Forum Disciples, Disciples 3 on
 
Forum Disciples, Disciples 3  Najlepsze forum poświęcone rewelacyjnej serii gry Disciples
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Regulamin  Zaloguj  Rejestracja   Chat [1]   Discipedia  Download 

Poprzedni temat «» Następny temat
FICK
Autor Wiadomość
Raven 
Nosferat
Wieczny Bluźnierca



Wiek: 25
Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 775
Skąd: Tar Al'naihme
Wysłany: 2014-02-13, 22:33   

- Mam nadzieję, że wiesz jaki jest prawdziwy powód posłania z nami w orszaku Ecerna...
- Nie jestem głupcem Gnarl, doskonale wiem co uknuł w swoim chorym umyśle Prusheen - hrabia prychnął krótko w odpowiedzi. Wpatrywał się w drogę przed nimi mrużąc nieco, jarzące się czerwienią ślepia. Atakowała go fala wspomnień, bardzo przyjemnych wspomnień. Pamiętał ten gościniec choć wyglądał wtedy nieco inaczej. Przy odrobinie wysiłku dało się jeszcze wyczuć tchnienie śmierci i krew, która wsiąkła w ten szlak. Tyle lat... Ziemia jest skarbnicą wiedzy minionych dni. Choć tego nie okazywał nieco się niecierpliwił by zobaczyć wreszcie zapalone pochodnie i lampy przed bramą miasta, do którego zmierzali, powoli sunąc traktem. Niczym cienie ciągnęli od południa niosąc ze sobą jakąś milczącą, nieopisaną grozę.
- I co zamierzasz z tym zrobić? Czekanie na rozwój wypadków nie jest najlepszym wyjściem - wysuszona skorupa, która była niegdyś goblińskim magiem siedziała na koniu nieruchoma jak posąg, drgając tylko pod wpływem kroków końskich kopyt.
- Nie wybiegaj zbytnio na przód liszu. Znasz swoje zadanie podczas tej podróży. Pozwól, że ja zajmę się resztą.
- Chciałbym by twoje umiejętności były tak duże jak pewność siebie. Pogrywasz w niebezpieczną grę, wiesz o tym?
Na bladym obliczu hrabiego zakwitł cyniczny uśmiech jednak nie skomentował kolejnych słów sługi. Dla niego rozmowa była już skończona. Popędził nieco konia wybijając naprzód na co wysuszony mag zareagował tylko krótkim przekleństwem. Zbliżali się w stronę cywilizacji tak więc przezornie naciągnął na głowę głęboki kaptur skrywający jego wstrętne, zmumifikowane oblicze.
Kary ogier arystokraty zrównał tempo z klaczą wampirzycy jadącej nieco z przodu, tuż przy wozach z namiotami i kuframi. Nie było tam nic szczególnie cennego, ot ubrania, przedmioty codziennego użytku i kilka drobiazgów przydatnych podczas tak długiej podróży. Talindra uparła się jednak, że chce mieć ich bagaże na oku by upewnić się, że żaden z templariuszy Ecerna w nim nie grzebie w poszukiwaniu skarbów. Jej uprzedzenie względem zakonnych było momentami bardzo zabawne, choć nieco intrygujące. Wampir nigdy jakoś nie zapytał co jest przyczyną tej animozji. Choć nie była to zwykła niechęć. To już wręcz wrogość.
- Rozmawiałaś z Danifae przez kulę? Coś dzieje się w Tar Al'naihme?
- Nie z nią. Z czarownikiem, hrabio. Miał kilka informacji jednak w większości były nieistotne - kobieta odrzuciła niesforne loki, które opadały jej na oczy - Pojmał jakiegoś elfa, który kręcił się w pobliżu zamku. Wydusili z niego nowiny z elfiego frontu. Dzikusy wzięły Temperance
- Elfy i ich wojny niewiele mnie obchodzą. Coś po za tym?
- Wspomniał coś o cieniu, który chciał się z tobą porozumieć, hrabio. Niczego więcej się nie dowiedziałam gdyż jakiś bałwan strącił czarownikowi kulę z podestu i połączenie zostało przerwane.
Wampir pokiwał głową na znak, że przyjął jej sprawozdanie. Minęły dwa miesiące odkąd wyruszył do Alkmaaru załatwić swoje sprawunki i nie wydarzyło się nic nieprzewidzianego. To było cholernie podejrzane. Arytokrata zamyślił się też nad kwestią tajemniczego cienia. Czyżby to On? Najprawdopodobniej, jednak czegóż mógłby od niego chcieć? Znów knuł coś interesującego i potrzebował niewielkiego wsparcia? Pomysły i działania tego dziwadła były zazwyczaj zaiste ciekawe i dostarczały hrabiemu jako takiej rozrywki. Czasem również profity, bo bądźmy szczerzy, wampir ten nie należał do istot robiących coś z czego nie ma wyraźnych korzyści.
- Stać, psiakrew!
Głos jakiegoś człowieka wyrwał wąpierza z zamyślenia. Znajdowali się już niemal pod samymi bramami miasta, zamkniętymi już o tej porze. Mimo to, na posterunku siedziało dwóch upitych jak krasnoludzcy biesiadnicy wartowników. Nie wyglądali na zbyt rozgarniętych a twarze wykrzywione w alkoholowym grymasie sprawiały iż zdawali się jeszcze głupsi. Jeden z nich poprawił szyszak na głowie i machnął do nich ręką. Rozmawiał o czymś z Ecernem i co jakiś czas żywiołowo gestykulował, że nie mogą dostać się do środka w środku nocy.
Wiedząc co się szykuje krwiopijca podjechał bliżej, zwracając na siebie uwagę oficera.
- Jakiś problem?
- Nie ma przejazdu. Do rana zaczekajcie bo psem poszczuję!
Człowiek był odważny, nie ma co. W dodatku alkohol skutecznie stępił mu zmysły gdyż nie rozpoznał z kim właściwie ma do czynienia. Ten drugi, jego kolega nieco trzeźwiej spojrzał na sytuację i widząc znaczną przewagę liczebną oraz wyposażenie opancerzonych czarnych rycerzy chrząknął.
- Nie możemy was wpuścić panie. O tej porze nie lza bramy otwierać. Tak kazali, tak robim.
Wampir uśmiechnął się po swojemu, ślepia błysnęły mu w świetle pochodni zawieszonych nad wjazdem. W tej samej chwili wzrok wartowników stał się wyjątkowo mętny, bardziej niż po taniej gorzale jaką zwykli pić na warcie.
Ecern zdjął zakutą w blachy dłoń z rękojeści miecza i spojrzał na hrabiego z nieukrywanym wyrzutem.
- Nie chcę tu żadnej jatki, templariuszu. A wy dobrzy ludzie otwórzcie tą cholerną bramę...
Najbardziej wygadany z ludzi pokiwał posłusznie głową i dał sygnał komuś na górze by podniósł ciężką kratę kołowrotem. Po chwili okratowanie uniosło się z metalicznym jękiem i brzękiem grubych łańcuchów. Upiorny orszak wjechał do miasta. Miasta zwącego się Logun...

