Forum Disciples, Disciples 3 on
 
Forum Disciples, Disciples 3  Najlepsze forum poświęcone rewelacyjnej serii gry Disciples
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Regulamin  Zaloguj  Rejestracja   Chat [1]   Discipedia  Download 

Poprzedni temat «» Następny temat
Wojna Światów
Autor Wiadomość
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 25
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 775
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2011-07-27, 18:44   

- Oż, Kocham Legiony nie strasz mnie tak na jadowity oddech Mortis! - żachnął się czarownik gdy kruk dość, że wylądował na ramieniu jego pana to jeszcze zaczął mówić paszczęką wyrastająca mu z tułowia.
- Nie strasz mi czarownika Vozu. Ja się tylko zastanawiam czy mi się cała akcja opłaci. Po za tym czekam aż ten nierób Shurlien wyduka wreszcie co jest napisane na tym zwoju... - odpowiedział wampir wzdychając ciężko i poprawiając odruchowo okulary, które ani trochę się nie przekrzywiły.
- Wypraszam sobie! Doskonale wiem co na zwoju jest napisane! Próbuję obliczyć dokładne trajektorie lotu zaklęcia oraz przewidzieć jego skutki! - wybuchnął czarownik czerwieniejąc na twarzy.
- Jakąś fortecę długouchy podpaliły... Wal w nich czym tam masz na podorędziu... A Ty Vozu zamiast skrzeczeć mi do ucha powinieneś też się czymś zająć. - wyszczerzył się złośliwie wampir.
Czarownik stanął na nogi i wyciągając rękę w stronę Arosalowych wojsk wypowiedział kilka słów mocy. Gesty, tonacja głosu i insze bajery.
Pod nogami elfich sekciarzy zatrzęsła się ziemia. Cóż to za czar? Zniszczenie Smoka moi państwo.
Wampir ucieszony patrzył przez lunetę jak długouchy w panice rzucają się do ucieczki tratując się nawzajem lub giną od śmiercionośnego efektu zaklęcia.
- Ciekawe czy Arosal podejmie rękawicę... - mruknął sam do siebie pocierając podbródek.
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
R'edoa Yevonea 
Naczelna Terrorystka
Róża Kurhanów



Wiek: 29
Dołączyła: 28 Maj 2007
Posty: 1557
Skąd: Ner'eeye Maha
Wysłany: 2011-07-27, 19:29   

-Sieeeedź na dupie, mówię. Ani mi się waż ruszyć, Vierhanienn!
-Ale kiedy...
-Powiedziałam, siedź!? Niewyraźnie mówię?
-Ale kiedy nasi elfi bracia się właśnie biją... poświęcają swoje życia dla wyższych idei... R'edoa, tak nie można!
-Wyższych idei? Dziewczyno, gdzieś tu się chowała przez ostatnie parę lat? Ty weź i zerknij sobie w kulę albo lustro, zobacz na własne oczy o co w tym chodzi i dopiero bierz się na dyskusje! Ja tymczasem odezwę się do Lituhanienn... Litka, to ty, skarbie? Widzisz to co ja? Komedia, nie uważasz? Co? Nieee, gdzie tam, siedzę w Ner'eeye Maha, stąd mam świetny widok. No mówię ci, lepszy niźli w tych zapyziałych lustrach. Wsiadaj na gryfa i wbijaj, mam nowe Mandolin Hero i trochę trunków od wampira. Nie, tym razem bez wkładek mięsnych. Vierhanienn? A, u niej wszystko okej. Właśnie wali głową w ścianę.
-O ja głupia... o ja naiwna...
-To co, do wieczorka zajedziesz? Czekamy, kochana. Ach, nie zapomnij wziąć ze sobą depilatora, Athelle wyprowadził się tydzień temu i zabrał swój ze sobą ;-)
_________________

 
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 27
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-27, 19:42   

W obozie elfów zapanowała panika. Wysokie płomienie zajęły jego centralną część, ale cóż to? Jedni uciekają drudzy biegną prosto w rozszalały ognień? Czarnowłosa kobieta odziana w powłóczystą szatę barwy miedzi stanęła na skraju pożaru, to samo uczyniły pozostałe bliźniaczo podobne elfki.
One tańczą?
Uciekające wcześniej elfy stanęły jak wryte, niektóre klękały inne tłukły czołem o ziemię. Majestatyczny płomień skupił się w jednym miejscu przybierając postać smoka skąpanego w zwałach czarnego dymu. Uformowana tak bestia wzbiła się z rykiem w niebo po czym pomknęła w stronę Revena i jego przydupasa pozostawiając za sobą jedynie szkarłatną łunę.
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-27, 20:10   

- Uhm, taaaa... - beztrosko mruknął cień, obserwując przecinającą niebo pożogę, której smoczy kształt nieuchronnie zbliżał się do nich - nie wiem jak to z wami, panowie, ale mnie to nie zabije. Macie coś na podorędziu, czy znowu to ja muszę ratować dzień?
_________________
 
