Forum Disciples, Disciples 3 on
 
Forum Disciples, Disciples 3  Najlepsze forum poświęcone rewelacyjnej serii gry Disciples
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Regulamin  Zaloguj  Rejestracja   Chat [1]   Discipedia  Download 

Poprzedni temat «» Następny temat
Nowy początek
Autor Wiadomość
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 25
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 770
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2014-02-04, 10:37   Nowy początek

Pracę nad tym zacząłem 1 lutego tak więc pewnie będzie wymagało pewnych zmian, korekt i innych edytek. Nie mniej wrzucę wam na żer żebyście mogli obsmarować.

I

Różnie ludzie gadali. Mówiło się w oberżach i zajazdach, że przybył do miasteczka ze świętą misją, tropiąc tamtejsze zło od dawna. Inni powiadają iż tylko przejeżdżał, zmierzając dalej ku północy. Wszyscy byli jednak zgodni, że zajechał od bramy Rzeźniczej. Szare kałduny chmur zwisały na nieboskłonie poruszając się leniwie i ociężale. Pomiędzy ciężkimi obłokami z rzadka dało się wychwycić blade promienie słońca. Poranna mgła zaczynała już się rozmywać a chłopi i okoliczni kramarze tłoczyli się niecierpliwie, by wejść za ostrokół i rozłożyć stragany z żywnością i ręcznymi wyrobami. Zanosiło się na deszcz, ale to normalne o tej porze roku. Trakty już, powoli zmieniały się w zabłocone breje a jesień dopiero miała się na dobre rozpocząć.
Jechał on między wozami, powoli, niespiesznie wyminął parę wołów i furmankę pełną kapusty. Narzucony miał na ramiona ciemny płaszcz, z czerwonym podszyciem, na głowie kapelusz z szerokim rondem, zdobiony przez pokaźny rajer. U łęku jego siodła kolebały się luźno trzy, odcięte głowy. Paskudne miały twarze, zastygłe w zaciętym grymasie, nieco umorusane błotem i zakrzepłą krwią. Trwożliwi chłopi starali się nie zbliżyć zanadto do tajemniczego jeźdźca, będąc pełni obaw i zabobonnego lęku. Wydawał się jednak obojętny na ich spojrzenia, szepty i niby dyskretne wskazywanie palcami. Zwrócił na siebie również uwagę strażników, którzy zatrzymali go i zagrodzili drogę tuż przy bramie.
- Coś za jeden? - jako pierwszy odezwał się do niego najstarszy, wąsaty strażnik w kapalinie i kolczudze.
- Jakiś problem, oficerze? - rzucił przybysz. Głos miał wyjątkowo nieprzyjemny. W żadnym wypadku nie wzbudzał sympatii. Kolczuga zachrzęściła metalicznie kiedy paluch dowódcy wskazał na głowy przytroczone do siodła.
- Dokładnie trzy. Co to za zwyczaje żeby z odrąbanymi łbami przy łęku jeździć?
- Zejdź mi z drogi człowieku... Do zajazdu mi spieszno, zjadłbym coś.
Wśród przechodzących wokół chłopów rozniósł się niespokojny szmer. Ospowaty mężczyzna tak się na nich zagapił, że o mało nie potrącił wozem kobiety w kolorowej chuście, niosącej ciężkie worki z fasolą i grochem. Strażnik sapnął nieco zbity z tropu, potarł rękawicą czoło. Dwójka jego podkomendnych niespokojnie zacisnęła pięści na drzewcach halabard.
- Wyglądacie na rozsądnego człowieka oficerze, wpuście mnie.
- Najpierw gadaj czyje to łby i co z ciebie za hultaj, przybłędo! - ożywił się jeden z milczących jak do tej pory wartowników. Nieznajomy sięgnął do łęku, chwycił za sznur i uniósł ponure trofea tak, by straż mogła lepiej się im przyjrzeć.
- Poznajecie?