***


Świta hrabiego wybrała jako kwaterę najlepszy zajazd w tej mieścinie. Karczmarz słysząc brzęk monet w sakwie skwapliwie przepędził resztę swych gości udostępniając lokal przybyszom z daleka. Po ich ubiorze wnioskował, że przywędrowali z odległych stron gdyż rzadko kiedy widuje się tak bogatych podróżnych w tym zapomnianym przez bogów kraju. Rozsiedli się wygodnie przy dużej ławie a karczemne dziewki obudzone ze snu usługiwały im w koszulach nocnych. Takie rozczochrane i zaspane były całkiem urocze choć spojrzenia jakimi obdarowywał je hrabia wywołały dziwną reakcję u towarzyszącej mu czarnowłosej piękności.
- Skąd to przybywacie, panie jeśli wolno zapytać?
Brodaty starzec pomimo wieku poruszał się całkiem żwawo i pomagał swym pracownicom w zastawianiu stołu licznymi półmiskami i całą resztą zastawy. Pomimo dania mu do zrozumienia, że nie potrzebują jadła kiełbasy, sery i potrawki piętrzyły się już w takich ilościach, że nie zjadłaby tego cała kompania krasnoludów.
- Z Siva. Wyruszyliśmy o zachodzie słońca i jesteśmy zdrożeni więc nie męcz nas karczmarzu... - rzuciła od niechcenia szlachcianka i sięgnęła po kielich z winem. Długo wpatrywała się w jego zawartość jakby chcąc wizualnie rozpoznać jakość i gatunek. Koniec końców i tak odstawiła naczynie z powrotem na blat.
- O zachodzie? Przecież z Siva do nas, do Logun to jakieś dwa dni drogi, niemożliwe. Jak byście tego dokonali, panie?
Człowiek roześmiał się poczciwie i przystanął przy ławie mnąc nerwowo swój biały fartuch naznaczony tylko kilkoma szarymi plamami niewiadomego pochodzenia. Gestem zachęcał gości by rozpoczęli późną wieczerzę i skosztowali wybornego, w mniemaniu tutejszego mieszczaństwa, wina.
- Denn die Todten reiten schnell - kąciki warg hrabiego uniosły się tworząc coś co wprawny obserwator mógłby zinterpretować jako uśmiech - Jak się wam tu żyje? Dawno nie było mnie w tych stronach. Trochę się tu zmieniło,
- Bywaliście już w Logun, panie? Macie tu rodzinę, prowadzicie interes? - szynkarz jak to typowy człowiek jego rodzaju był bardzo ciekawski jednak trafił akurat na moment gdy krwiopijca miał wyśmienity nastrój. Potwornie dobry nastrój.
- Byłem tutaj dawno, ponad dziesięć lat temu. Zdobyłem to miasto.
Poczciwiec niewiele rozumiejąc z tego wszystkiego podrapał się z konsternacją po brodzie. Wszak od lat miasteczko to było wolne od panowania wszelkich baronów czy książąt. Około trzynastu lat temu, kiedy daleko na południu rozpoczął się marsz śmierci miasto zostało zniszczone przez trupią hordę przebijającą się dalej, ku Nevendaar. Wydarzenia tamte do dziś wspominane są z trwogą a co bardziej bojaźliwi lękliwie spoglądali na trakty wiodące ku Bramie Umarłych.
- Nasze bagaże zostały już wniesione do górnych komnat. Rycerze z eskorty będą pilnować żeby nikt nam nie przeszkadzał. Zabiją każdego kto choćby zbliży się do naszych kwater. Tymczasem otrzymasz część zapłaty już teraz - mimo tego iż nikt nie tknął jadła ani nawet nie zamoczył ust w alkoholu świta hrabiego wstała od ławy i skierowała swe kroki ku schodom prowadzącym na piętro. Szlachcic odtroczył od pasa niewielką sakiewkę i rzucił ją karczmarzowi samemu również udając się na spoczynek.
Kiedy nikogo z tajemniczej grupy wędrowców nie było już w pobliżu człowiek wysypał monety na dłoń by policzyć jak bardzo się wzbogacił na goszczeniu u siebie zagranicznej szlachty. I w tej samej chwili wszystko stało się dla niego jasne. Jego twarz przybrała barwę popiołu a po krzyżach przebiegł lodowaty dreszcz.
W sakiewce były alkmaarskie obole.
_________________