 
Nagash ep Shogu 
Arcywampir
1st Fiddle of Mortis



Wiek: 31
Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 1907
Skąd: Cihael ep Eshar
Wysłany: 2011-07-27, 21:35   

- Wygląda na to, że mamy szczęście.
- Szczęście to jest Tuszenberk jak ci resztka papieru w ustępie starczy, by dupsko utrzeć i nie trzeba służby posyłać po więcej.
Komes żachnął się gniewnie.
- Dudy smalone bredzisz magiku. Umarlaki długouchów czarami smażą i po naszej jest to myśli, bo elfy o mało co cytadeli z dymem nie puścili, a teraz uciekają w krzaki, aż miło popatrzeć.
- Będziesz miał to swoje szczęście, jak ci truposze do cytadeli przenikną i jelita przez gardło wywłóczą! Nic dla nas dobrego nie wynika z faktu, że tutaj są i elfy biją! Daleko to stąd jest do Amn Thor?! A nóż Galleana pomioty przeganiają, by tutaj swoją domenę postawić , a nas w niewolników obrócić. Trza do Fortu Nutta’r’ia posłać!
Tuszenberk walnął pięścią w stół, w odpowiedzi na co zabrzęczały z oburzeniem szklenice, a ułożone na krawędzi rulony map posypały się na posadzkę. Siedzący po drugiej stronie grododzierżca posłał stojącemu pod oknem kapitanowi znaczące spojrzenie.
- Słałem! Siedem posłańców już poszło! Żaden nie wrócił!
- Jak umrzyki elfy biją, to może łacniej się będzie przekraść…
- Srają muszki, będzie wiosna, grododzierżco – mruknął kapitan. – Przekraść można się prędzej przez elfie wartownie, niźli pierścień trupich wojsk. Co nie oznacza, że nie powinniśmy próbować.
- Następnych na pewną śmierć posyłać?
- A odkąd to tacyście humanitarni, komesie – skrzywił się rezydent.
- Odkąd śmierdzące grzybem dziadygi, magami się mieniące, co to nic nie robią, tylko żreją na potęgę, nie są w stanie zaradzić ani elfim czarom, ani magicznej blokadzie!
- To się niegodzi, komesie, czarodziej dzielnie stawał przeciw zaklęciom elfów, a że sam jeden na taką przemoc nie poradził… nie jego wina…
- Nie pozwoliłem wam gadać, kapitanie, wyście też swoją drogą piękną laurkę sobie wystawili! Tak się dać podejść!...
- Spokój! – wrzasnął magik. – Spokój, psia mać, bo inaczej elfy nas na bigos przerobią, a my nawet palcem nie ruszymy! Nie ma siły komesie, trzeba posłać następnego gońca! Imperium musi nam pomóc!
- Słuszna uwaga.
Na dźwięk głosu komes obrócił się gwałtownie w krześle, kapitan złapał za rękojeść miecza, a grododzierżca otworzył szeroko usta, co bynajmniej nie dodawało mądrości jego małpiej fizjonomii. Jedynie magik potrafił ukryć zaskoczenie.
- Coś ty za jeden? – wykrztusił komes, łypiąc okiem w stronę kapitana. Dowódca na ten widok kiwnął głową, wysunął miecz z pochwy o kilka cali.
- To nie będzie konieczne, kapitanie – odparł przybysz wychodząc z obleczonego mrokiem kąta komnaty. Ubrany był dziwacznie.
- Czasu mam niewiele, dlatego przejdę od razu do sedna. Po pierwsze nie elfy was napadły, a przynajmniej nie te, o których myślicie. To sekciarze.
- Niemożliwe – wyszeptał czarodziej.
- A jednak. Sekciarze jak malowani. Nieumarli mają z nimi na pieńku tak samo, jak i wy. Nie musicie się obawiać, że słudzy Mortis zajmą waszą ruinę dla perwery cytadelą zwaną. Zaś co do posiłków Imperium… Hm. Powiedzmy, że są już w drodze.
Komes pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Ty ich zawiadomiłeś?! Czemu mamy ci ufać? Nawet nie wiem coś za jeden. A może ty z sekciarzami trzymasz, he?
- Nudniście, komesie – żachnął się nieznajomy, poprawiając wiszący u pasa sztylet o wąskiej, długiej klindze – Jak by to rzekł mój przyjaciel de Rocheton – dupa, nie żołnierz. Dlatego radze wam przygotować skuteczną obronę i czekać na posiłki. Tymczasem żegnam, mam do pogadania z pewną sekciarską elfką.
Nieznajomy wziął rozbieg i nim ktokolwiek zdążył zaprotestować wyskoczył przez okno, ciągnąc za sobą warkocze szkła.
Kapitan jako pierwszy podbiegł do okna, rozejrzał się.
- Nie ma, sukinsyna. Zniknął!

