Forum Disciples, Disciples 3 on
 
Forum Disciples, Disciples 3  Najlepsze forum poświęcone rewelacyjnej serii gry Disciples
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Regulamin  Zaloguj  Rejestracja   Chat [1]   Discipedia  Download 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Vogel
2014-02-19, 18:33
Rozdział II: Szpony Północy
Autor Wiadomość
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-06-06, 13:45   Rozdział II: Szpony Północy

Mimo lata, zimno Północnych Krain sprawiło niemiłą niespodziankę ekspedycji, która w pełnym składzie czekała właśnie przed bramami Torgu na sprawdzenie ich tożsamości i wpuszczenie do tego osiedla.
Właściwie, to nie była ona w pełnym składzie; w czasie jednego z postojów brata Azraela nękać poczęło tajemnicze schorzenie. Męki jakich doświadczał wskazywały na jad lub inną toksyczną substancję, co potwierdził także Roze, jako osoba obeznana w temacie trucizn. Mimo jego usilnych starań, dowódca, tak wyprawy jak i oddziałów volirae, skonał po kilku dniach, nie zaznawszy ulgi w swym cierpieniu. Kierując się specjalnymi dyrektywami Oficjum, wysłannik inkwizytorów poprowadził wojska Kościoła jako ich dowódca.
W mijanym punkcie zaopatrzenia wojskowego, wyznaczonego jako miejsce krótkiego postoju w celu wypoczęcia i uzupełnienia zapasów, nastąpiła korekcja planów w związku ze zgonem zakonnika; wszystkie siły volirae miały zostać odwołane z ekspedycji, lider ludzi, Lucious zatrzymany w celu otrzymania niezbędnych wskazówek związanych z jego obecnym, ostatecznie jakże naturalnym, przejęciem dowodzenia oraz przezbrojenia oddziałów.
Sidhe natomiast podążyli dalej, do miejsca przeznaczenia; w czasie nieobecności człowieka musieli rozeznać się w sytuacji, jak również dogadać się z nowym członkiem armii w skład której wchodzili. Wedle słów inkwizycyjnego adiutanta, był to dość specyficzny człowiek, jednak zapamiętały w boju i, z powodu właśnie swej "specyfiki", przydatny w zadaniu. Nie sprecyzowano jednak, jak to rozumieć.

Wracając jednak do teraźniejszości, było po prostu zimno. A sidhe czekali przed bramą miasta Torg na rzeczonego oryginała.
_________________
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-06-06, 15:32   

Arblith, Arux
- Co sądzisz o obecnej sytuacji?
- Spokojnie Aurelio, ma ona swoje plusy i minusy.
- Chętnie sprawdzę, jakie ujrzałeś?
- Skoro mamy dowódcę ludzi po swojej stronie, będziemy mieli w pewnym stopniu większy wpływ na rozwój ogólny i główne dowództwo wyprawy, jednocześnie jednak, sami nie jesteśmy dowódcami, więc w razie błędu nikt nie ściągnie na nas problemów z oficjum. Problem pojawi się tylko, jeżeli Lucius patrząc teraz prosto z góry uzna, że jesteśmy słabi…
- Czemu miałby tak zrobić? Z tego co wiem, oddałeś mu szacunek nie ujawniając słabości…
- Ona – Arblith skinął głową w kierunku Eiri – Ponoć miała nieco przesadne wyrzuty sumienia
- To ma być powód?
- Minimalny. Ale już jakiś się pojawił, grosz do grosza…
- hmm….Chyba faktycznie coś dojrzałeś, gdy spuściłam cię z oka. Ale koniec tematu, bo jeszcze nas usłyszy ktoś z jej ludzi. No i nowe ludzkie ścierwo, jak myślisz, z czego będzie ten dywanik?
- Z czegoś „specyficznego” więc jego raczej nie powiesisz nad kominkiem
- Pff, twoje żarty są denne…
- Spokojnie ma damo, nie chciałem panny urazić…
- DAMO!? PANNO!? JA CI DAM!
- AA, za co? – Arblith zaczął masować poczerwieniały policzek. – Dobra już dobra, po prostu czekaj na tego całego człowieka.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Fergard 
Rycerz piekieł
Już nie emo półdemon



Wiek: 23
Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 188
Skąd: Czy to ważne?
Wysłany: 2010-06-06, 16:24   

Postawny konny w bogatym rynsztunku wyszedł Zimnym na spotkanie. Zbrojny w złowrogo wyglądającą lancę o srebrnych zdobieniach kłusował ku nim, co jakiś czas mamrocząc coś na temat nieposłuszeństwa koni z Północy. Faktycznie jego wierzchowiec nie był posłuszny: Gdyby nie jego postawa, można by pomyśleć, że jeździec spił się i jechał zygzakiem celowo.
Kiedy się zbliżył, zarówno Eiria, jak i Arux mogli mu się uważniej przyjrzeć. Mężczyzna był muskularnym olbrzymem, obdarzonym bujnym zarostem na twarzy. Uporządkowana broda miała ciemnomarchewkowy kolor, takoż krótko ścięte włosy. Człowiek mierzył sidhe bystrym spojrzeniem czarnych oczu. Na sobie miał ćwiekowaną skórznię, długie nogawice i buty sporo za kostkę podbite żelazem. Okryty był szarą watowaną kurtą, na rękach zaś miał skórzane rękawice. Mężczyzna zeskoczył z konia, zahaczył jednak o strzemię i wraz z akompaniamentem pogardliwych spojrzeń sidhe wyrżnął w śnieg. Szybko jednak podniósł się na nogi, otrzepał ze śniegu, zamamrotał coś o koninie, po czym zmierzył ponownie swoich nowych sojuszników.

