie, robi się coraz ciekawiej - zagaił, poważniej niż przy poprzednich wizytach które w ostatnim czasie zdarzyło mu się składać wampirowi.
_________________
 
 
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 26
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 780
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2011-07-31, 16:31   

Ptaszyska skrzeczały potępieńczo wlatując do salonu przez uchylone okiennice.
Wampir siedział spokojnie przyglądając się jak ciemne kształty zbijają się w humanoidalną postać i głaszcząc rudowłosą kobietę po włosach wywołując na jej pełnych ustach zadowolony uśmiech.
- Może i hedoniści jednak na pewno nie chędożeni... - odpowiedział na przytyk z kamienną twarzą. Widział, że cień nie pojawił się tu by podyskutować z kim wampiry do łożnicy chodzą.
- Upraszcza i komplikuje powiadasz. Coś mnie ominęło kiedy szukałem odpowiedniego miejsca na tymczasową siedzibę? - zapytał wlepiając szkarłatne oczy w niematerialnego rozmówcę - Wiadomo już co to za elfy i czego chcą?
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 28
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-08-01, 11:35   

Cień zmrużył oczy - przyzwyczaił się do okazywania w ten sposób swej irytacji, gdyż sam odruch zaniknął u niego krótko po śmierci.
- Owszem, w czasie kiedy szukałeś miejsca do usadzenia swej rzyci i s.. hm, samicy do nóg, miałem małe 'randez vous' z elfem który zdaje się być cokolwiek prominentny - osobiście drażniło go całe to pomieszczenie, tandetna próba naśladowania szlacheckiego dobrobytu. Na szczęście po zjawach zdenerwowania zazwyczaj nie widać, więc nie musiał się martwić o to, że wąpierz coś zauważy - Zdają się być powiązani z magią lodu, w przeciwieństwie do naszych elfów także gdy chodzi o walkę wręcz. Niemniej jednak... Właśnie, jest coś, czego nie rozumiem. Uciekł na stworzeniu którego nigdy nie widziałem w Nevendaarze, ptak emanujący magią, silną magią... Do tej pory to my byliśmy dla nich niewiadomą. Nie podoba mi się, że w tej materii sami stawiają pierwsze kroki.
_________________
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 26
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 593
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-08-01, 21:40   