***

-Czegoś szukasz?
Sylfida odwróciła się. Za wolno.
Nieznajomy błysnął jej kłami przed twarzą, kątem oka zauważyła biegnący w jej stronę sztylet o długiej, wąskiej klindze. Odruchowo zasłoniła się przed ciosem.
Który nigdy nie padł.
- Jesteś piękną córką swego ludu. Te regularne rysy, krucze włosy… Jest w tobie coś. Pewna estetyka. A ja lubię estetykę…
Elfka rozejrzała się niepewnie, wreszcie spojrzała w górę, w stronę leśnej gęstwiny. Nieznajomy siedział na gałęzi rozłożystego dębu, beztrosko majtając przy tym nogami.
- Nie jesteś Nevendaarczykiem.
- To prawda. Nie jestem też sekciarzem.
Sylfida prychnęła pogardliwie, przyjęła pozycję, strzepnęła palcami. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Będziemy czarować? Tak od razu? A ja miałem nadzieję na miłą rozmowę…
Było w nim coś ujmującego i tajemniczego. W jego dziwnym stroju, chrapliwym, twardym akcencie.
- Nie mamy o czym rozmawiać – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Opuszki palców pokryły się już szronem. Była gotowa.
Mężczyzna przełożył sztylet z lewej do prawej ręki.
- Zaniechaj ducha. – powiedział miękko. – Zaniechaj i żyj dalej. Szkoda byłoby…
- Za dużo gadasz, dziwaku.
Uderzyła szybko, wkładając w zaklęcie całą moc, jaką zdołała zmobilizować. Mróz w mgnieniu oka przeżarł dąb i pobliskie drzewa. Teraz wystarczył tylko lekki dotyk, by wszystko rozleciało się w drobny, szklisty pył. Razem z jej prześladowcą…
- A przecież prosiłem…
Sylfida na dźwięk chrapliwego głosu skamieniała. On nie może być taki szybki, nie mógł…
Mogło jej się tylko wydawać, ale coś cichutko śpiewało jakąś radosną pieśń, wręcz piało ze szczęścia, gdzieś za jej plecami… Choć nie była to pora, bardzo chciała poznać słowa pieśni, słowa, które przybierały na sile.
Wkrótce miały zagrać w samym jej sercu.

***

Arosal stał, niczym skamieniały.
Nieznajomy wzruszył ramionami.
- Wiesz, to nic osobistego. – wskazał na leżącą u stóp elfa głowę sylfidy z wetkniętym w jej usta woreczkiem piachu.
- Wojna – kontynuował - dobry elfie, to paskudna rzecz, a na wojnie dzieją się paskudne rzeczy. Przynajmniej w moich stronach, bo jak można zauważyć Nevendaarczykiem nie jestem. Zresztą ty także. Uważam to za rzecz wybitnie sprawiedliwą zresztą, bo zauważ, że łatwiej będzie mi pacyfikować twoje elfy, niż na przykład tutejszym długouchom. Wyobrażasz sobie starcie tutejszej sylfidy i sekciarskiej? Straszny galimatias by powstał. A tak… jest ciekawie. Nie, nie otwieraj swojej gąbki. To już koniec naszej rozmowy. Jeszcze będziesz miał okazje, by mnie poznać. Bo ja cię znam doskonale.
Arosal porwał za rękojeść sejmitara, nim jednak go dobył nieznajomy przedzierzgnął się w nietoperza i uleciał w noc.
_________________

Księżyc świeci, martwiec leci,
Sukieneczką szach, szach,
Panieneczko, czy nie strach?



Nasz wampirek to smakosz i znawca,
przy tym wcale nie żaden oprawca!
Za ssanie kolacji płaci jak w restauracji,
Chyba, że honorowy krwiodawca...

Sysu, sysu, cmok, cmok, cmok,
Chyba, że honorowy krwiodawca!

 
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 27
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-27, 22:34   

Stojąc tak książę przywoływał w myślach ostatnie chwile spędzone z Sylfidą – Jak ? - zapytał, odpowiedziała mu jedynie cisza.
- cóż to za brednie, o czym on mówił? - mamrotał - zaczynam zastanawiać się nad odwrotem. Nowy świat mnie zawiódł, a ten tutaj wystawia jakiegoś dziwaka z którym nie sposób się mierzyć...-
Książę przycupnął na d brzegiem jeziora gdzie powitał Sylfidę.
-Siostro... wybacz - szepnął, nie mógł się odwrócić, nie chciał oglądac jej oszpeconej twarzy, niegdyś tak pięknej.
"Stary Nevendaar zaskoczył nas swą nieudolnością, możemy czuć się zwycięzcami, mimo wszystko czas wracać, nie potrzeba nam kolejnych ofiar"
-Miałaś rację siostro !- krzyknął - niech gniją niech umierają... to nie nasza sprawa... -
 
 
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 25
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 775
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2011-07-27, 22:42   