- Arblith Arux oraz Eiria Hidegencroi, jak mniemam? - Zapytał oficjalnie, spoglądając na dowódców sidhe. - Sir William De La Pole, zastępca naszego dowódcy Albrechta Kaisera. Upraszam o wybaczenie, niestety Pan Kaiser chwilowo jest niedysponowany. Mieliśmy kłopoty z tubylcami, więc teraz nasze oddziały udzielają się przy przygotowaniu ewentualnej obrony. Żywe trupy, paskudne cholerstwo: Ani struć ani zakłuć. Tymczasem jednak zapraszam do miasta, panie i panowie najemnicy. Ogrzejcie się, odpocznijcie, dajcie nieco wytchnienia nogom... - Szeroko zakrojonym gestem wskazał na bramę miasta, po czym nie wsiadając już na swego niepokornego wierzchowca zaczął prowadzić w stronę tego "specyficznego" człowieka, który miał wesprzeć ich oddziały.
"Muszę poinformować Skeltera, że dzisiejszy obiad będzie obfitszy niż zwykle...", pomyślał, mierząc cierpkim wzrokiem zadowolonego z siebie rumaka.
_________________
Your hope ends here... And your meaningless existence with it!
 
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-06-06, 16:48   

Arblith, Arux

- Zwykły?
- Jak cholera.
- Dobrze, że to tylko zastępca… - gapili się na Wiliama wielkimi oczyma, spodziewali się czegoś specyficznego, a nie najzwyklejszego człowieka na ziemi, szczęściem, to tylko komitet powitalny.
- Przepraszam – zahaczył Wiliama Arblith podchodząc do niego – moje nazwisko to nie Arux a Aueranu. Arux to drugie imię, proszę korzystać z tego, które łatwiej panu wymówić – poprawił go nieco. Ludzie często mylili jego drugie imię z nazwiskiem, czasami potrafiło to w miarę irytować. No ale nic, machnął ręką na oddziały i zaczęli się wszyscy zbierać za De La Pol’em. Wszystko było w gruncie rzeczy dobre, gdyby nie to, że słowo ‘sir’ rozbrzmiewało w uszach Arblitha raz po raz, nie widział do tej pory szlachcica w wojskach najemnych, a zdawało się to być zwiastunem czegoś nietypowego, jakim typem oddziałów będą te osobniki? Czy może jednak jego informacje były błędne? Człowiek z oddziałów oficjalnych wojsk jest swojego rodzaju ważnym kluczem, i trzeba dać mu jakąś szansę, jednak zwykłemu najemnikowi można było pluć w twarz przy każdej okazji. Miał też taką nadzieję, że owe oddziały będą najemne, Lucious się sprawdził, ale szanse na to że ktoś jeszcze z tej rasy będzie się do czegoś nadawał, są minimalne.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Fergard 
Rycerz piekieł
Już nie emo półdemon



Wiek: 23
Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 188
Skąd: Czy to ważne?
Wysłany: 2010-06-06, 22:39   

Póki co jeszcze Sir William

- Moja pomyłka. Skrzydlaci mają tendencję do traktowania nas jak śmieci, więc takie drobiazgi jak przekręcanie czyjegoś imienia to dla nich betka, a tak mieliśmy was zapisanych w oficjalnym liście od Oficjum - Stwierdził "Najzwyklejszy człowiek pod słońcem" przepraszającym tonem, prowadząc konia. - Z tego, co jednak słyszałem i wśród nich się nie układa. Skrzydlak otruł skrzydlaka, świat faktycznie stacza się coraz bardziej... A, i nie ma potrzeby tytułować mnie panem. Nie cierpię tego oficjalnego "sir", ale dopóki nie przeszliśmy na "ty" taka wersja jest wymagana. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć tego arystokratycznego bełkotu... - De La Pole skinął na jakiegoś wyrostka w niedźwiedziej skórze. - Zaprowadź zwierzaka do Skeltera, on będzie wiedział, co z nim zrobić - Mruknął, wskazując na nieświadomego swojego losu wierzchowca. Chłopak zasalutował, po czym zabrał parskającego zwierzaka ze sobą.
- Niestety, tutejsze tereny nie są bezpieczne i nie mówię tu tylko o dzikich zwierzach bądź daemo. Miasto na północ od nas padło i niestety nie wiemy, kto się za tym kryje. Torg jest w miarę dobrze broniony, ale też nie wytrzyma długo, chyba że macie mocne plecy. Tymczasem muszę was zostawić i dokonać przeglądu kawalerii. Helter! - Ryknął potężnie. Dosłownie znikąd pojawił się kolejny człowiek, nieco bardziej specyficzny niż William. Był on albinosem, mężczyzną o skórze niczym mleko, białych jak śnieg włosach przykrywających jego twarz w połowie i czerwonym oczach. Na sobie miał rozchełstaną szarą koszulę, czarne spodnie ze srebrnymi pasami pośrodku każdej nogawki spięte skórzanym pasem z klamrą przypominającą demoniczny łeb oraz takież buty. Na ramionach nosił czarny żakiet ze srebrnymi gwiazdami w miejscach barków. W dwóch pochwach umiejscowionych na biodrach znajdowały się dwa ostrza. Osobnik poza tym przygryzał w ustach coś, co przypominało kawałek kory napchany jakąś rośliną i ogrzewał się za sprawą długiego płaszcza z grubej skóry.
- Panie i panowie sidhe, adiutant i prawa ręka Pana Kaisera, Helter Skelter - De La Pole przedstawił Zimnym albinosa. - Ja tymczasem muszę dokonać przeglądu kawalerii, tak więc... Do następnego spotkania - Śpiesznym krokiem rudowłosy olbrzym oddalił się, zostawiając oddziały sidhe, Aruxa i Eirię wraz z Helterem, mierzącym zimnych znudzonym spojrzeniem.
- Więc Ser William znalazł sobie kozła ofiarnego, by odwalić robotę za niego? - Mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. - Cóż, nieważne. Skoro jesteście tu nowi, wypadałoby zapoznać się z Szefem. Proszę za mną, jeśli łaska.
_________________
Your hope ends here... And your meaningless existence with it!
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-06-07, 21:37   Lucious the Lalye

Nagłe wyciszenie stukotu kopyt o bruk wyrwało go ze snu. Długi marsz, choroba Azraela oraz seria spotkań w obozie nie dały mu chwili wytchnienia przez co teraz przysypiał przy kołysaniu na końskim grzbiecie. Do trzeźwości szybko przywrócił go wybijający po kości szpilki mróz.
Przez chwile chciał wypatrywał drobnej twarzy, która zawsze w mgnieniu oka go uspokajała wspierała w tak trudnych chwilach jak ta, szybko jednak wróciło do niego to co zrobił. Nigdy nie widział jej tak wściekłej i zrozpaczonej w jednej chwili, przez chwile myślał, że gdy tylko się odwróci Yaskra pośle mu strzałę miedzy łopatki, gdy opuścił obóz zaczął martwic się o nią. Nie podobał mu się wyraz jej twarzy gdy rozmawiała z jednym z przedstawicieli oficjum, nie podobało mu się to jak na nią patrzył a zwłaszcza to, że widział go już kilka razy w pobliżu pośredników jego ojca gdy wykupywali go z więzienia.