Jam jest Hermes
Który własne skrzydła pożerając
Oswojon zostałem
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2014-02-14, 14:54   

Kiedy zakończył jedną ze swoich ulubionych ballad, o Lubieżnej dziewicy i niedźwiedziu cud, zorientował się że kobieta odzyskała przytomność. Wbijała w niego pełne nienawiści spojrzenie, on odpowiedział uśmiechem, który w każdych innych okolicznościach byłby uznany za czarujący.
Widząc, że kobieta otwiera usta przemówił w sposób jakim zwracał się do dworek podczas występów.
- Ależ Pani wiem jakie to słowa cisną Ci się na usta moja skromność jednak nie pozwala mi słuchać pochwał dlatego proszę cię – jego głos stał się nagle zimny a spojrzenie wyrażało jedynie nienawiść – oszczędzaj słowa na to co chcę usłyszeć.
Jeszcze raz przyjrzał się jeńcowi, niezwykła urodę zawdzięczała zapewne domieszce elfiej krwi, na tyle drobnej by nie wzbudzać podejrzeń innych niż zrodzone z zawiści. Ludzie mogli ja tolerować ale każdy elf natychmiast wzgardził by takim mieszańcem chyba, że chciałby go wykorzystać co do czego nie było wątpliwości. Nie raz już słyszał o pół-elfach szpiegujących dla przymierza, głupio wierzących iż znajda sobie w nim miejsce.
- Chcę byśmy się dobrze zrozumieli, oczekuje od Ciebie jedynie odpowiedzi niczego więcej. Będę wiedział kiedy kłamiesz bądź coś ukrywasz i niezależnie od tego co teraz myślisz powiesz mi wszystko. Od Ciebie jedynie zależy ile bólu będzie Cię to kosztować, - ton jego głosu znów stał się ciepły i troskliwy a spojrzenie wyrażało troskę – nie myśl, że skoro wytrzymałaś do tej pory to wytrzymasz wszystko. Ja tylko chciałem pokazać ….

Ona nic nie wie Luciouszu

Szept doszedł z tak bliska, ze poczuł ciepło oddechu na szyi. Błyskawicznie dobył sztyletu i odwracając się uderzył na odlew przecinając jedynie powietrze. Izba była pusta choć do jego uszu dobiegał cichy chichot, dzięki czemu w końcu dotarło do niego to co się dzieje.
- Masz słabość do mego rodu Erhzabeth
Szybkim kopniakiem pozbawił przytomności przetrzymywana kobietę, po czym skrzywił się widząc złamany noc i zbierająca się kałuże krwi. Stracił jeden z argumentów w dalszej rozmowie, zganił się za tą chwilę gdy pozwolił ponieść się nerwom.

To musi być irytujące być takim bezradnym, wiesz że tu jestem ale nic więcej, ludzie są …

- To musi być irytujące – Przerwał potok słów wychodzących z nicości - widzieć przed sobą mężczyznę i nie mogąc wejrzeć w jego umysł, być tak bezradnym i zdanym na tanie sztuczki.
U ułamku sekundy jeden z cieni w pomieszczeniu zgęstniał i przybrał postać kobiety, o ile można ja tak nazwać, a jej zakończona szponami dłoń zacisnęła się na szui oprawcy.
- Nie potrzebowaliśmy wnikać w umysł Twego wuja by nim manipulować, a Twoja siła jest niczym wobec woli Bethrezeena. Nie, nie jesteś aż tak ważny – zwolniła uścisk pozwalając mu na zaczerpnięcie powietrza – Ale zainteresowałeś kogoś kto liczy, że będziesz kontynuował rodzinną tradycję.
- Mam już misję, której się nie zrzeknę demonie.
- Ooo co nagle tak oficjalnie Luciuszu, znamy się od tak dawna
– W miarę jak mówiła jej głos i wygląd zmieniały se by w końcu stanęła przed nim idealna kopia kobiety leżącej na podłodze. - Może uprzyjemnimy sobie negocjacje – Uśmiechnęła się zalotnie.
- Skąd pewność, że ona nie wie tego co mnie interesuje, czyżbyś wzbogaciła swe zainteresowania o kobiety?
- Tylko głupcy sadzą, że coś takiego jak płeć nas ogranicza. To sztuczny podział wymyślony przez waszych kapłanów, ale powiedz szczerze cieszysz się, że to ja tu jestem a nie któryś z Inkubów?

Wróciły wspomnienia pierwszych spotkań z sukubem, ogromu władzy jaką nad nim miała i noce, wzdrygnął się gdy we wspomnienie wdarła się myśl o inkubie.
- A co do niej, była tylko zabawka elfów, nie udzieli Ci potrzebnych informacji, a ja – widząc pytanie w jego oczach – powiem Ci tylko jedno Temperance.
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Vozu 
Mara
The Deergineer



Wiek: 27
Dołączył: 09 Kwi 2008
Posty: 2265
Skąd: Witchwood
Wysłany: 2014-02-14, 16:22   

Medyk omiótł półprzytomnym wzrokiem najbliższą okolicę, dopuszczając do siebie rzeczywistość, nim wstał, w sposób nader chybotliwy, i ruszył do powalonego wielkoluda. Sposób, w jaki się przemieszczał przypominał kuśtykanie, był jednak nader płynny i wynikał raczej z zaburzonej równowagi niż jakichkolwiek urazów fizycznych.
- Władza to pieśń przeszłości dla tej ziemi - odrzekł na poły beznamiętnie, ukrywając jednak wśród słów nostalgiczną nutę. Ciszę, jaka zapadła po tej uwadze przerwało już tylko rozsunięcie przeszkadzającego dziwakowi materiału i dźwięk przeczesywanej na oślep torby z narzędziami chirurgicznymi.
O ile Gardharus mógł się zorientować, powalony człowiek przechodził operację tego obszaru nie pierwszy raz. Nieznajomy wielbiciel zwłok otworzył go błyskawicznie niczym szkatułkę.