- Na parchy i krosty na rzyci Wotana! - ryknął wampir widząc jak ognista burza jaką wywołał Shurlien przeobraziła się w smoczy pocisk pędzący teraz w ich stronę wyjąc potępieńczo - Shurlien! Zrób, że coś do cholery!
Czarownik nie ruszył się z miejsca. Jego oczy zabłysły ogniście gdy czytał magiczną inkantację ze zwoju. Słowa, które padały z jego ust nie powinny padać z ust śmiertelnika. Były plugawe i przesiąknięte nienawiścią. Nad polem pojawiły się trzy latające demony, krążące w pierścieniu, zostawiające za sobą strugi piekielnego ognia. Prędkość demonicznych istot była tak ogromna iż wywołały prawdziwe tornado płomieni.
Zaklęcie odwrócone przez elfów rozbiło się o czar czarownika i zostało wchłonięte całkowicie. Postać odziana w zieleń i złoto klapnęła znów na pniu by chwilę odsapnąć. Jak ci magowie szybko się męczyli...
- Zdekoncentrowałeś mnie przeklęty cieniu! Przez Ciebie spalili by nas żywcem! - syknął jadowicie w stronę Voza.
- Ooo zamknij się Shurlien! - odetchnął wampir ocierając czoło z frustracją - Vozu gdyby nie to, że jesteś ektoplazmą jak Mortis kocham dałbym Ci takiego kopa, że byś do wszechpapy doleciał na spowiedź coniedzielną...
- Powinniśmy znaleźć jakąś lepszą pozycję.
- Gratuluję, geniuszu. Rusz swoje magiczne dupsko i złazimy z tego przeklętego wzgórza... - warknął Raven niezbyt zadowolony z obrotu sytuacji. Że też zapomniał o tych tancerkach słońca. To i one do sekty przystały?
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-27, 23:08   

- 'Zdekoncentrowałeś!', 'Zdekoncentrowałeś!' - zaskrzeczał bardziej niczym papuga niż kruk którego formę przyoblekł - Nieumarłej baletnicy wadzą śmiertelni biesiadnicy, ot co! Następnym razem naucz się zaklęć, zamiast mruczeć ze zwojów, Shurlatanie.
Cień wzniósł się w powietrze, znad głów obu niewydarzonych wojaków rzucając jeszcze:
- Poza tym, tylko jeden z was może usmażyć się żywcem - po tych słowach zniknął.

* * *

Zajęty wykrzykiwaniem śmiertelniczych bredni elf nie mógł zauważyć, jak cień pokrył taflę jeziora swoim obmierzłym jestestwem, osadem o tyle paskudnym, że obdarzonym mową.
- Pozdrowienia, najeźdźco. Tuszę, że twój zapał począł stygnąć niczym ciała zwiadowców waszych, co to ich godzina ostatnia wybiła? Czy też raczej, wypadałoby powiedzieć, przyszła do nich - zakończył, nie omieszkawszy osadzić na swej powierzchni tak oka jak i ust; prawdopodobnie do końca konfliktu obie strony będą dostawać na ich widok białej gorączki.
_________________
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 24
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 586
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-07-28, 12:58   

Tymczasem w ruinach fortecy wznoszącej się nad leśnym gościńcem stacjonowała grupa ludzi. Forteca, która niegdyś widziała krew wielu dzielnych wojów, która pogrzebywała pod sobą poległych, która opierała się atakom barbarzyńców, dziś była niewarta spojrzenia przechodnych. Właśnie w tym miejscu znajdował się Waskos, opierając się o pozostałości murów, podziwiał niedawną burzę płomieni na nieboskłonie.
- Panie!- rozmyślania Waskosa przerwał gruby, łysy mężczyzna.
- Czego się drzesz, Janoszka, przecie słyszę!
- Bo, ten tego, tak się zastanawiałem... Może pozwoliłby nam pan do chałupy wrócić. stara mi patelnią w łeb przygrzmoci jak się dowie, że po lesie się uganiam miast krów pilnować.
- Nie ruszy mi się stąd choćby na krok! Jesteście za durni aby pojąć, że jesteśmy na patrolu? Jest wojna, nie stacjonujesz tu dla mnie, stacjonujesz tu dla króla, dla Imperium!
- *mówi szeptem* Chędożyć króla.
- Cóż żeś powiedział?
- Nic panie!
- No ja myślę. Acha, i jescze jedno. Wbij se wreście do tego głupiego łba, lepiej dostać z patelni po łbie, niźli z mego miecza po gardle.
Janoszka wrócił na stanowisko klnąc pod nosem. Waskos wrócił do rozmyślań.Trafiła mi się kompanija, chłopi, farmerzy, rolnicy, szewczyki i kowale. Srają na królestwo i wojnę. A przecież to oni mają najlepsze powody by walczyć. Ta wojna nie będzie się toczyć po pałacach szlachciców, to chłopi zapłacą za ten konflikt, to ich dzieci i żony będą ginąć od przypadkowych strzał, to ich domy zostaną zrabowane. Z resztą czego im się dziwić? Bo jak możni im się odpłacą? Powiedzą, że ubolewają nad losem poddanych. Ta, będą ubolewać wyzyskiem chłopów. Ech, nie ważne, która to strona konfliktu, wielkie szychy siedzą w swych pałacach i chłepczą wińsko śmiejąc się z tego konfliktu, a tym czasem krew się będzie lać strumieniami. Ech, świata nie zmienimy.
Głos młodego chłopaka przerwał rozmyślania Waskosa
- Panie!
- Co jest Młody, widzisz coś?!
- Jeździec się zbliża!
- Człowiek?
- Ni, kuń ma, fiu.. znaczy róg na czole. Pewno elf
- Zwiadowca lub posłaniec. Janoszka, podaj mi kuszę! To jego ostatnie zwiady.
- Panie, oszalał pan?! Tyć to elf, on z drzewami gada, tu go nie ukatrupim!- Wykrzyknął Janoszka
- Gadanie, dawaj kuszę.- Może w swoim gaju by nas wypatrzył, ale tu wojna się toczy. Nawet elfy się domyślają jak ważny jest szybki poseł czy zwiadowca. Nie mają czasu aby się wsłuchiwać w las, taki zwiadowca nie różni się bardzo od ludzkiego. No podjedź trochę bliżej.
Gdy jeździec znalazł się w zasięgu strzału, Waskos zobaczył jego twarz. Była to kobieta, piękna, z czarnymi włosami, młoda nawet jak na elfie standardy. Jednak to nie miało znaczenia. Ręce Waskosa były jak z kamienia, wycelował bezbłędnie.
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 27
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-28, 13:14   