- Napijesz się panie, smakuje okropnie ale rozgrzewa niczym stos inkwizycji.
Rycerz wyciągnął w stronę dowódcy skórzany bukłak, który ten przyjął i podziękował skinieniem.
****
Gorazd poprawił pas, nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić do noszenia uwieszonego przy nim oręża więc często nosił miecz w dłoni jak wcześniej robił z włócznią. Nie żałował odrzuconego awansu i zmiany formacji, nie rozumiał jednak powodów, które go do tego zmusiły oraz.
- Jesteś głupcem wiesz ?
Odwrócił się, nie rozpoznał od razu zmienionego przez mróz głosu należącego do dowódcy, który pojawił się nagle za jego plecami prowadząc konia za uzdę.
- Trzymaj.
Były włócznik i niedoszły oficer narzucił na siebie podarowane futro.
- Mogłeś odejść razem z wojskiem, dostałbyś ciepła posadkę pilnowania jakiegoś miasteczka gdzie szczypał byś młódki a pił stare wino - Uśmiechnął się, po raz pierwszy od kilku dni - A jeśli o to chodzi trzymaj - Wyciągnął otrzymany niedawno bukłak - Straszne świństwo ale pozwoli nam dotrwać do wieczora gdy powinniśmy już dotrzeć do Torg.
- Co myślisz o zatruciu Azraela?
- Tylko tyle, że lepiej by kolejną misje udało nam się w pełni wykonać.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-06-11, 15:50   

Arblith, Arux

No, trochę lepiej, przynajmniej kolor skóry ma ładny. – pomyślał Arblith, oglądając postać wydającą się być w reszcie przedstawicielem ludzi zdatnych do czegokolwiek według jego schematów.
Spojrzał na Aurelię, nie miał jej dużo do powiedzenia
- Ulokuj gdzieś wojska, a ja zajmę się resztą.
Jego dowódczyni tylko przytaknęła i gdzieś odeszła. On sam zaś skinął głową w stronę
- Prowadź.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Fergard 
Rycerz piekieł
Już nie emo półdemon



Wiek: 23
Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 188
Skąd: Czy to ważne?
Wysłany: 2010-06-11, 21:06   

Helter

- Tędy - Oznajmił albinos, wskazując sidhe niewysoki, wręcz przysadzisty, aczkolwiek niezwykle szeroki budynek wzniesiony z cegieł. Z kominów unosił się ciężki dym, wskazujący ewidentnie na intensywne gotowanie. Skelter skinął na dwóch barczystych strażników pilnujących wejścia. Zbrojni w halabardy rozstąpili się, łypiąc nieprzyjemnym wzrokiem na przechodzących sidhe.
- Odkąd zaatakowała nas grupka wrogo nastawionych sidhe i zabiła naszego kucharza, większość naszych ludzi krzywi się na widok jakiegokolwiek Zimnego. Mają w sumie powody: Mój brat jest fatalnym kucharzem, a nie ma nikogo, kto chciałby jeszcze babrać się w mięsie. Cholera, w tym parszywym miejscu nie urośnie nawet trawa! - Objaśnił Skelter, ewidentnie ignorując fakt, że dookoła pyszniły się okazałe drzewa iglaste. - Jak teraz jeszcze usłyszał, że zjedzie się do nas wasz oddział, kompletnie ześwirował i zaczął eksperymentować z potrawami. Mam nadzieję, że nie będzie nietaktem, jeżeli zapytam o tradycyjną kuchnię sidhe? Ostatecznie, mamy was podobno wesprzeć, a napchani tym diablim farszem będziemy mogli co najwyżej padać i umierać... No, ale rozgadałem się niepotrzebnie, jesteśmy na miejscu - Helter Skelter wskazał ręką masywne dębowe drzwi pilnowane przez kolejnych dwóch wojowników, przypominających nieco swą aparycją goryle. Tamci pilnujący drzwi przy nich byli wręcz karłowaci. Albinos skinął na nich ręką, ale - o dziwo - nie rozstąpili się, tylko zagrodzili drogę nadchodzącym oddziałom Aruxa.
- Pan Kaiser chce widzieć jedynie dowódcę sprzymierzonych wojsk oraz jego najbliższych współpracowników - Oznajmił wyższy strażnik. - Oddziały Zimnych mają przejść do wyznaczonego dla nich placu, gdzie otrzymają zakwaterowanie. - Dodał oficjalnie. Helter zaczął mamrotać coś o durnych regułach, ale ostatecznie zwrócił się do Aruxa:
- Mam nadzieję, że nie będzie to kłopot, jeżeli poproszę Pana... Właśnie, jak Pana zwą właściwie? W każdym razie, nie będzie kłopotem, jeżeli poproszę o oddelegowanie waszych oddziałów?
_________________
Your hope ends here... And your meaningless existence with it!
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
  Wysłany: 2010-06-11, 21:17   Lucious the Lalye