Jego słowa, sposób w jaki je wypowiadał… Ten człowiek nie był tym, za kogo uważał go początkowo Gardharus. Skoro jednak to nie lekarz, który walcząc z zabobonami prostaków szuka sposobów by ich ratować profanując zwłoki, to kto? Czyżby kultysta Bethrezena? Do tych ludzi wszystko podobne, ale można się z nimi też dogadać, wystarczy podać cenę. Jakby nie było, kości zostały rzucone.
- Skoro żadne ręce nie rządzą obecnie tą krainą, to przed kim chowasz się na pobojowisku? Chcesz powiedzieć, że zarówno generał Serphis, jak i którykolwiek z dowódców Emry’ego zignorują twą działalność? Lecz spotkało cię dziś wielkie szczęście… - Mówił łagodnie, jego postawa też nie zdradzała wrogich zamiarów. Lecz wystarczyłby jeden, niepokojący ruch skalpela wymierzony w niewłaściwą osobę z ich trójki, a uległoby to zmianie - Nie stoisz bowiem przed nimi, a przede mną. Ja z kolei mógłbym znaleźć przydatnymi kilka informacji, których możesz mi udzielić. - Gardharus popatrzył na drewnianą trumnę i, po oszacowaniu bezpiecznej odległości, usiadł na niej. Był zmęczony, a medyk nie stanowił zagrożenia póki jego sługus leżał z otwartymi bebechami.- Możesz mi powiedzieć na przykład… jak to się stało, że nie znalazła cię żadna z osób władająca obecnie pięknym Temperance?

Morwan pracował z szybkością i dokładnością, której nie można było się spodziewać po tym, jak poruszał się po świecie, tym prawdziwym, ponieważ zarówno królestwo majaków sennych jak i rozgrzebanych bebechów były dla niego niczym naturalne środowisko.
- Nie na darmo nazywamy to sztuką - zacytował swego mentora, ignorując krew uderzającą w jego policzek po niewielkim bryźnięciu które spowodował - I jak każda sztuka, potrzebuje czasu, by zostać w pełni zrozumiana; gdy karano stosami za samo zgłębianie anatomii, staliśmy u początku drogi. Z czasem dopuszczono myśl, że człowieka można w niewielkim stopniu naprawić. Gdzie dotrzemy przy dość wyrozumiałych zwierzchnikach?
Doktor zakończył cytat, przyjmując wyraz nagłego skupienia który towarzyszył mu przez kilka szybkich ruchów, trudnych nawet do rozróżnienia.
- Są osoby, dla których popychanie sztuki ku rozwojowi jest priorytetem… lub interesem - zakończył patrząc na odkrywcę, w jego oczach brakło przesłaniającej rzeczywistość złotej kotary - Takie osoby dbają o swoje narzędzia.

- Skroń, nasion, philtrum, żuchwa, splot słoneczny, jądra… Sześć miejsc, w które mółbym uderzyć i zaprezentować ci swoją sztukę, ale nie sądzę, byś miał wystarczająco dużo czasu, by ją docenić. - Gardharus zaczynał robić się nerwowy. Był wykonczony długą drogą, a zamiast wprowadzać swoje plany w życie słuchał jakiegoś zatraconego w sobie szaleńca. Ciekawe, dlaczego wszyscy, którzy mieli się ponad każdą władzę byli pariasami, których żywoty rzadko poznawane były przez innych. Badacz wziął głęboki wdech, przecież ten dziwak musiał wiedzieć coś, co mogło być przydatne - Ech… zacznijmy jeszcze raz. Ja, podobnie jak ty, jestem człowiekiem nauki. I obecnie to przez jej obronę znalazłem się tu gdzie jestem. Może więc pomożesz towarzyszowi niedoli i zaczniesz odpowiadać na pytania? Jak udało ci się ukryć przed elfami? Albo lepiej, czy znasz jakikolwiek sposób na dostanie się do Temperance? - Gardharus zaryzykował, słońce już zaszło, a nocy na pewno nie spędzi w towarzystwie tego wariata. Lecz jakie mogły być szanse, że ten staruszek wie jak prześlizgnąć się przez elfiich strażników? Może jednak powinien zakończyć jego badania w trybie natychmiastowym i poszukać drogi na własną rękę?