Słowa wypowiedziane przez intruza wyrwały Arosala z letargu, który niemal całkowicie go pochłonął...
- Kim..? Czym jesteś? - Krzyknął.
W tym momencie czuł, że może to być jego ostatnia chwila, wiedział bowiem iż ma doczynienia z siłą odpowiedzialną za śmierć zwiadowców, obawiał się również że mogła przyczynić się do śmierci jego siostry. Trzymał się rękojeści miecza, choć wiedział, że w starciu z intruzem jest on jedynie nędzną imitacją broni, bowiem jak walczyć z czyś czego niema? istotą nie mającą ciała?
Ostatnio zmieniony przez Arosal 2011-07-28, 15:52, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 25
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 775
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2011-07-28, 13:45   

Po skontaktowaniu się przez wizjer z ostatnimi ze swych wiernych sług Raven, a co za tym idzie Shurlien, ruszył w miejsce gdzie pojawić miało się małe wsparcie. Tak na początek.
Kamienny krąg, zmurszałych, starożytnych głazów ukryty głęboko w leśnych ostępach, był idealnym miejscem do utworzenia połączenia i teleportacji nawet z tak odległego miejsca jak jego utracony dwór w Tar Al'naihme. Podobno jego nadworny magus otrzymał zaszczyt opiekowania się jego majątkiem do czasu aż Rada nie wybierze kogoś kto mógłby go przejąć. Za pewne trochę to potrwa gdyż było o co się spierać.
Wampir stał niecierpliwiąc się lekko i patrząc na kamienny krąg.
- Ile to moż... - jego słowa zostały zagłuszone przez potężny grzmot. Zimne, jasne ostrze błyskawicy uderzyło w sam środek obiektu. Shurlien cofnął się zasłaniając oczy przed rażącym błyskiem.
Po chwili w dymie i w oparach spalenizny pojawiły się ich posiłki. Wampir patrzył na nie z niedowierzaniem.
- Spodziewałem się oddziału szkieletów, może wiwerny albo smoka zagłady...
- Mistrz Gnarl ma na prawdę specyficzne poczucie humoru... - skomentował czarownik starając się ukryć rozbawienie.
- Czy ten stary pierdoła sobie ze mnie kpi?! Przysyła mi dwóch nędznych ożywieńców i skrzynię z ekwipunkiem?! - warknął wampir na prawdę zeźlony.
- To nie zwykli ożywieńcy panie. To Podrób i Zgniłek, ulubieńcy mistrza Gnarla. Nie pamiętasz ich? Bardziej mobilni, mają odrobinę rozumu no i nie gniją. Mistrz potraktował ich odwróconym zaklęciem rozkładu dodając do tego...
- Milcz! Wystarczy mi wiedzieć, że nie będą cuchnąć i nie rozpadną się po kilku dniach... - syknął wampir masując sobie skronie. Za jakie grzechy Mortis skazała go na współpracę z takimi kretynami...?
- Żyyyj dłużej... żyyyj leeepij... żyyyj taak jaak Zgniłeeek... - wydał z siebie jeden z ożywieńców na co drugi zacharczał obrzydliwie co w jego mniemaniu miało być chyba śmiechem.
- Założę się, że ten stary trupojebca uczył go tego przez cały dzień...
- Spójrz na to z dobrej strony panie. Będzie miał kto nieść skrzynię z zaopatrzeniem. Wydaje się być ciężka, po godzinie taszczenia tego pewnie ręce by mi odpadły. - starał się jakoś poprawić nastrój wampirowi Shurlien.
- Uwierz, że potrafię sprawić by ręce ci odpadły i byś nie zaznał za szybko ulgi przed bólem jawiącą się w utracie przytomności... - Raven obnażył kły. Robiło się na prawdę niebezpiecznie.
- Zgniłku! Podrobie! Weźcie tę skrzynię dla pana. Musimy wyjść z tego lasu i rozeznać się w sytuacji. - wydał polecenia czarownik i już ruszył za oddalającym się kształtem wampira znikającym w ciemnościach.
- Maaam wrażenie, że paaan się nie ucieszył na nasz widoook Podroobie... - wyharczał zombie podnosząc ciężki kufer z jednej strony.
- A ja tak ża nim tęskniłeeem... Lubiłeeem jak rzucaaał we mnieee krzeeesłami i wykopyyywał z główneeej sali... - odparł drugi i pomagając Zgniłkowi ze skrzynią. Ruszyli za swoim panem.
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-28, 16:00   