Po dwóch dniach wędrówki w lesie przetrzebiona drużyna Waskosa wróciła do cytadeli. Waskos zdał raport dowódcy garnizonu, jednak nie powiedział o dziwnym spotkaniu nad jeziorem. To miało być przeznaczone dla uszu komesa i jego doradców. Następnego dnia został wezwany przed obliczę komesa, do tego czasu zdążył ocenić liczebność posiłków, które przybyły podczas jego nieobecności. Cholera, to za mało. Liczyłem na więcej, muszę wypytać dowódcę posiłków. Swoją drogą ciekawe kto nim jest. Waskos wszedł do komnaty komesa, prócz niego w komnacie był jeszcze magik, grododzierżca oraz kapitan. Ostatnią osobą był wysoki, około czterdziestoletni mężczyzna z brunatnymi włosami uczesanymi do tyłu i niedługimi lecz widocznymi wąsikami. Waskos poznał go od razu. Hrabia Robert Lazar z Siegbur, przynajmniej raz uśmiechnęło się do nas szczęście. Taki wódz z pewnością nam się przyda. Waskos nie przesadził ani trochę. Robert Lazar był ideałem imperialnego szlachcica. Pochodzi ze znanej i szanowanej rodziny, jest osobą niezwykle wykształconą i rozważną, jest zażartym rojalistą i wiernym obrońcą ideałów Imperium. Jednak jego największą zaletą, która obecnie miała największe znaczenie, jest kunszt wojenny. Wielokrotnie wygrywał bitwy przy minimalnych stratach własnych, doceniał zalety taktycznego odwrotu, a podczas wojny z elfami był jedynym dowódcą, który nie dał się pokonać elfiemu wojsku. Takiego dowódcy ze świecą szukać, ale on sam nie zdziała nic, potrzebujemy więcej ludzi.
- Panie komesie, hrabio.- powiedział wyraźnie Waskos
- Tak, tak, witaj. Chciałeś coś mi zaraportować tak? Mów szybko, nie mamy czasu na zbędne gdybanie. Z resztą pan hrabia ma dla Ciebie nowe zadanie- powiedział lekceważąco komes.
- Wydaję mi się, że mogę mówić za siebie.- odezwał się surowo hrabia- znam pana Waskosa i wiem, że jeżeli mówi, że ma coś ważnego do powiedzenia to tak jest. Proszę mówić.
- Dziękuje panie hrabio.- odparł głośno Waskos i szczegółowo opisał wydarzenia znad jeziora.
- Już drugi podejrzany byt ostrzega nas przed tym samym, więc to musi być prawda, mamy do czynienia z sektą.- mówił cicho i bardziej do siebie niż do zebranych mag.
- Słucham?- powiedział Waskos.
- Cóż, to zjawisko znad jeziora mówiło prawdę, może nieco skrótowo i bez szczegółów, ale prawdę. Nie mogę powiedzieć ci nic co by mogłoby być przydatne. Nasze położenie się jednak nie zmienia, elfy nam zagrażają i trzeba je powstrzymać. Resztę proszę zostawić magom i inkwizycji, prosiłbym również o dyskrecję, panie Waskos.
- Tak jest.- Waskosowi nie trzeba było tego tłumaczyć, był żołnierzem od bardzo dawna i nauczył się, ze nie musi wiedzieć więcej niż to konieczne i nie wsadzać nosa w sprawy, które wykraczały poza jego kompetencje.
- Tym czasem- odezwał się hrabia- mam dla Ciebie inne zadanie. Pewnie zauważyłeś, że nie mamy wystarczającej liczby żołnierzy. Do obronienia cytadeli wystarczy nam sił, jednak do ewentualnego kontrataku już nie. Możemy utworzyć nowe oddziały z chłopstwa, przybędzie niebawem jeszcze jeden konwój żołnierzy, ale brakuje nam doświadczonych oficerów. Imperium nie przyśle nam więcej dowódców.- Robert pochylił się nad mapą leżącą na stole.- musimy więc poszukać poza Imperium. -hrabia wskazał palcem na księstwo Kahr, niezależne od Imperium, nie wielkie, ale dość liczne i bardzo bogate państewko. Kahr to potęga handlowa, wielu potężnych, wpływowych i bogatych kupców mieszka i pochodzi właśnie stamtąd. - Kahr nie ma stałej armii, ale kupcy utrzymują małe, prywatne armie złożone z doświadczonych najemników. Imperium starało się nakłonić ich do współpracy, jednakże bez skutku. Na tym polega twoje zadanie. Udasz się do Kahr i ściągniesz jak najwięcej oficerów, cena nie gra roli, oczywiście w granicach rozsądku. Pamiętaj, kupcy nie mogą się dowiedzieć, że pracujesz dla Imperium, mogłoby dojść do sporów z kupcami, a to nam nie jest potrzebne.
- Rozumiem, znam Kahr bardzo dobrze. Nie powinno sprawić mi problemów znalezienie doświadczonych oficerów nie związanych z kupcami. Oni mogliby zareagować dość nerwowo jeżeli zacznę werbować ich oficerów. Najszybciej będzie się tam dostać statkiem, mój przyjaciel ma statek w porcie w Waldfried.
- Droga konno do portu zajmie pięć dni, droga morska kolejne cztery. Przydałaby ci się jakaś druzyna, jednak nie mogę przydzielić ci żadnego żołnierza.
- Nie martw się hrabio.- powiedział z uśmiechem Waskos- Znam tutaj ludzi, którzy bardzo chętnie zgodzą mi się towarzyszyć.
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 34
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2974
Skąd: Temperance
Wysłany: 2011-08-03, 20:22   

- Witaj panie. - Waskos obejrzał się i ujrzał młodego, może dwunastoletniego, giermka. - Czy raczysz udać się ze mną przed gród, mój pan życzy sobie rozmowy.
Normalnie rycerz pogoniłby gówniarza kopniakiem w obecnej sytuacji jednak nie chciał ryzykować. Może któryś z przybyłych miał dla niego propozycję.
********************