- Z tym ostatnim zapewne będę w stanie pomóc - zabrzmiało zduszony głos zza pleców Gardharusa. Były zabójca zerwał się błyskawicznie z miejsca i przyjął obronną postawę. Przed nim stał dość wysoki człowiek odziany w czarny, długi płaszcz. Ptasia maska lekarzy z okresów plagi wbijała w niego szklane ślepia.
_________________
 
 
Fedra ep Shogu 
Leśny Duszek
Zgniłuszek Tatusiny



Wiek: 24
Dołączyła: 03 Lip 2011
Posty: 177
Skąd: dalece mobilnie
Wysłany: 2014-02-19, 23:54   

Byli znacznie głośniejsi i łatwiejsi do wytropienia niż zwierzyna. Na ciężkich pancerzach igrały refleksy słonecznego światła, czyniąc oddział Imperium widocznym już z daleka dla czujnych, elfich oczu. Nieprzyjaciel nie był zbyt liczny, ale za to dobrze uzbrojony i zaopatrzony - w skład oddziału wchodzili rycerze, łucznicy o połyskujących na zielono płaszczach a także medycy o rozbieganych, pełnych lęku oczach, gotowi jednak nieść pomoc rannym. Grupą z pewnością dowodził mężczyzna o dojrzałej, surowej twarzy, na której doświadczenie i ból wyryły głębokie bruzdy. Blade oczy patrzyły bez lęku, czujne, szukając między drzewami oznak niebezpieczeństwa, silne dłonie odziane w rękawice, choć trzymały w tym momencie lejce, gotowe były w każdym momencie sięgnąć po łuk i posłać strzałę w serce wroga. Spokojny wzrok Fedry lustrował dalej oddział, szukając słabych punktów.

Wiedziała, że żaden ptak nie zdradzi ludziom obecności elfów - były one w tym momencie naturalną częścią lasu, okryte od stóp do głów w stroje stapiające się kolorystyką z drzewami, ciche niby polujące rysie. Jasne twarze pokryte były maskującymi barwami, a połyskujące oczy ukryte w cieniu obszernych kapturów. Fedra ze swojej dosyć dogodnej pozycji na grubej gałęzi rozłożystego dębu miała idealny widok na niezdający sobie z jej obecności oddział. Elfka przylgnęła smukłym ciałem do kory, a maskujący płaszcz okrył je szczelnie materią. Swój piękny, wykonany ze smoczych kości i zdobiony elfimi runami łuk odziedziczony po przodkach trzymała w zaciśniętej mocno dłoni, blisko serca. Kiedy dowódca imperialnego oddziału - przebiegły tropiciel - mijał drzewo, na którym się skryła, znieruchomiała, zmrużyła oczy i policzkiem przylgnęła do kory, śledząc każdy ruch mężczyzny. Ściągnął wodze kasztanka i zmusił swoich ludzi do chwili postoju, jakby spokojny las wydał mu się nazbyt cichy, jakby przyczajony. Elfka uśmiechnęła się delikatnie, gdy dowódca wydał rozkaz swoim lekko zaniepokojonym już ludziom i kolumna ruszyła w dalszą drogę. Uwagę łuczniczki przyciągnął dostojny starzec odziany w bogate szaty, krzepki i wyprostowany mimo połyskujących, siwych włosów, któremu towarzyszyła dwójka dziewcząt w skromnych, ciemnych strojach, o twarzach rozświetlanych przez dziwne, płynące z ich wnętrza światło. Jedna z nich mogła uchodzić za piękną według ludzkich standardów, jednak uroku ujmowały jej ściągnięte surowo rysy twarzy, druga, której młodziutkie oblicze wskazywało na to, że ledwie wyrosła z wieku młodzieńczego, pełna była słodyczy i dobroci, której ukryć nie były w stanie szaty zakonne okrywające nawet jej włosy. Fedra wolałaby nie dostrzec tylu szczegółów charakteru na twarzy dziewczyny. Zdawała sobie bowiem sprawę, że to jej strzała za chwilę zostanie posłana w stronę kapłanki.

Fedra ostrożnie zmieniła pozycję - przykucnęła na gałęzi tak, by plecami niemal oprzeć się o pień prastarego dębu. Buty z miękkiej skóry sprzyjały tak niebezpiecznym manewrom na wysokości gałęzi, pomagając elfce w zachowaniu równowagi. Sięgnęła najpierw do paska, odczepiła od niego niewielką, drewnianą piszczałkę - każdy oddział posiadał własny unikalny sygnał, który naśladował odgłosy wydawane przez któregoś z leśnych ptaków, jednak nie należał do żadnego spośród znanych gatunków - i zagrała na niej melodię składającą się z sekwencji sześciu nut, powtarzaną trzy razy, znaną każdemu z członków jej oddziału żądlców. Następnie dłoń elfki powędrowała do kołczanu po strzałę o czarnych lotkach, by osadzić ją na cięciwie pięknego łuku. Pióro delikatnie łaskotało policzek Fedry, skupionej i nieruchomej, wstrzymującej na trzy uderzenia serca oddech.

Kapłan Imperium na pewno nie spodziewał się, że będzie pierwszym celem ataku - minęła dobra sekunda nim poczuł ból i zlokalizował jego źródło niebezpiecznie w okolicy swego serca. Jednak nie on podniósł krzyk, zrobiły to dwie kapłanki i, trzeba im było to przyznać, już po chwili zabrały się za opatrywanie rannego. Tropiciela, który w tej samej sekundzie zaczął skrzykiwać ludzi i ustawiać ich na pozycjach, położyły dwie wypuszczone niemal jednocześnie z sąsiednich drzew strzały. Łuk wypadł z bezładnych rąk dowódcy, a oddział stracił pozory ładu i rozsypał się chaotycznie po okolicznych zaroślach - lepszej okazji do wybicia żołnierzy jednego po drugim nie mogły wymarzyć sobie elfy. To był ich teren i nie mieli najmniejszego zamiaru tolerować tutaj intruzów.