Woda zabulgotała do wtóru zniesmaczonego mlaśnięcia.
- Nie jesteś zbyt odważny jak na kogoś kto atakuje cudzy świat - skomentował cień z nieukrywanym żalem w głosie. Z toni uniosła się ciemna jak noc macka, którą wieńczyło oko, bacznie oglądające elfa ze wszystkich stron - Moja dokładna... definicja nie powinna być obiektem twego zainteresowania, przybyszu - ciągnął głosem w którego niskich tonach czaiło się coś zaświatowego - Właściwym natomiast pytaniem jest, czy zauważyłeś już, jak głupią jest wasza wyprawa? Poprzednio odwiedziłem cię by zakpić, teraz zaś sprawdzam, czy dojrzeliście już do poważnego traktowania.
_________________
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 27
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-28, 16:10   

Elf szybko oprzytomniał, nie czuł już lęku choć widok tak niezwykły niejednego wojownika doprowadziłby do skrajnej paniki.
- Nazywasz to głupstwem? – warknął – już dawno zauważyliśmy, że obydwa światy nie chcą się połączyć … droga dyplomacji nie jest w stanie ich scalić dlatego też obraliśmy ścieżkę walki – ciągnął. Starał się nie patrzeć w stronę macki. Przysiadł nad brzegiem jeziora i szybkim zamaszystym ruchem dobył miecza. Ustawił go pionowo w lewej ręce, palcami prawej dłoni przebiegł po jego srebrzystym ostrzu.
- Chcesz mnie zabić ? – zapytał spokojnie.
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 24
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 586
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-07-28, 17:24   

Waskos jako pierwszy zbliżył się do nieruszającej się elfki.
- Ech, latka lecą, oko nie te co kiedyś. Jeszcze żyje
- Ha, nawet lepiej- Powiedział Janoszka- Będzie se można pochędożyć.
Potężny cios Waskosa zwalił Janoszkę z nóg.
- A to k*rwa za co!?
- Zamknij się! Nie jesteśmy durnymi barbarzyńcami, mamy szacunek dla wrogów.
Waskos popatrzył na elfkę, ostatkiem sił zdołała wyszeptać: "dobij".
- Nie bój nic- powiedział Waskos wyjmując sztylet- nie będzie bolało- Nie bolało.
- Głupie marnotrawstwo- odezwał się znów Janoszka- popatrzcie tylko, cyce jak donice, ech.
- Nie żałuj Janoszka- odezwał się chłop zwany Wiaderkiem- licho wie po jakich krzakach się te dzikusy pętają, jeszcze by ci kuśka odrętwiała.
Waskos nie miał siły ani ochoty słuchać wykładów traktujących o skutkach aktu seksualnego na lini człowiek- elfka. Zauważył, że Młody wpatruje się w ciało elfki ze smutkiem w oczach. Waskos znał ten wzrok, wzrok człowieka, który zobaczył zbyt wcześnie zbyt wiele. Pewnie się obwinia, gdyby nic nie mówił elfka by żyła. Jednak spełnił swój obowiązek wobec Imperium. Obowiązek, za który nikt go nie nagrodzi, ani nie pochwali, ani nie zapamięta. A widok martwej elfki na zawsze pozostanie mu przed oczyma Waskos podszedł i poklepał go po ramieniu.
Do Waskosa podszedł kolejny chłop
- Panie!
- Słucham Cioto.
- Nie jestem Ciota- odpowiedział ze wzburzeniem- tylko Bartosz
- Sram na to jak się nazywacie, dla mnie jesteście Ciotą i właśnie tak was będę nazywał. A teraz mów czego głowę zawracasz?
- *mruknął gniewnie* Posiłki z Imperium przybywają.
- Co? Więc ludzie komesa zdołali się przedostać przez blokadę nieumarłych i elfów? Jestem pod wrażeniem. Nie podejrzewałem, że przemkną obok starego barana.
- Uwielbiam baraninę- wtrącił się Janoszka.
- Ech, no nic. Panowie zbijamy się, chcę się zameldować u dowódcy posiłków. No ruszać się!
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
R'edoa Yevonea 
Naczelna Terrorystka
Róża Kurhanów