Była wściekła na niego za to, że wysłał ją na tą samobójczą misje i na siebie, za to że nie kazała mu wsadzić tych rozkazów w dupę. Ale najgorsze było to, iż była tylko eskortą. Ona, która przewodziła tylu nagonkom i nigdy nie zawiodła zaufania teraz w roli pachołka. Kim właściwie on był? Tajemniczy pojawił się przed tygodniem i od razu zajął jej miejsce przy boku dowódcy, skąd te względy u Vogela? Jadąc przysięgała wszystkim bóstwom, że uzyska te odpowiedzi nawet jeśli będzie je musiała wyrwać mu z gardła, o ile tylko wielcy pozwolą jej tego dożyć.
Gniew powoli słabł ustępując zachwytowi który z kolei toczył bój ze strachem. Oto przed nimi pojawiły się wieże Ner'eeye Maha. To musiał być sen, ten ostatni jaki ma się w chwili śmierci. Nie mogli tu dotrzeć, nie ona a jednak jedna z najstarszych i tajemniczych elfich twierdz przyjęła ich.
Zsiedli z koni zostawiając je pod opieką pachołków i skierowali się w stronę pałacu, wciąż nie niepokojeni jednak bacznie obserwowani, Yaskra czuła wręcz ukłucia wycelowanych w nią grotów.
Młoda elfka i towarzyszący jej poseł zatrzymali się pod balkonem, na którym dostrzegła przywódczynię dzikich elfów, niedawnego wroga, wkrótce być może sojusznika.
Śmiechy na balkonie ucichły a twarz R'edoy zbladła, i skrzywiła grymasem bólu - "Jona'ath"
- Witaj o pani - To nie on, nie ten głos - Przybywamy z rozkazu wielkiego inkwizytora Vogela Serapel, by rozmówić się o zagrożeniu jakie zawitało w te strony.
"Podobny niczym odbicie w lustrze ale to nie on Jona'ath odszed"ł, a wraz z ta myślą i bój jaki zadawała. Na twarz elfki wrócił usmiech.
- Czy zechcesz nas przyjąć?
********************

Od razu zrozumiał, że popełnił błąd. Osobnik, który na niego czekał nie mógłby oficerem, takich jak on nawet nie wcielali do armii. Jedno oko brązowe drugie niebieski, nieludzkie zdradzały mieszaną krew, choć kto wie straty jakie zadała niedawna wojna z Przymierzem mogły zmusić do obniżenia wymagań, tu pomyślał o własnej kompanii.
- Czego? - Włożył w to słowo możliwie najwięcej pogardy na ile było go w tej chwili stać.
- Chcę porozmawiać - Nieznajomy odpiął płaszcz odsłaniając medalion "Kocham Legiony!" złoty znak inkwizycji "wielki inkwizytor" - mogę liczyć na twoje towarzystwo?
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 28
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-08-03, 21:16   

„Bez wsparcia cesarza jesteśmy skazani na porażkę” taka wiadomość obiegła armię przymierza. Wojsko Lamberta mogło stanowić twardy trzon, ale pod żadnym względem nie przechylało szaly zwycięstwa.
Arosal siedział w namiocie dowódców, towarzyszył mu jedynie Leman.
- Co zamierzasz ?- zapytał bacznie obserwując księcia.
-Nie możemy dłużej czekać, impet z jakim zaatakowaliśmy działał na naszą korzyść, teraz jednak powoziliśmy wrogom przygotować się na nasze kolejne kroki – odparł nerwowo
-Wiesz dokąd poleciał Shayrin?, wszyscy to widzieliśmy – To pytanie musiało paść, moment odlotu strażnika był nieoczekiwanym wydarzeniem, szczególnie dla Lemuana najbliższego poddanego królowej.
-Nie mam pojęcia, cokolwiek robi, robi to na polecenie Illumielle– mruknął Arosal.
Zapanowała krótka cisza.
-Opuścił nas – westchnął w końcu Lemuan, brzmiało to jakby pozbywał się jakiegoś ciężaru mówił o czymś czego strasznie się bał. Arosal spojrzał na niego badawczo i rzekł.
-Przedtem zdążył mnie uratować … i przekazać nam znaki . To mało prawdopodobne by z rozkazu królowej zostawił nas na pastwę losu –
- Masz pojęcie co to wszystko oznacz ?-
-Co do połowy mam przeczucia, ale nie jestem pewny niczego –
-Boisz się –
- Nie… nigdy – odparł nerwowo książę
- Nie obawiaj się tych emocji… nasi wrogowie tłamszą je w sobie, my jesteśmy inni –
Rozmawiali tak długo, tymczasem niespodziewanie do namiotu wszedł Lambert.
Arosal I Lemuan powstali.
- Jesteś gotowy by poprowadzić jeźdźców ? – zapytał na przywitanie książę .
- Jak zawsze, mam nadzieję, że wasi wojownicy zechcą mnie wysłuchać– odpowiedział dziarsko Lambert.
- Dziś po ostatniej naradzie rozdam tytuły. Ruszacie na południe Lambercie, czas działa na naszą niekorzyść-
- A ty – zapytał druha przyglądając mu się uważnie – co z tobą ?-
- Nie będę wam towarzyszył w trakcie natarcia, mam zadanie do wykonania… wszystkiego dowiecie się w swoim czasie.. –
Rozmowę przerwał kolejny gość. Do namiotu weszła kobieta, młódka odziana w piękną zbroję. Owa dziewczyna od roku dowodziła lewym skrzydłem nacierających, córka Lamberta z krwi i kości, pod każdym niemal względem podobna była do ojca.
- Yasmin ? – zapytał ojciec.
- Melduję – zaczęła stanowczo– przechwyciliśmy niewielki oddział imperialnych kierujący się na południe. Czekają na przesłuchanie w namiocie dla jeńców – wyrecytowała na wydechu.
-Doskonale, trzeba się tym zając , na razie musze was opuścić panowie – westchnął Lambert, jakby nierad z wzywających go obowiązków, cały czas obserwował Arosal… Czyżby się czegoś stary druh przeczuwał jakieś niebezpieczeństwo?
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 28
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-08-04, 10:04   