Fedra, gdy niebezpieczeństwo przestało jej zagrażać, bo pod jej drzewem pozostali tylko martwi i ranni, zsunęła się z wysokiej gałęzi na niższą. Miękko zeskoczyła na ziemię. Uzdrowicielki nawet nie zwróciły na nią uwagi, zajęte opatrywaniem rannych. Łuczniczka podążyła w stronę tej bliżej znajdującej się kapłanki i wyciągnęła ostry sztylet z pochwy u pasa, jednak w poderżnięciu gardła dziewczynie przeszkodziła jej druga z uzdrowicielek.
- Okaż litość - jęknęła kapłanka, chwytając elfkę za przegub. Fedra została zaskoczona, gdyż nie usłyszała kroków, ale bardziej zdumiał ją brak nienawiści czy wściekłości w oczach dziewczyny, wyzierały z nich jedynie gorąca prośba i ból. Łuczniczka wyrwała rękę z mocnego uścisku dziewczyny, zmieszana. Spostrzegła, że druga z kapłanek leży już martwa obok rannego, którego opatrywała, a spomiędzy jej łopatek sterczą dwie czarnopióre strzały. Przeniosła wzrok na twarz stojącej obok drobnej postaci, ich spojrzenia skrzyżowały się na moment, Fedra jednak uciekła wzrokiem. - Enillenie, wyręcz mnie, proszę - rzuciła do wyłaniającego się z cieni lasu elfa. Odwróciła się, chcąc jak najszybciej oddalić się od tej niewinnej ofiary wojny i jej błagającego spojrzenia.
_________________
20% bardziej musztardowa
 
 
 
Vogel 
Ochrzczony Ogniem
Disciples of evil



Wiek: 33
Dołączył: 03 Paź 2007
Posty: 2969
Skąd: Temperance
Wysłany: 2014-02-20, 15:37   

Z daleka obóz wyglądał na dobrze zorganizowany, nim w ogóle znalazł się w zasięgu jednego wzroku kilkakrotnie musiał odpowiadać na pytania patrolujących okolice żołnierzy. Jeszcze większa ich ilość pozostawała w ukryciu pilnie obserwując. Cały czas się pilnował by nie wyróżniać się wśród przemieszczających się wędrowców. Odmienność była wystarczającym pretekstem do więzienia i przesłuchań, a te na samej linii frontu spokojnie mogły konkurować z inkwizycyjnymi gdy chodzi o zaangażowanie uczestniczących w nich osób.
Po drodze potwierdził informacje o grasującym tu silnym elfim oddziale nazywającym się Grabieżcami, ale było też coś nowego. Profanacje i kradzieże zwłok z pobliskiego cmentarza sugerowały aktywność Hord Nieumarłych, coś na co nie był jeszcze gotowy.

Jak mawiano niegdyś, najciemniej jest pod latarnią. Zbliżając się do bram obozy wyciągnął z ukrycia nóż i beztrosko zaczął obierać znalezione po drodze jabłko.
Stać, wstęp do obozu wyłącznie dla wojska. Cywile maja tymczasowy obóz nieco na północ przy rzece, znajdziesz tam nieco żywności, o ile Cie stać – Dodał strażnik a na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech.
- Ależ szlachetny panie ofierze nie szukam bezpiecznej przystani, a wręcz przeciwnie – ukłonił się szeroko rozłożywszy ręce – Jestem bard Vogel i pragnę wesprzeć ducha stacjonujących tu wojsk pieśnią a także sam wzbogacić swój repertuar opowieściami bohaterów jak wy, mężnie strzegących granic Imperium.
Jak podejrzewał próżność ludzka była niczym uniwersalny klucz, kilka pochlebst oraz wizja uwiecznienia w balladzie działały niemal bez pudła. Strażnik po krótkiej rozmowie z przełożonym dał znak, iż droga wolna, po czym tęsknym wzrokiem odprowadzał barda niknącego w tłumie. Resztę warty zapewne spędzi na wymyślaniu historii potwierdzających jego męstwo, przybysza jednak bardziej interesowały plotki o nieumarłych oraz jego pierwszy cel, przystanął dokładnie lustrując ustawiony w centrum namiot dowódcy.

**** **** ***** **** **** *** *** ** ** * *** *** ** ****

By uwolnić się od spragnionych chwili wytchnienia przy muzyce żołnierzy udał pijanego, zataczając się i potrącając mijanych ludzi szukał odosobnionego miejsca. Gdy je znalazł szybko nakrył płaszczem pospiesznie ułożone przedmioty mające udawać śpiącą osobę, sam zaś ukrył się w cieniu szukając oznak nadmiernego zainteresowania. Żołnierze jednak byli mu wdzięczni za występy i nikt nie starał się go niepokoić, sprawy nie mogły potoczyć się lepiej.
O ile do samego namiotu, rozcinając płótno od najbardziej zacienionej strony, wtargnął bez przeszkód tak samego dowódcy obozu nie udało się zaskoczyć.
- Przybyłeś wcześniej niż zakładałem – Rycerz przemówił nadal zwrócony plecami do intruza, skupiony na rozłożonej przed nim mapie.
- Ludzie, którzy pojawiają się gdzie i kiedy się ich spodziewają przeważnie nie żyją zbyt długo – Bard ustawił się obok dowódcy i przyjrzał się rozrysowanej na płótnie sytuacji. - Także osoby, które pobłażliwie traktują swoje obowiązki – Rycerz spojrzał na niego z nieskrywana złością – Lata pod opieką kapłanek przytępiła wasze zmysły, bez problemu wtargnąłem i swobodnie poruszałem się po obozie, nic dziwnego, że sytuacja na froncie …
Dość!
- Pancerna rękawica z hukiem opadła na stół – Nie będziesz mnie pouczał, walczyłem na frontach gdy Twój ojciec jeszcze nie wiedział co i po co wisi mu między nogami. Wszystko jest gotowe – kontynuował już spokojnym tonem - Sześciu dezerterów, których mieliśmy powiesić, jest już w prowizorycznym obozie niedaleko na zachód stąd. Pilnuje go ta dziwna zbieranina najemników powołujących się na królewska pieczęć. Ich najchętniej też bym powiesił to hańba by tacy ludzie mienili się wojownikami Imperium.
- Każdy z nas służy Panu najlepiej jak potrafi – Głos barda stał się zimny a spojrzenie wyrażało czysta nienawiść – Lepiej nie wchodź mi w drogę, uwierz mi nie chcesz się dowiedzieć jak silne są moja wiara i oddanie. Czy zbroje także są już na miejscu?
- Są nadal w zbrojowni – Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu, że groźby stojącego przed nim człowieka należy traktować poważnie. - Sześć pełnych zbroi płytowych i miecze, skrzynia natomiast – Nie mógł nie zauważyć poruszenia jakie ta wzmianka wywołała w intruzie – jest tu w namiocie...
_________________
Hańba tym, którzy nazywają nas okrutnikami, odwracają oczy od stosu i zasłaniają uszy broniąc się przed krzykiem heretyka.
Albowiem smród jaki czują jest zapachem grzechu opuszczającym jego ciało, czując go poznajemy chorobę jaka toczy naszą duszę i pomaga się z niej wyzwolić.
Słuchając poznajemy ogrom łaski jaką kieruje ku nam Wszechojciec, albowiem nie jest to krzyk bólu a ekstazy przekraczającego wrota niebios.
 