Nagle panującą wokół ciszę przerwał stukot kopyt, które w końcu trafiły na bruk zdradzający bliskość osady. Lucious zdjął hełm uważnie przyglądając się zewnętrznej stronie miasta oceniając jej ewentualne walory obronne. Po minięciu bramy niemal natychmiast zeskoczył z konia i zrzucił z siebie zbędny już pancerz pozostawiając jedynie płaszcz z wilczego futra.
- Gorazd, Arbert do mnie - Rozkaz odbił się echem od zabudowań, obaj wezwani stawili się natychmiast . Stary niedawny włócznik i młody rycerz pochodzący z ubogiej szlachty. Lucious wpierw odezwał się do młodzika - Zorientuj się kto tu zarządza i dowiedz się czy przewidziano jakieś noclegi dla oficerów wojsk papieskich. Dopilnuj też by konie wprowadzono do stajni i otrzymały obrok.
- Jeśli nie ma tu takich lub są zajęte :?:
- Widziałem tu innych rycerzy sądząc po rynsztunku też z jazdy, należą zapewne do posiłków jakie nam przydzielono więc jeśli będzie potrzeba wyprowadzicie ze stajni ich a wprowadźcie nasze.
- Zrozumiałem panie .
Młodzieniec ukłonił się i zaczął oddalać odczytując przydział pracy jako zapowiedz przyszłego awansu.
- Arbert - Szlachcic zatrzymał się i odwrócił - gdyby ktoś o mnie pytał przekaz by czekano na moje wezwanie. - Rycerz ponownie się ukłonił i oddalił wykrzykując rozkazy możliwie głośno aby jego przełożony wiedział, iż powierzył to zadanie odpowiedniej osobie.
Gdy tylko młodzik się odsunął Goraz przyjął mniej oficjalną pozę i nie czekając na dowódcę sam rozpoczął rozmowę.
- Masz jakieś plany względem niego bo mi się wydaje ze on już się widzi generałem w Twojej armii.
- Nagle zamarzyła Ci się kariera oficera :?:
- Jeśli wraz z tym dostanę konia który będzie targał to całe żelastwo - Podobnie jak przełożony odrzucił noszony pancerz - to mogę nawet oddać dusze za te znaczki.
- Lepiej nie mów tego przy naszym nowym narybku, nie wiemy z jakiej gliny ulepiony.
Po czym obaj ruszyli wgłąb miasteczka uważnie przyglądając się budynkom w poszukiwaniu karczmy.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-06-11, 21:41   

Samo miasto nie było zbyt duże, nie wyglądało też na bogate, jednak na pewno miało swoją wartość; wyraźnie mówiły o tym solidne, kamienne umocnienia, wokół głównej części miasta i budynki z tegoż samego materiału i w tej samej okolicy. Drewno było materiałem charakterystycznym już dla peryferyjnych jedynie okolic. Trudno powiedzieć, czym się tutaj trudniono - osiedle było opustoszałe, skrzydlaci prawdopodobnie zorganizowali ewakuację cywilów. W sumie to byłoby logiczne, volirae nie byli skorzy do skazywania ludności na śmierć. Chociaż zazwyczaj tyczyło się to tylko ich pobratymców.
Na szczęście dla Luciousa, karczma chodziła na pełnych obrotach, co było do przewidzenia, zważywszy na to, jak nabity żołnierzami był teraz Torg. Karczma rozbrzmiewała pokrzykiwaniami, hurgotem kufli suwanych po drewnianych stołach, wojskowymi przyśpiewkami, cokolwiek zbereźnymi i masą innych, tawernianych odgłosów.
Co się zaś tyczyło Arberta, to nie załatwił zbyt wiele; władze miasta oddały zarząd najemnikowi który miał wesprzeć armię Luciousa, tj. Kaiserowi. To on obecnie decydował, chociaż winien teraz oddać dowodzenie wodzowi sił przysłanych przez inkwizycję. Niemniej jednak, wszystko należało ustalić bezpośrednio z nim. Zarządca miasta był teraz tylko doradcą, znającym dobrze wroga i jego zwyczaje, jak i okolicę. Był dla obcych skarbnicą wiedzy o Północy.
_________________
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-06-11, 21:59   

Arblith Arux

Odwrócił się powoli i spojrzał na niewielką ilość jednostek za nim, nikt pewnie nic nie wyczytałby z tej twarzy, jednakże, owe jednostki szybko zaczęły biec do Aurelii. Zorientowali się zapewne, że przegapili polecenie od dowódczymi, właściwie mówił przy niej wyraźnie, że to ona ma ulokować gdzieś wojska, gdy on będzie się zapoznawał z nowymi współpracownikami. Spojrzał na Albinosa, i uśmiechnął się lekko, choć wyraźnie. Pytanie, dlaczego?
- Arblit Aureanu, jeżeli zbyt ciężkie do wymowy, wystarczy Arux, to drugie imię. A nasza kuchnia to wyłącznie mięso, po prostu, mamy nieco inne uzębienie. – Poprawił płaszcz. Mimo iż byli na totalnym mrozie, nie zmienił się zbytnio jego ubiór, racja, może teraz paradował w płaszczu, w którym kłaniał się przed Luciusem, ale głównie dla tego, że był ciepły. Oprócz tego miał na sobie to samo skórzane ubranie do walki, i szal na szyi.
- Wejdę sam.
Im prędzej będą mieli to za sobą tym lepiej, specjalnie nie pozwalał Aurelii pójść z nim, gdyby doszło do kłótni pierwszego dnia, ciężko byłoby się za klimatyzować w obozie i podjąć współpracę. Dowód tego miał w ostatniej bitwie, która, po części właśnie z takiego powodu, skończyła się wręcz tragicznie. Mawia się co prawda, że nie ma złego, bez czegoś dobrego, i tu też była mała racja, Arblith kochał śnieg, zmiana lokacji na oddaloną od frontu (więc na swój sposób bezpieczniejszą) oraz za razem, z tak przyjemnym klimatem, bardzo mu się podobała.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Fergard 
Rycerz piekieł
Już nie emo półdemon



Wiek: 23
Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 188
Skąd: Czy to ważne?
Wysłany: 2010-06-12, 00:17   

Helter

Albinos odetchnął z wyraźną ulgą.
- Nawet nie wiesz, ilu dzielnych żołnierzy właśnie uratowałeś, panie Arux - Stwierdził na wpół żartobliwie, nakazując strażnikom rozstąpienie się. Tym razem wielkie sylwetki odsunęły się, otwierając drzwi do gabinetu burmistrza miasta, w którym teraz urzędował Kaiser. Sylwetka sidhe zniknęła za drzwiami. Helter obserwował odchodzącego Aruxa, po czym nagle skrzywił się okropnie. Zapach spalonej koniny zdążył już rozejść się po całym budynku. "Trzeba poinformować Skeltera, że nie musi już kreować tych swoich "Dziczyzn w sosie szlachetnym"...", pomyślał, mimowolnie się uśmiechając i podążając ku kuchni.