Echo odgłosu stawianej na planszy figury rozbrzmiało wśród ciemności, by w subtelnym tańcu zanikania osiągnąć pułap, na którym ludzkie ucho nie byłoby w stanie go wychwycić. A potem umarło.
Oczy omiotły skomplikowaną, wielopłaszczyznową planszę, zaadaptowaną z gry upadłej już cywilizacji. Pozorny nieład i chaos jaki charakteryzował ustawienie figur był tak naprawdę wynikiem wszystkiego, co ostatnio się działo, a on to widział. Każdy wybór, każdy krok, każdy cios - to wszystko doprowadziło Nevendaar do tej chwili.
Nieludzka ręka uniosła się znad ustawionego pionka, by obserwować jak plastyczna substancja przybiera formę nieco już podstarzałego wojownika. Pojawił się niedawno, ale trzeba mieć na niego baczenie.
Trzeba mieć baczenie na wszystko.
Inaczej jego pionek straci na znaczeniu, nie będzie mógł robić tego, co będzie potrzebne.

Cienie figur falowały w migoczącym blasku świecy.
_________________
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 26
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 593
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-08-04, 13:57   

<Vogel, moja postać nie jest rycerzem, edytuj swój post>

Waskos nie zdradzał tego po sobie, ale czuł wielki niepokój. Nie miałem do czynienia z inkwizycją od czasu mojej ucieczki. Myślałem, że dali sobie spokój. Ale może chodzi o co innego? Cóż, muszę zachować spokój, obecnie pracuje dla hrabiego, inkwizycja nie odważy się chyba z nim zadrzeć.
- Czym sobie zasłużyłem na zainteresowanie wielkiego inkwizytora?- Waskos nie poznawał swego rozmówcy, liczył na to, że on też go nie zna.- Nie mam zbyt dużo czasu na pogaduszki, muszę się przygotować na wyprawę, z rozkazu hrabiego, pozwolę sobie dodać.
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
Nagash ep Shogu 
Arcywampir
1st Fiddle of Mortis



Wiek: 33
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 1907
Skąd: Cihael ep Eshar
Wysłany: 2011-08-04, 14:13   