 
 
Waskos 
Patriarcha
Kapłan Spamu



Wiek: 24
Dołączył: 09 Lut 2011
Posty: 586
Skąd: Masłowy Bród
Wysłany: 2014-02-21, 19:23   

„Kiedy ja do cholery zapuściłem brodę?”, taka oto całkowicie nieadekwatna do sytuacji myśl pojawiła się w głowie Gardharusa. Ten atrybut męskiej urody musiał zdobić jego twarz od jakiegoś czasu, ale został wykryty dopiero teraz, gdy badacz podrapał go w geście zdradzającym wielkie zainteresowanie podziemnymi korytarzami. Zabawne, ale nie były one dziełem ani elfów, ani Imperium. Zostały zbudowane najpewniej przez bythazarskich murarzy, których często wynajmowano do podobnych prac. Gardharus zaśmiał się paskudnie, zarówno poddanym Illumielle jak i Emry’ego nie przeszkadzało to wysyłać gówniarzy na śmierć wpajając im, ze Temperance należy do nich, a znali je gorzej niż alkmaarski, pustynny lis ośnieżone Gryfie Wzgórza.
Dał się ponieść swojej badawczej naturze, szybko jednak się opamiętał i skupił się na swoim przewodniku. „Ce”, bo tak zwać się kazał dziwak w ptasiej masce z czasów plagi, był delikatnie mówiąc dość nietypowym osobnikiem, ale przy wcześniejszym poznaniu medyka i jego osiłka Gardharus zdążył przywyknąć do niezwykłych spotkań. Teraz denerwowało go co innego, Choć nie znał motywów Ce, nie był głupcem, wiedział, że przyjdzie mu zapłacić za przysługę dostania się do miasta.
- Ciekawe te korytarze, czy też kanały… z pewnością mają być bardziej użyteczne jak urodziwe.- Nie chcąc zdradzać od razu swoich niepewności, były zabójca zaczął rozmowę najbardziej niewinnie jak tylko mógł.- Bardziej jednak interesujące jest to, że obecni właściciele nie za bardzo zdają sobie sprawę z ich istnienia. Zgodzisz się? Tak, ale może nie ma się co i dziwić? Czy ktoś poza tymi włochatymi bestyjkami mógłby znaleźć to miejsce?- Wskazanie na szczury nie było najgrzeczniejszą aluzją, ale z pewnością zrozumiałą.

Ce odwrócił się w stronę rozmówcy, unosząc nieco niesioną w rękach latarnię. Światło zatańczyło na jego “twarzy”, upiorną grą cieni zdając się komunikować pogardliwy, ironiczny uśmieszek, jaki mógł skrywać się pod ptasią maską.
Przewodnik badacza ubrany był idealnie tak, jak zwykli czynić to lekarze w czasach wielkiej plagi, jaką pamiętały jeszcze niektóre z kronik Imperium - skórzane rękawice, opadający do ziemi, ciężki płaszcz oraz kapelusz z rondem, a wszystko to czarne, kontrastujące w ciemnościach spowijających podziemny korytarz z maską, dawniej białą, obecnie już poszarzałą.
- Ironią jest fakt, szanowny Gardharusie, że szczury jako jedyne nie opuściły tonącego okrętu, jakim jest Temperance - spokojny, przytłumiony płótnem ptasiego dzioba głos domniemanego medyka po raz kolejny w ciągu ich krótkiej znajomości udowodnił, że jego właściciel jest oazą spokoju. Trudno ocenić, jak wiele z tego wrażenia wynikało z całkowitego braku mimiki.
- Łatwo jest zapomnieć o pewnych… szczegółach, jeżeli zostaną on dostatecznie okrojone, możliwość dostępu ograniczona, dokumentacja ulegnie przypadkowemu zniszczeniu… - wyliczał swym smętnym, przytłumionym głosem Ce, nie zagłębiając się w szczegóły - Rozłożenie procesu na więcej pokoleń również pomaga.
Nagle zatrzymali się w większej, pustej komnacie, na granicy kręgu światła majaczyły odnogi we wszystkie strony świata.
- Teraz jednak nieocenionym byłoby wyjawienie przez pana dokładniejszych koordynatów docelowych.