Wiek: 29
Dołączyła: 28 Maj 2007
Posty: 1557
Skąd: Ner'eeye Maha
Wysłany: 2011-07-28, 17:26   

-Cicho, R'ed!
-Ale ja nic nie mówię. Nic, a nic. Zupełnie. Absolut... ała!
-Cicho, powiedziałam. Muszę się skupić.
-Skupienie nic ci tu nie da, Lituhanienn. Archontką to może i jesteś dobrą, ale strzelec z ciebie jak z Nagasha asceta. Nie tak się trzyma strzałę. Ten palec tu, ten zegnij... no prawie dobrze. Celować, jak mniemam, potrafisz?
-R'ed, jak pragnę zdrowia, przestań. Sama powiedziałaś, że każdy elf umie strzelać. Muszę się tylko... eee, przyzwyczaić do twojego łuku.
-Łuku-sruku, magiczko. Strzelaj, proszę, choć będę szczerze zdziwiona jak w cokolwiek trafisz.
-Udław się, dzikusko.
-Strzała ci w rzyć, szlachciurko.

Vierhanienn, do tej pory grzecznie i cicho siedząca na balustradzie najwyższego tarasu w Ne'reeye Maha, odkaszlnęła.
-Dziewczyny, bez rękoczynów, co?
R'edoa odwróciła się do niej z promiennym uśmiechem -Nie przejmuj się, Viera, to takie nasze pieszczotki słowne tylko. Uwielbiamy sobie słodzić, nie, Litka? -to mówiąc, afektownie szczypnęła archontkę w zgrabny tyłek.
-Ażesz, zaraza! -pisnęła magiczka -zepsułam strzał przez ciebie! Gdzie ta cholerna strzała poleciała?

Elfki wychyliły się z balkoniku, nasłuchując. Wtem, w ich czujne, długie uszy wpadł charakterystyczny, nie do pomylenia z niczym innym, okrzyk.
-O Wszechtato, moja dupa! Ożeszkarrrrrrrrwia mać... pieprzone elfy! Wiedziałżem, żeby tędy nie leźć! A żeby wam te kłapcate uszy podpadały, liściożery!
R'edoa z niejakim szacunkiem spojrzała na Lituhanienn -No, no. Strzał moja droga, pierwsza klasa. Normalnie jestem z ciebie dumna, szlachciurko.
-No ba -Lituhanienn odrzuciła z czoła włosy w geście pełnym samozadowolenia -ma się te, no. Talenty.
Vierhanienn i R'edoa pokiwały zgodnie głowami.
-Nie ma co, trzeba to oblać. Itared! Wyłaź z kąta i polej nam jeszcze! Z życiem! No już, nie ma się co wstydzić, twój szlachetny tyłek wygląda uroczo w świetle księżyca... :->
_________________

 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-28, 17:52   

Istota momentalnie porzuciła poważny ton.
- Ciebie? A cóż ty możesz? Niee, poczekam aż zmądrzejesz.... - dalszą część wypowiedzi doprawił paskudnym uśmiechem - Poczekam aż dotrze do ciebie ilu z twych pobratymców tu padnie. Nawiasem, powinniście nauczyć ich co robić, gdy ręka która sięga do ich gardła wyłania się z ich własnego pancerza, może nie zostawałaby im po śmierci tak kretyńsko zaskoczona mina na twarzy - zaśmiał się, choć niewesoło, to przekornie.
_________________
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 27
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-29, 21:01   

-Zastanawiam się… - zaczął – cały czas zdaje mi się, że jesteś jakąś cząstką mojego świata, że przywędrowałeś tutaj w ślad za nami – przerwał, zastanawiając się nad wypowiedzianymi słowami.
Postanowił wyzbyć się wszystkich obaw, w owej chwili liczył się dla niego jedynie motyw prześladowcy. Koniecznie chciał go poznać…
-Uważasz siebie, za istotę wyższą, ale miast nas poznać, bezmyślnie mordujesz – dodał po chwili.
Najwyraźniej uznał swój pierwszy wywód za głupotę…
Powstał, schował miecz do pochwy i spojrzał prosto w upiorne oko wieńczące czarną mackę.
- Chcesz poznać nasz motyw? A może uważasz, że już go znasz? Wasz świat dotychczas upajał się deptaniem naszego, nie zdając sobie sprawy z faktu własnej powolnej śmierci. Im zacieklej bronicie się przed prawdą tym mocniej toczy was zgnilizna. Nie pozwalając na przejęcia spuścizny tego dzieła wydajecie wyrak na samych siebie. To niegodne, chce by Nevendaar przetrwał próbę czasu , lecz jego mieszkańcy pogrążeni we własnej głupocie nie dostrzegają tego – zakończył.
Całe to wyznanie przypominało recytację wiersza, był spokojny, wierzył w to co mówił, liczył na zrozumienie…
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 24
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 586
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2011-07-29, 21:48   