Albrecht Kaiser

Za biurkiem siedział kolejny, niższy od Heltera albinos. Mężczyzna miał długie włosy zawiązane w kucyk, parodniowy zarost na bladej twarzy, czerwone oczy i obecnie wertował najnowsze dokumenty, jakie przysłało mu Oficjum. Wg nich dowodzenie w Torgu miał przejąć niejaki Lucious the Layle jako głównodowodzący sił papieskich.
"Skrzydlaci. Pieprzeni hipokryci...", pomyślał z pewną irytacją, biorąc śliwkę ze srebrnej patery. Nie przepadał szczególnie za owocami, ale świetnie powstrzymywały narastający głód, zaś od kiedy Skelter Helter przejął kuchnię jako swoją "twierdzę", Albrecht zaczął omijać znakomitą większość potraw albinosa(A więc i znakomitą większość dziennych racji) szerokim łukiem. Teraz dowódca najemniczych oddziałów wysłanych przez Oficjum celem wspomożenia krucjaty przeciw - w opinii Kaisera, którą zachował dla siebie - Bogu ducha winnych daemo czekał, aż zapozna się go z dowódcami wojsk sidhe, które pełniły rolę wsparcia w oddziałach papieskich.
Kaiser nie miał nic przeciw sidhe, może jedynie to, że ich mięso było raczej żylaste i mało apetyczne. Z pewną niecierpliwością oczekiwał Zimnych, jednakże gdy do jego gabinetu wszedł tylko jeden, Albrecht zdziwił się. William mówił o dwóch dowódcach...

- Arbilith Arux Aureanu, zgadza się? - Zapytał powoli, zerkając na Zimnego znad dokumentów. - Powiadomiono mnie, że będzie Panu towarzyszyć drugi dowódca, niejaka Eiria Hidegencroi... Ale gdzie moje maniery. Albrecht Kaiser, dowódca oddziału wsparcia dla wojsk papieskich - Albinos wyciągnął rękę w stronę sidhe, czekając na odpowiedź.
_________________
Your hope ends here... And your meaningless existence with it!
 
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-06-12, 02:18   

Arblith Arux

Nie zrozumiał zbytnio żartu Heltera, więc go po prostu zignorował. Gdy wszedł do środka i zobaczył drugiego Albinosa nieco się zdziwił, z tego, co wiedział, mało ludzi wyglądało w ten sposób, no, ale przynajmniej ich skóra miała ładny kolor.
Odruchowo na widok Albrechta przeczesał ręką z tyłu włosy, zdążył już zapomnieć, że je ściął przy ostatnim ‘ognisku’, no ale teraz były bardziej praktyczne.
Samych słów nowego współpracownika wysłuchał spokojnie i raczej z pokojowym nastawieniem, jednak gdy spojrzał na wyciągniętą dłoń, podał swoją jakby mu kazali kamień przełknąć „jeszcze go nie znasz…” myślał.
- Eiria zboczyła z trasy, dołączy do nas później, myślę że nie zdąży przed przyjściem głównodowodzącego. – Tu miał na myśli Luciusa. Sam zaś powód zmiany trasy go nie obchodził, a szczerze mówiąc, nawet go nie znał. – Powiedzmy że załatwia swoje własne interesy. – Rozejrzał się spokojnie po pomieszczeniu, po czym spytał wprost, nie chcąc zbędnie wydłużać wstępów.
- Od jak dawna tutaj stacjonujecie, z kim i z jakimi skutkami walczycie, oraz jakiej pomocy oczekujecie od Sidhe? Nawet, gdy The Layle tutaj przyjdzie, znasz lepiej teren i sytuację, więc jak na razie to ty jesteś tutaj dowódcą.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-06-12, 10:45   

W karczmie było duszno i głośno i jak podejrzewali przed wejściem wszystkie stoły były zajęte. Ignorując ciekawskie lub zaczepne spojrzenia żołnierzy przedarli się do centralnej części karczmy i stanęli przy największym stole. Gdy tylko się zatrzymali w ich stronę poleciało kilka wyzwisk usprawiedliwionych tym, iż nowo przybyli zasłonili biesiadującym widok na córkę karczmarza. Lucious wolał nie komentować tego, że w rzeczywistości był to lekko zniewieściały chłopak wiedział jednak, że żołnierz w pochodzie...
W końcu stało się to na co czekali, jeden z siedzących rycerzy wstał z postanowieniem własnoręcznego przeszkody. Był potężny i sporo wyższy od Luciousa na tyle by ten patrząc na wprost widział tylko pulsujące jabłko adama.

- A was panocku nie nauczyli manier, bo jak nie to ja chętnie wbije wam do łba moją Zulejka - Mówiąc to uniósł do góry swój korbacz co zaowocowało serią pijackich wiwatów.
The Lalye nadal nie podnosił wzroku skupiając wzrok na pulsującej krtani i czekał. Nie trwało to długo już po chwili usłyszał odrzucane krzesła zapewne ktoś chciał go złapać od tyłu by umożliwić bezkarne pobicie. Nie dając nikomu czasu na reakcję szybkim ciosem pieści, wciąż ubranej w pancerną rękawice uderzył w jabłko adama olbrzyma, który niemal natychmiast padł na podłogę wydając z siebie dziwne dźwięki.
Ten atak powstrzymał ludzi zza jego pleców jednak reszta biesiadników centralnego stołu natychmiast chwyciła za miecze, nie zdążyli ich jednak dobyć. Równo z ciałem na podłodze na stole wylądowały trzy listy z dużą i widoczną pieczęcią papieską, a jedną z podstawowych zasad najemników jest by nie dyskutować, nikt nawet nie myśli o walce, z tym kto płaci. Wszyscy bez słowa odeszli od stołu i zabierając towarzysza opuścili tawernę, wraz z nimi wyszło tez wielu którzy podżegali do bójki.
Lucious usiadł u szczytu stołu wskazując Gorazdowi miejsce po swej prawicy po czym wyciągnął papier i zaczął pisać. Pachołek wraz z gospodarzem nad wyraz szybkom uwinęli się ze sprzątnięciem stołu po czym obaj stanęli obok czekając na polecenia, wiedzieli ze z takimi ludźmi trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie.