- O la boga, ale chłop...
- Noooo...
Opierające się na grabiach baby z otwartymi ustami przyglądały się jadącemu między polami rycerzowi. Podążającego za nim giermka, wręcz oseska ledwo od ziemi odrosłego, dla którego nawet muł byłby niezgorszym dextrariusem, zdawały się nie zauważać.
Rycerz zaś baby solennie ignorował, wpatrując się chabrowymi oczętami w bezchmurne niebo. Znać po nim było, że znacznie więcej, niźli wieku jest średniego. Rude włosy miał szlacheckim sposobem podgolone, a krótko ścięty czub zwisał smętnie nad prawym uchem. Tunikę miał zniszczoną niemiłosiernie, rdzawymi plamami i odciskami od zbroi poznaczoną tak, że nijak nie szło odczytać co też to za herb ma na szerokiej piersi wyhaftowany. Co ciekawsi wraz by wzrok obrócili na tarczę, bo z niej może by łacniej odczytali co to za rycerzyk i skąd jest, ale i tutaj by się zawiedli. Tarczę rycerz przytroczył lustrem do konia, jakby znaku rodowego bał się ujawnić, lub infamia na nim jakowaś ciążyła.
Tak, czy siak, wojak był to niezwykły, co łacno z zarośniętej, zawadiackiej twarzy można było wyczytać, jak i z całej postury jego, o zacnym koniu nie wspominając.
Tymczasem rycerz minął pola świeżo skoszonego zboża, na których obok żółtych snopków co rusz wykwitały białe, czerwone i niebieskie spódnice chłopek, a wjechał w zagajnik lipowy, pachnący, a chłodny, przez który płynął wartki potoczek.
Zatrzymał się w samym jego środku, rozejrzał dokoła i splunął soczyście, jakby akuratnie podjętą decyzję chciał przypieczętować.
- Julien, rozkulbacz konie, nad wodę zaprowadź. Odpoczynek się im należy.
- Jako rzeczecie, panie de Rocheton - krzyknął łamiącym się falsecikiem giermek, błyskawicznie schodząc z konia.
De Rocheton pokiwał rudą głową, odprowadził wzrokiem Juliena, sam zaś usiadł z półtorakiem pod lipą i w zamyśleniu począł gładzić wypolerowaną stal ostrza, po której znać było, że nie raz już krew żłopała.
- Wot paladyńska dola - mruknął do siebie. - Już czwarty dzień jak po rubieży wędruję i ni umrzyka, ni demona, ni nawet sekciarza żem nie napotkał. A Wszechtacie się przeca obiecało, główki wszystkiemu kurewstwu ścinać, co przeciw niemu bluźni... Łatwiej by było, jakby jakiś ślad, sprzymierzeńca znaleźć... Tylko jak, gdzie?! Ech, Kocham Legiony mać, co za życie... A mogłem zostać pisarczykiem u księcia pana, jak tatuś kazał.
Wtem nagle zza wonnych krzaków bzu, za lipek młodych, znad potoczka wyprysnęły postacie obszarpane. Julien krzyknął coś, dobył ostrza, konie własnym ciałem zasłonił.
De Rocheton wzniósł na ten widok uśmiechnięte oczy do nieba, splunął soczyście.
- Kawalarz z ciebie, Wszechtatuś. Kawalarz, nie ma co.
Paru zbirów po krótkiej szamotaninie i wymianie ciosów obezwładniło giermka, największy z nich, w jakieś stare tuniki i żaboty przybrany zbliżył się do paladyna. A de Rocheton stał, półtoraka pod pachą trzymał i uśmiechał się.
- Konie, złoto i broń. Dyrdokiem! To z życiem puścimy.
- Pewnyś jest aby, synku, że chcesz mnie okraść? Bacz, że miecza w pochwie nie trzymam, a dziadostwo jak w pochwie nie siedzi, to wraz juchę by chłeptało.
- Nie chcesz po dobroci, to sami weźmiemy - błysnął rycerzowi przed oczyma zakrzywionym sztyletem, reszta jego kompanionów zaszemrała, otoczyła ciasnym kręgiem de Rochetona.
- Słuchaj, synku. Zdrożony jestem podróżą, zjadłbym co, popił. Nie chce mi się za mordowanie brać, zwłaszcza, że nic mnie zbiry zwykłe nie obchodzą, to komesa zmartwienie nie moje. Nie czuć od was demonem i trupem, na sekciarzy nie wyglądacie. Zaniecham was. Na mądrego wyglądasz, to sam zrozumiesz jakie szczęście was dziś spotyka, zajrzyj no jeno na tarczę do konia przytroczoną, znak powinieneś przecież rozpoznać. Jak nie, to będziem mordować, bo co innego...
- Znaczny mi się widzi, weźmiem okup za suczego syna - sapnął stojący za nadzbirem bandzior.
- O ile wart coś jest. Mórna, zajrzyj na tarczę. Spętamy dziadygę, Groniec go weźmie i gotówkę wypłaci. O ile faktycznie znacznyś, rycerzyku - syknął w stronę de Rochetona.
- Szefie, znaku ja tu żadnego nie widzę. Czarne pole jeno i maczkiem nadziubdziane jakoweś pisma... Nie przeczytam...
Nadzbir zamrugał powiekami, powiódł wzrokiem od uśmiechniętej gęby de Rochetona do trzymającego tarczę kompana i z powrotem.
- Znikamy, chłopaki. Nic tu po nas.
- No ale! On jeden, a nas ilu! - zaszemrało towarzystwo!
- O Gotfrydzie de Rocheton nie słyszeliście?! Idziemy!
- Rozumnyś, herszcie.
- Bom już raz ci pod miecz lazł, drugi raz nie będę - syknął nadzbir i z resztą ferajny zniknął w okolicznych zaroślach.
De Rocheton splunął na ziemię. Zaraza i mór na tutejszego komesa, że też rady sobie z taką swołoczą nie potrafi dać! Gdyby to on był komesem... Oooo, zaraz by się tu porządek zrobił, równiutki szereg szubienic, kilka katowskich pieńków... Byłby porządek.
Na razie jednak trzeba bajzel po demonach i umrzykach posprzątać. I sekciarzach wszetecznych, gamratka ich mać.
Tylko jak ich znaleźć?!
_________________

Księżyc świeci, martwiec leci,
Sukieneczką szach, szach,
Panieneczko, czy nie strach?