Waskos wracał ze swoją kompanią bohaterskich wojów, której nie powstydziłby się nawet cesarz. Dwóch, z jego bohaterskich żołnierzy, prowadzili fascynującą rozmowę.
- Ku*wa, dupa mnie swędzi- powiedział Janoszka.
- Mówiłem, żebyś nie jadł tych dzikich jagód.- odpowiadział Wiaderko
- A niby co ku*wa miałem jeść?! Mamy przy sobie tylko chleb, a ja nie kuń żeby suchy chlep wpierdzielać.
- Zamknijcie się obydwoje, jescze nie wyszliśmy z lasu. Młody, tu w pobliżu jest jezioro, leć i przynieś mi trochę wody.
Młody pobiegł w kierunku wodopoju, jednak wrócił zbyt wcześnie by mieć szansę dotrzeć do jeziora.
- Panie- powiedział- nad jeziorem stoi elf!
- Kolejny elf? Ech, no cóż. Wojna to wojna, idziemy panowie.
Zajęli miejsce na niewiwlkim pagórku wznoszącym się koło jeziora. Waskos wyjął niewielką lunetę i przyjrzał się elfowi.
-Hmm... To nie jest zwykły wojownik. Tego weźmiemy żywcem, bełt w nogi powinien ułatwić nam robotę. Janoszka, ty leniwy skur*ielu, podaj kuszę.
- Yyy... ale pan potrzebował jej w starym zamczysku.
- No i co z tego?
- Zostawiłem ją tam, zazwyczaj tylko tam jej pan używa.
- Janoszka, czasem zastanawiam się czy jesteś poprostu debilem, czy masz w rodzie jakiegoś tępego orka. No nic- powiedział podnosząc kamień- To go też unieruchomi, ale muszę podejść bliżej. Wy tu zostańcie.
zaczął skradać się do elfa. Pewno rozmyśla o miłości, świecie i nnych pierdołach, jak to elf. Tym lepiej dla mnie. Elf był w zasięgu rzutu Waskosa. Jednak w cwili gdy zabierał się do rzutu, z wody wyłoniła się przerażająca macka z jeszcze bardziej przerażającym okiem. Co to Kocham Legiony jest?! Waskos ukrył się w krzakach. Słyszał rozmowę między elfem, a dziwnym zjawiskiem wyłaniającym się z powierzchni wody. O czym oni mówią, inne światy? No cóż, chyba mnie nie zuważyli. Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Waskos nasłuchiwał rozmowy dalej.
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2011-07-29, 22:11   

- Tyle dobrego, że większe bzdury zamieniasz na mniejsze - podsumował. Macka momentalnie się cofnęła, a większość cienistej materii opuściła powierzchnię wody, by w powietrzu uformować sylwetkę ze szlachecka odzianego człowieka. Nawet elfie oczy wyłapać mogły jedynie nieliczne detale postaci ze zbitej ciemności, o gładkiej, pozbawionej rysów twarzy, z której spoglądały czystobiałe oczy.
- To nie są bezmyślne mordy. Ja służę - skrzyżował ręce - Twoje przeczucia są błędne. Jestem psem jednej z potęg tego świata, a jej życzeniem jest wasza śmierć.
_________________
 
 
Arosal 
Bandyta



Wiek: 27
Dołączył: 09 Cze 2008
Posty: 873
Skąd: Wolsztyn
Ostrzeżeń:
 3/3/6
Wysłany: 2011-07-29, 22:35   

-Myślisz głupcze, że ja nie nosze w sobie cząstki nadprzyrodzonej? Czegoś co jest w stanie zmieść taki nędzny pomiot? - Jego głos nabrał niebywałej mocy, zrobił kilka kroków w stronę intruza, w jego prawej dłoni coś błysnęło, pojawił się szklisty punkt powiększający się z każdą chwilą, towarzyszył temu dźwięk przywodzący na myśl pękający lód.
Tak uformowała się tarcza, ozdobiona srebrzystą łuną powstałą przez połączenie mrozu z ciepłem jesiennego wieczora. W tym samym momencie lodowe ostrze znalazło się w jego lewej dłoni.
- Jestem sługą Białej Królowej. Nic nie znaczą wasze obelgi i cne pogróżki, taka głupota zasługuje na karę... -
Ostatnio zmieniony przez Arosal 2011-07-30, 12:53, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by michaczos.net & UnholyTeam
Tajemnice Antagarichu :: Heroes of Might & Magic 1,2,3,4,5,6 Forum