- Gospodarzu - the Lalye wstał gdy tylko skończył pisać - dajcie nam tu garniec jakiegoś dobrego piwa, tylko żadnych chrzczonych szczyn - Karczmarz przełknął ślinę podanie cienkusza takim ludziom nawet nie przychodziło mu do głowy - i jakąś ciepłą strawę bo strudzeni podróżą jesteśmy i chcemy się ogrzać. Ty zaś - Pachołek wyprostował się jak struna - weźmiesz ten list i pobiegniesz to moich wojsk, poznasz ich bo różnią się nieco od tych co tu do tej pory stacjonowali, i dasz to Arbertowi.
Chłopiec ukłonił się i wybiegł z budynku, karczmarz natomiast zdążył już przynieść dzban grzanego piwa które rozlewając się w żołądku pozwalało zapomnieć trudy podróży, na jedzenie jednak trzeba było poczekać.
- Gospodarzu wstawcie tez na ruszt jakieś mięsiwa będziemy mieli gości się w nim lubujących - Karczmarz wydał szybkie polecenia w kuchni i ponownie wrócił do stołu, czuł ze z nim jeszcze przybysz nie skończył. - Powiedz mi co to za wojska i co wiesz o ich dowódcy, tylko nie lżyj jeśli chcesz nadal prowadzić tu interesy.
*****
Arbert jak tylko otrzymał list zabrał się za wypełnianie poleceń. Ponownie odwiedził zarządce miasta i nakazał udać mu się do karczmy na spotkanie z nowym zwierzchnikiem. Następnie udał się do obozujących Sidhe tu jeszcze raz dokładnie przeczytał instrukcję zawierała ona bowiem dość sporo punktów o ewentualnych konsekwencjach gdy coś skrewi. Kierując się instrukcjami żołnierzy odnalazł ich dowódczynię, dowiedział się także o tym iż drugi oficer jest w tej chwili na spotkaniu. Rycerz na wszelki wypadek zdecydował się na odczytanie wiadomości bojąc postawić na własną pamięć.
- Jaśnie wielmożna pani - Czytał donośnym i poważnym głosem, poprzedzając to głębokim ukłonem - Aurelia Endrue Aureanu righte Terrie Verrend proszona jest o przybycie na naradę grona dowódczego wojsk stacjonujących w Torg. Spotkanie to odbędzie się w miejscowej tawernie i połączone zostanie z ucztą regenerującą siły. Pan Lucious the Lalye prosi aby udała się tam Pani niezwłocznie albowiem chce wyjaśnić pewne kwestie, które nie muszą trafiać do uszu osób trzecich.
Rycerz ukłonił się i pozostał w tej pozycji oczekując odpowiedzi i dopiero ja poznając oddalił się mając nadzieje iż poselstwo się udało. Kolejnym etapem było odnalezienie drugiego oficera zimnych oraz kadry dowódczej nowo przydzielonych wojsk najemnych.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2010-06-12, 11:48   

Gospodarz rozłożył ręce i mówił lekko drżącym ze zdenerwowania głosem - Panie, nie wiem ja wiele, ale żebym skisł, jeżeli nie są to poczwary w ludzkiej skórze. Widziałem ja tego, który nimi dowodzi w pełnym rynsztunku i, powiadam panu, ktoś kto w boju używa jakichś podejrzanych szponów, szkaradnych niczym o potwory jakowejś, nie może być człowiekiem zacnym. Toć żądza krwi z tego na człowieka patrzy!
Westchnął głośno i, być może, trochę na pokaz, po czym, z wielkim przejęciem, kontynuował zawodzenie:
-A jakichż on parszywców ze sobą wodzi! Jedne te piechocińce jeszcze zdają się być normalne, a reszta! On tu z sobą czarnoksiężników sprowadził, trupią magią się parających! A ten jego oficyjer, co to rycerstwo prowadzi, to też typ podejrzany... gdzie w nim krew szlachetna i honor, jeżeli włócznie swą jadami nasącza? Sam żem słyszał, jak skarżył się, że trucizny na nic są przeciw trupim zastępom, z którymi przyjdzie im walczyć!
_________________
 
 
Fergard 
Rycerz piekieł
Już nie emo półdemon



Wiek: 23
Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 188
Skąd: Czy to ważne?
Wysłany: 2010-06-12, 14:52   

Albrecht

- Dużo pytań, jak na pierwsze spotkanie. Ale po kolei... - Kaiser podniósł się z krzesła. Nie był specjalnie wysoki czy umięśniony, ale w jego czerwonych oczach coś się kryło. Coś nieprzyjemnego...
- Siedzimy tutaj może z tydzień, półtora tygodnia. Oficjum kazało nam tu czekać na wasze przybycie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że może dziesięć mil stąd znajduje się kolejna osada, mniejsza i nie tak wartościowa w oczach Skrzydlatych jak Torg. Volirae, zbawcy, szlachetni paladyni i szuje pierwszego sortu za jednym zamachem - Albinos uśmiechnął się gorzko. - Szczęśliwie, tamto miasto, choć padło, nie zostało zrównane z ziemią. Zwiadowcy stwierdzili, że wygląda to na małą okupację. Dziwna sprawa... I tu dochodzimy do tego, kto z nami walczy. Nieumarli, żywe trupy, zwij Pan to jak chcesz. Skrzyżowaliśmy z nimi ostrza tylko kilka razy, póki co omijają to miasto szerokim łukiem. Nie jestem pewien, z czego to może wynikać, ale jest duże prawdopodobieństwo, że po prostu przerzucają siły do okupowanego przez nich miasta. Poza tym, ich agresywność wzrosła znacznie, wg tego, co opowiadał nam zarządca miasta, który teraz oddał mi chwilowo dowodzenie. W kwestii zwyczajów żywych trupów oraz ewentualnej geografii proszę zwracać się do niego.
- Czego zaś wymagamy? - Albrecht zamyślił się na moment. - Z pewnością pomocy. Oficjum ewidentnie lubi leczyć, nie zapobiegać i przez to otrzymaliśmy za zadanie odbić tamtą mieścinę, póki trupy nie zrównały jej jeszcze z ziemią. Nasze oddziały niestety są stosunkowo małe. Wasz talent do szermierki jest powszechnie znany, więc z wami u boku będziemy zdolni do kontrataku. A, i jeszcze jedno: Ten cały The Layle... Kto to właściwie jest? Jeżeli ma zastąpić mnie na stanowisku głównodowodzącego, niestety będę musiał go rozczarować: Oficjum poinformowało mnie o absencji waszego poprzedniego głównodowodzącego... - Albrecht znacznie zaakcentował słowo "absencji". - Oraz tym, że pojawi się człowiek, który zastąpi mnie na stanowisku tymczasowego dowódcy. Dobrze przynajmniej, że nie któryś z tych ptaszków - hipokrytów... A tymczasem nie chcę już Panu więcej zajmować czasu, muszę dokonać przeglądu wojsk. Jeżeli nie ma Pan nic przeciw... - Kaiser założył na lewą rękę stalową rękawicę zakończoną długimi szponami i zatknął za pas skórzanych spodni menażkę. - Proszę obejść Torg, zapoznać się z planem miasta, bo być może będziemy musieli się tu bronić, jeżeli truposze ośmielą się nas zaatakować. - Albinos skinął Aruxowi głową, po czym wyszedł z gabinetu.