Głowy kiwały się chwilę na boki, obijając o siebie głucho. Mijający ich ludzie zwolnili nagle kroku. Bez wątpienia, kobieta i dwóch mężczyzn. Strasznie szpetnych, dało się to zauważyć nawet pomimo brudu i zaschniętej krwi. Jeden miał liczne ślady po wrzodach, drugi wielką, mięsistą bliznę w miejscu gdzie powinno znajdować się prawe ucho. Twarze groźne, pokryte zarostem, z wywalonymi na wierzch jęzorami. Oficer podszedł nieco bliżej, zaklął szpetnie mnąc wąsa, najwyraźniej je rozpoznając.
- Zatłukłeś bandę Olgi? Do stu diabłów, ta suka wierciła nam dziurę w brzuchu od wiosny! Patrzajcie chłopy!
Przybysz milczał. Puścił łby luzem na powrozie i czekał aż mundurowi skończą się egzaltować. Trwało to dłuższą chwilę gdyż wśród miejscowych również podniosła się wrzawa. Okrzyki radości, pełne podziwu westchnięcia, ktoś zaczął bić brawo, jakaś starowinka rozpłakała się mamrocząc coś o tym, że Olga i jej pomagierzy zasztyletowali jej syna. Czekał cierpliwie.
- Powinieneś zanieść te czerepy do wildgrafa, panie. Wojdyga was zaprowadzi. Albo, niech to zaraza! Sam wam wskażę drogę. Wildgraf ostatnio znerwicowany, mógłby was nie przyjąć. Śniadania teraz pewnie „Pod Jędzą” - wartownik energicznie klasnął w dłonie i gestem zaprosił przybysza by przekroczył bramę miasteczka. Jeździec pokiwał głową i zsiadł z konia by poprowadzić wierzchowca za uzdę. Wszystko wróciło do normy. Kolorowy, hałaśliwy tłum znów przelewał się przez wrota i rozlewał po uliczkach i alejkach by rozpocząć kolejny dzień handlowy. Kramarze już wykrzykiwali zachęty do kupna towarów, kobiety chwaliły świeżość swych warzyw i owoców.
- Zeszłej wiosny to się jakoś zaczęło. Olga, tłuste babsko, zadusiła ponoć swego chłopa. Szewcem był w Kormvaldzie, uczciwy, pracowity był. Nie skąpił smoły na dratwę jak nasz tutejszy Szpilarek - przewodnik mający zaprowadzić przybysza do grododzierżcy rozgadał się nieco, chcąc nieudolnie zapewnić mu jakąś rozrywkę w postaci rozmowy – Wszystko co chłopina zaoszczędził spakowała do wora i hajda do lasu. Tam się spiknęła z tymi o, dwoma czarcimi synami. Dupy im ponoć dawała jak przynieśli jej co cennego i owinęła tak wokół palca. Jak psy jej służyli. No i się dosłużyli. Ale krwi nam napsuli co niemiara. Grabież na traktach i w wioskach. Czaili się, szczególnie na samotnych podróżnych i pielgrzymów. Tośmy rozwieszali gdzie się da listy gończe za kurwimi synami i ich lochą. Na słupach, po zajazdach. Do tej pory nikomu się nie udało. A wy? Jak ich usiekliście? - oficer skończył opędzając się od wychudzonych psów, drzewcem swej broni.
- Jechałem w tę stronę. Wyskoczyli na mnie z zarośli to usiekłem. Listy widziałem, po nagrodę tu jestem.
- Mówicie panie jakby to przejażdżka po szlacheckim ogrodzie była...
Nim wąsacz zdołał się ponownie rozgadać stanęli przed drzwiami oberży. Nad nimi wisiał fantazyjny malunek wykonany na dębowej desce. Przedstawiał piegowatą kobietę wystawiającą język w złośliwym grymasie. Tak przynajmniej miało to wyglądać.
- Poczekajcie chwilę. Pójdę, zagadam, wypytam.
Obcy w odpowiedzi pokiwał tylko głową. Wyminął sporą błotnistą kałużę i przywiązał końską uzdę do jednego z drewnianych słupów podpierających dach przybytku.
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
wojtek77 
Chłop


Dołączył: 19 Mar 2018
Posty: 2
Wysłany: 2018-03-19, 15:25   

Witam napisane jest naprawdę super. Powinieneś zastanowić się nad jakimś swoim Blogiem czy profilem na FB ja bym był stałym bywalcem
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by michaczos.net & UnholyTeam
Tajemnice Antagarichu :: Heroes of Might & Magic 1,2,3,4,5,6 Forum