- Konkretniejszych? Pomyślmy, sypialnia elfiej wyroczni? Albo lepiej, piwnice z winem generała Serphisa, oto zacny cel! To chyba za tą ścianą, czyż nie? Wystarczy tylko powiedzieć po elficku “przyjaciel” a otworzą się przed nami magiczne wrota.- Starą metodą na uniknięcie gniewu po usłyszeniu idiotycznego pytania było udzielenie równie idiotycznej odpowiedzi. Ce jednak nie wykonał żadnego gestu, nawet najmniejszego drgnięcia, które sugerowałoby, że stroi sobie z Gardharusa żarty. Zabójca postanowił więc wykorzystać to, że jedynymi świadkami tej rozmowy były te honorowe i odważne szczury, które jako jedyne nie opuściły tonącego okrętu. Nadszarpując swoją reputację poważnego badacza uwierzył w powagę słów Ce.- Ech, skoro dajesz mi taką swobodę, to niech będzie to miejsce z dala od wszelkich, nadwrażliwych łuczników. Wiesz jak wygląda miasto po oblężeniu? Gdzie elfy przetrzymują pozostałych przy życiu ludzi?… Oczywiście jeśli takich trzymają.

- Pozostałych przy życiu ludzi?
- Ce był najbliżej zimnej drwiny w ciągu ich krótkiej znajomości, co nie znaczyło wcale, że był jej blisko - Kto nie został ewakuowany, ani nie dołączył do wycofującej się armii Emry’ego, nie przeżył.
- Imperium nie ma pojęcia, prawda? - odezwał się przewodnik badacza po chwili milczącego wpatrywania się w jego twarz zza maski - To nie jest zwykłe zdobycie miasta. Elfy odbudują je gdy, czy też jeśli, sytuacja się ustabilizuje. Tron królowej stanie na zgliszczach dawnej przyjaźni, ranie w piersi ludzkiego królestwa, które dopomogło im wytrwać do zebrania sił.

- Nie potrzebuje twoich poetyckich uniesień by rozpoznać sytuacje, wystarczy mi rozum.- Gardharus zrewanżował się równie drwiącym tonem.- To jasne, że elfy osadzą się tu na dłużej. W ciągu ostatnich wiosny i lata rozciągnęli niewyobrażalnie swoje granice, co szczerze podziwiam, nie codziennie widzi się jak sławetni paladyni pospiesznie pierzchają drogą zostawiając tych, którym los poskąpił równie szybkich rumaków. Ale lato się skończyło, niebawem śnieg przykryje przełęcze, a niegdyś pewne trakty zmienią się w bagna, które pochłonie nieostrożnych. Teraz przed elfami większe wyzywanie, obsadzić zdobyte ziemie. Ciekawe jak sobie z tym poradzą, skoro, jak twierdzisz, pozbyli się sprawniejszych rzemieślników, kupców czy chłopów. Ale to już nie moja sprawa.- Szczerze męczyła go ta rozmowa. Chyba będzie musiał jak najszybciej pozbyć się imperialnego płaszczu, zbyt łatwo roznosił fałszywe stwierdzenie, że może mu zależeć na wygraniu przez Imperium tej wojny.- Za to jest nią cena, jaką przyjdzie mi zapłacić za dostanie się do… starego kościoła Wszechojca w centrum miasta?

- Ach, piękny budynek, naprawdę go lubiliśmy - Ce najwyraźniej wrócił do swojej czystej uprzejmości - I miał w zwyczaju pomagać nam dostatecznie, by zachować przejście. Co się zaś tyczy zapłaty… - ręka dziwnego osobnika nieco teatralnie wskazała na widoczne przejścia, zataczając łuk - Prawdopodobnie człowiek o pańskiej reputacji stwierdził to sam, wypada mi zatem jedynie potwierdzić iż owszem, korytarze te pamiętają bardzo stare czasy… Bardzo…
- Jesteśmy zainteresowani konkretnym miejscem, prawdopodobnie nie powinno go być w tej części kontynentu, o ile nasze przypuszczenia są prawdziwe. To skromny grobowiec, ale mamy podstawy by myśleć, że skrywa zgoła bogatą wiedzę. A z pańskim doświadczeniem, powinniśmy być w stanie posiąść zawartość bez naruszania jej. I nieprzyjemnych wypadków z zabezpieczeniami.
- Oczywiście, uwierzę na słowo, że wróci pan z wyższej kondygnacji bym mógł wskazać drogę powrotną jednak nie jestem pewien czy mogę wierzyć w łaskawość elfów, także…

Bogatą wiedzę? Ciekawe, że zawsze wszystkim zależy na wiedzy pradawnych, jeszcze nigdy nie spotkał nikogo, komu zależeć mogłoby na dorobku, który w bardziej tradycyjny sposób jest wyznacznikiem słowa “bogaty”.
- Pacta sunt servanda, wrócę jak tylko dowiem się tego, czego chcę. Oczywiście czas mojej misji jest niezwykle trudny do określenia. Lecz skoro wspominasz pokolenia byłych władców Temperance, to te kilka dni czy tygodni nie będą stanowić dla ciebie wyzwania.
_________________
I lubię patrzeć, jak w panice
Pospólstwo z mieniem pierzcha drogą,
A po ich piętach wojownicy
Depcą i ławą suną mnogą.
Lubię to sercem całym!
Ostatnio zmieniony przez Vozu 2014-02-21, 22:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Podobne Tematy
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by michaczos.net & UnholyTeam
Tajemnice Antagarichu :: Heroes of Might & Magic 1,2,3,4,5,6 Forum