William De La Pole

- Zwrot! - Ryknął rudowłosy brodacz, obserwując swój oddział. Opancerzeni w różnorakie, czasem już zaśniedziałe pancerze wojownicy mierzyli ponurym wzrokiem kukły. Opuścili lance i zaczęli wyczekiwać na komendę rzuconą przez ich dowódcę. - Szarża! - Krzyknął. Ponad stukilogramowe masy ludzi i koni zaczęły się rozpędzać. Tutaj jednak miejsca na widowiskową szarżę było zwyczajnie zbyt mało i w rezultacie tylko kilkanaście kukieł zostało wywróconych, podczas gdy reszta utrzymała się na "nogach". - Dobra, na razie wystarczy. Zróbcie sobie przerwę - Oznajmił Wiliam, odchodząc z pola treningowego. Wtedy właśnie natknął się na Arberta, poszukującego dowódców z oddziału Albrechta. William zirytował się niemiłosiernie. "O, patrzcie galanta...", pomyślał wściekły. "Za paniami gania, schludny jak spod igły wychodzi, a tutaj ludziska ledwo dyszą po tych treningach... Zaraz przywrócimy go do porządku", dodał, zmierzając ku wysłannikowi Luciousa szparkim krokiem. Dopiero gdy się zbliżył zorientował się, że ten chłopak nie jest z jego oddziału. "Bogowie, brońcie, by jakiś bandyta zabił któregoś z moich chłopców i przywłaszczył sobie jego dobra...", pomyślał zaniepokojony. Postanowił zagadać do młodziana:
- Nie widziałem Cię tu wcześniej, chłopcze. Jesteś samotnym podróżnikiem czy też może chciałeś zaciągnąć się do naszej kompanii?[/b]
_________________
Your hope ends here... And your meaningless existence with it!
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-06-12, 15:35   

- W porządku dziękuję a teraz odejdź i przypilnuj by w kuchni wszystko szło jak należy bo gości dziś będziesz miał zacnych.
Karczmarz ukłonił się i odszedł możliwie najszybciej. Gorazd tym czasem napełnił ponownie kufle po czym zwrócił się do dowódcy.
- Czy to było konieczne, to z tym drabem :?: Mogłeś przecież od razu pokazać pieczecie.
- Widzisz nie chodziło tyle o stolik co o pokazanie kto tu rozdaje karty, teraz będą pokorniejsi. Poza tym nie można tolerować picia na służbie. - Obaj wybuchnęli śmiechem, po chwili jednak poważniejąc. - Z trupami jeszcze nie walczyłem i nie bardzo wiem czego się spodziewać, mam nadzieję, że ten zarządca dotrze tu lada moment podobnie jak reszta.
********
Arbert spojrzał na postawnego rycerza, któremu by spojrzeć w twarz musiał patrzeć niemal pionowo w górę.
- Jestem posłańcem pana Luciousa the Lalye dowódcy wojsk papieskich północy, mam wiadomość do pana Albrechta Kaisera.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Reyned 
Wojownik Szkieletów



Dołączył: 20 Wrz 2008
Posty: 666
Wysłany: 2010-06-12, 16:21   

Arblith, Arux

Nieumarli? Chodzące trupy!? Nekromanci mieli to do siebie, że tak jak sidhe byli neutralni i dbali o własne interesy, inną sprawą były ich metody, to co robią z martwymi jest niegodne, wręcz wstrętne. Gdy ktoś umrze, powinien zostać spalony, ewentualnie pochowany, gdy mówimy o terenach takich jak te. Ale nie miał zbytniej ochoty o tym dyskutować. Nie mniej jednak, nawet nie mógł, rozmówca odszedł, nawet nie czekając na odpowiedzi do pytań, które zadał. W takim wypadku mógł ich właściwie nie zadawać.
Gdy sam doszedł na plac, spostrzegł zniknięcie swojej dowódczymi.
- Gdzie Aurelia?
- Poszła na spotkanie z dowódcą ludzi
Zaklął słysząc odpowiedź
- Jedna brzytwa do mnie, druga pilnować oddziałów.
Byle znaleźć tą zaplutą karczmę.

Aurelia
Słysząc wiadomość wydała rozkaz utrzymania pozycji wszystkim wojskom, po czym udała się do karczmy, nie zabrało jej to długo, wzięła pierwszego przechodnia na ulicy, i ‘grzecznie’ poprosiła o wskazanie drogi, z ‘zmęczenia’ podpierając się o miecz.
Do samej karczmy weszła jak zwykle, uniesiona, lecz bez twarzy.
- Wzywałeś, człeku? Będę reprezentowała brata, bo chwilowo był zajęty, potem może dołączy, bądź najwyżej, przekażę mu informację.
_________________
Cytat:
Every theory of love, from Plato down, teaches that each individual loves in the other sex what he lacks in himself.
G. Stanley Hall

That's why love theories are bad.
 