Nasz wampirek to smakosz i znawca,
przy tym wcale nie żaden oprawca!
Za ssanie kolacji płaci jak w restauracji,
Chyba, że honorowy krwiodawca...

Sysu, sysu, cmok, cmok, cmok,
Chyba, że honorowy krwiodawca!

 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 34
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2974
Skąd: Temperance
Wysłany: 2011-08-07, 10:42   

Już miał powiedzieć co myśli o wszelkiego rodzaju hrabiach, baronach czy innych wielkich z urodzenia, zawsze pierwsi do koryta ostatni do miecza. Powstrzymał się jednak nie wiedząc z kim właściwie rozmawia i oczywiście po rewolcie Croleya Inkwizycja utraciła nieco ze swoich przywilejów.
- Jestem Vogel Harap Serapel w służbie inkwizycji z patronu królowej Ambrielle - Nie cierpiał tego typu formułek ale uwielbiał reakcje rozmówców na te słowa, tak może i straciliśmy sporo władzy za to teraz boją się bardziej. - ponoć macie tu problem z sekciarskimi długouchami? Zrobiłem mały wywiad i wiem że zajmowałeś się ich kurierami, chciałbym wiedzieć czy zdobyłeś jakieś informacje od nich i czy zechciałbyś się nimi podzielić?
Cały czas pilnie przyglądał się wojownikowi, gdzie ja Cie już widziałem
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Verthiss 
Wiedźmiarz
The Nameless One



Wiek: 28
Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 329
Skąd: Alzonia
Wysłany: 2011-08-07, 14:11   

Martwe jeszcze przed momentem oczy zapłonęły teraz zielonym blaskiem. Głowa poruszyła się nieznacznie, wyczuwając ciężar gleby ją przykrywającej. Postać poczęła grzebać się z miejsca swojego niedawnego pochówku. Fragmenty przegniłego mięsa całymi płatami odpadały od ciała, ich rozkład katalizowany był mocą magii śmierci. Cichy szept wydobył się z miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą było gardło i w dłoni lisza zmaterializował się zdobiony motywem cierni kostur wyrzeźbiony z hebanu. Drugą ręką nieumarły sięgnął do swej czaszki i z prychnięciem pogardy złamał bełt sterczący z potylicy.
Gdzie podziały się czasy, gdy Hordy wędrowały w kierunku swych ofiar niewzruszone strzałami przebijającymi ich trzewia? Niegdyś nieuległe tchórzliwym natarciom z dystansu, teraz same faszerują ludzi bełtami tak jak Ci czynią to z przeciwnikami, których się boją. - przeszło przez myśl licha, pamiętającego ostatnie chwile szkieletu, w którym powrócił do nie-życia.
Puste oczodoły rozglądały się po okolicy. Minęło już wiele lat od momentu, gdy tchnienie Bezcielesnej opuściło jego zwłoki, a te rozsypały się w proch tuż obok truchła zmasakrowanego króla krasnoludów, Sturmira. Wyrwany ponownie z niebytu Verthiss w jakiś sposób pamiętał historię, która go ominęła.
Słodka Mortis, nie byłem Ci potrzebny w czasie, gdy nowe oblicze Nevedaar wdzierało się do tego świata z nastaniem drugich Wielkich Wojen, po cóż więc wzywasz mego imienia teraz?
Odpowiedź krążyła w jego głowie nim jeszcze skończył wypowiadać myśl.
_________________
Masz trochę niespożytkowanego czasu? Myślisz, że małe dziewczynki i chomiki z zasady nie są niebezpieczne? Chcesz osiągnąć wyższy stopień nerdostwa? Zagraj z nami w LoLa! :D
http://signup.leagueofleg...ea06b8464041734
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by michaczos.net & UnholyTeam
Tajemnice Antagarichu :: Heroes of Might & Magic 1,2,3,4,5,6 Forum