 
 
Fergard 
Rycerz piekieł
Już nie emo półdemon



Wiek: 23
Dołączył: 31 Maj 2009
Posty: 188
Skąd: Czy to ważne?
Wysłany: 2010-06-12, 23:12   

William

Rudowłosy olbrzym zmieszał się lekko, słysząc tą zaskakującą odpowiedź. Pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że nie oberwie mu się od Albrechta bądź Oficjum.
- Och... W takim razie... Przepraszam za obcesowe zachowanie. Taka stereotypowa szorstkość ze mnie wyziera. No nic. Co do pana Kaisera... O, właśnie tu zmierza! - Istotnie, w stronę De La Pole'a i Arberta zmierzał albinos w szarych ubraniach, ze stalową rękawicą zakończoną ostrymi szponami na lewej ręce oraz włosami zawiązanymi w kucyk. Szedł powoli, z rękoma założonymi do tyłu. Widząc swojego oficera dywagującego z młodym rycerzem, przyśpieszył kroku, po czym dostrzegł niewielkie oznaczenia identyfikujące Arberta jako żołnierza wojsk papieskich. Rudowłosemu brodaczowi zdawało się, że Kaiser uśmiechnął się niemal niedostrzegalnie.
- To ja Pana zostawię. Z tego, co słyszałem zbierają się wszyscy dowódcy i oficerowie w miejscowej tawernie, tak? No, nieważne... - Unikając kontaktu wzrokowego z Albrechtem Sir William ruszył w stronę rozbrzmiewającej w znakomitej większości męskimi głosami karczmie. Tymczasem albinos zmierzył wzrokiem nieco wyższego od siebie młodzieńca. "Nie może być dużo starszy ode mnie", pomyślał, dokładnie przyglądając się posturze Arberta. Silny, wyprostowany, bogato uposażony: Typowy wojak Sojuszu Skrzydlatych i ludzi.
- Sądząc po insygniach pytał Pan mojego oficera o miejsce, w którym przebywam. Oto więc jestem - Albrecht skinął Arbertowi głową. - Albrecht Kaiser, dowódca wojsk najemniczych stacjonujących w Torgu. Jak mniemam, pański dowódca ma do mnie jakąś sprawę do omówienia...

Helter

[i]Tymczasem "prawa ręka Albrechta Kaisera" przeszukiwała spustoszoną kuchnię, w której zazwyczaj rezydowali kuchmistrze burmistrza Torgu, a obecnie rozbijał się Skelter Helter, określany przez samego Heltera jako "Największa porażka w historii kucharzenia". Było w tym coś z prawdy: Skelter eksperymentował bardzo często i w rezultacie w oddziałach prawie zawsze panowało nieprzyjemne poruszenie, gdy jedli w terenie z prowizorki. Teraz jednak był on potrzebny jako zaufany Albrechta, bowiem wraz z Helterem stanowili oni tzw. zespół rąk ich dowódcy: Helter służył jako prawa ręka, Skelter - jako lewa.
Po krótkich poszukiwaniach Helter odnalazł trzeciego albinosa w ich kompanii, przygniecionego nawałą garnków i różnorakich składników.

- Piernicz te kotły i zacznij ćwiczyć refleks - Zaczął mamrotać, odgrzebując mamroczącego i półprzytomnego Skeltera. - Cholera, takiego brata mieć to chyba przekleństwo.
Po kolejnej minucie odgrzebywania nieszczęsnej fajtłapy Helter złapał brata pod ramię i razem ruszyli do wyjścia. Zatrzymał ich jeden z piechociarzy z ich oddziału.
- Panowie Skelter i Helter, oczekuje się was w karczmie jako zaufanych Pana Kaisera. Do przedyskutowania są sprawy dotyczące dalszych posunięć w sprawie żywych trupów.
- Już tam idziemy - Odparł Helter Skelter, podtrzymując powoli wybudzającego się Skeltera Heltera.
_________________
Your hope ends here... And your meaningless existence with it!
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2010-06-13, 11:15   Lucious the Lalye

Arbert zawahał się przed chwila nigdy nie widział człowieka o takim wyglądzie, a może on wcale nie był człowiekiem :?:
- W imieniu pana Luciousa the Lalye proszę pana o udanie się na zebranie kadry dowódczej wojsk Torg, które odbędzie się w miejscowej tawernie. Pańscy oficerowie już się tam zapewne udają.
Młodzieniec ukłonił się oczekując odpowiedzi potem oddalił w poszukiwaniu ostatniego z oficerów. Gdy zwiadowcy sidhe powiadomili go o tym, iż Arux udał się już na miejsce spotkania i on sie tam skierował.
******
Karczma była już pusta albowiem na czas spotkania Lucious nakazał jej opróżnienie co udało się po interwencji kilku jego mieczników obecnie pilnujących wejścia. Także Gorazd na czas rozmowy tej dwójki udał się do kuchni przy okazji sprawdzić przygotowania strawy.
Gdy tylko oficer zimnych przekroczyła próg Lucious wstał i czekał aż podejdzie do niego.

- Witam panią, raczy pani usiąść przy stole. Nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać jestem Lucious the Lalye przedstawiciel wojsk papieskich i obecny zwierzchnik tej wyprawy - Ukłonił się i zaczekał na odwzajemnienie - Niezmiernie Cieszy mnie przyjecie mojego zaproszenia a także to iż korzystając z nieobecności pani brata możemy wyjaśnić pewną kwestię. - Z jego głosu zniknęła cała nakazywana przez etykietę uprzejmość - Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy byliśmy równi rangą lecz w twoim spojrzeniu widziałem uczucie wyższości i nienawiści, teraz kiedy podlegasz moim rozkazom to się nie zmieniło. Zapewne wiesz o tytule jaki nadał mi Twój brat chce wiec wiedzieć czy to coś znaczy i czy potrafisz przełknąć dumę i podporządkować się mojemu zwierzchnictwu :?:
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by michaczos.net & UnholyTeam
Tajemnice Antagarichu :: Heroes of Might & Magic 1,2,3,4,5,6 Forum