Z mroku wyłoniła się wysoka postać prowadząca za uzdę czarnego jak smoła wierzchowca. Kapelusz o szerokim rondzie nie pozwalał dostrzec nawet fragmentu twarzy wędrowca. Kierował się prosto na otwarta bramę nie rozglądając się na boki spokojnie omijając innych podróżnych. Schodząc każdemu z drogi poruszał się wolniej ale nie był zaczepiany aż do czasu gdy osiągnął wrota.
- Chcesz przejść bez słowa Ptaku
- Poznałeś mnie, mogłem się tego po Tobie spodziewać starcze - Wędrowiec zdjął kapelusz odsłaniając brązowe włosy i smukłą przystojną twarz, nieco nieludzka zdradzającą płynąca w żyłach mieszaną krew. - Już raz opowiadałem Ci moja historię, czyżby pamięć Cię zawodziła
- Od naszego spotkania minął już niemal rok - Nieobecny skierowany w niebyt wzrok starca nie robił już takiego wrażenia - Zmieniłeś się, nie jesteś już zbiegiem, mieszańcem jakich wieszają przy drodze, teraz Ty jesteś katem.
Wędrowiec oparł się o mur i skierował wzrok na punkt prawdopodobnie obrany przez starca, rozpinając płaszcz odsłonił czarno białe szaty i insygnia wielkiego inkwizytora.
- Wracając tu zastanawiałem się czy nadal wypytujesz ludzi o och historię, zamierzałem Cie zwieść choć wiedziałem, że nie zdołam. Nadzieja i ciekawość zawsze były mymi wadami. - Starzec nie podejmował rozmowy ale i nie poganiał - Gdy opuściłem to miasto trafiłem do Verzillinu i wdałem się w bójkę z kimś kto okazał się Inkwizytorem nowego kościoła, taka sekta niedobitków z rebelii Crowleya. Sami mordercy i gwałciciele od razu poczułem się jak w domu. Jak się okazało działali legalnie choć nałożono na nich wiele restrykcji miedzy innymi o karze śmierci decydował ktoś z zewnątrz i powiem Ci staruszku że nawet Ty nie odgadniesz ...
- Lady Ambrielle, było głośno o tym w Imperium.
Starzec nie kontynuował nie zmienił też swojej pozycji.
- Poznałem ja, rzucili mnie pod jej nogi i domagali się pala ale ona od razu dostrzegła przekleństwo mych narodzin. Wyobrażasz to sobie ja który pół życia spędziłem ścigając takich jak ona widziała we mnie tylko elfa, przeklętego długoucha skrzywdzonego wojną. - Zacisnął pieści po chwili jednak się uspokoił i kontynuował. - Ułaskawiła mnie ale nie za darmo, musiałem służyć nowemu kościołowi i donosić jej o wszystkim, o dziwo nikt nie dowiedział się o skażonej krwi, a tych którzy coś podejrzewali pozbywałem się sam. Jestem dobry w tym co robię z Łowcy szybko awansowałem na inkwizytora . Donosiłem o wszystkim co knuli ludzie, nienawidzili jej za to ze musieli się przed nią płaszczyć oni wielcy inkwizytorzy walczący u boku Crowleya korzyli się przed elfką. To było tylko kwestią czasu gdy wybuchną a ja byłem na to gotowy, w jedną noc wszyscy wielcy nowego kościoła zginęli. Utonięcia potracenia wozem czy karczemna bijatyka nic z czym władczynie można było powiązać.
Wyciągnął z kieszeni zwitek papieru po czym wciągnął nosem jego zawartość.
Wkrótce potem otrzymałem nominacje na wielkiego inkwizytora i informacje o włączeniu go do nowej inkwizycji pod pieczą Emrego. Będąc zwolnionym od obowiązków szpiega zajrzałem do archiwów gdzie znalazłem coś co sprawiło, iż do tej pory nie mogłem zaznać spokoju. Tatuaż na Twojej szyi miecz skrzyżowany z rózgą podobną do tych agregacyjnych ziemi. - Starzec po raz pierwszy spojrzał wprost na swego rozmówcę, a w jego martwych oczach pojawił się błysk - Byleś tam i widziałeś co mu zrobili, widziałeś gdy zamykano za nim bramę odpowiedz mi tylko na jego pytanie, jaki naprawdę był, wtedy zanim jeszcze...
- To nie jest bezpieczna wiedza - przerwał mu starzec - zwłaszcza dla kogoś o Twojej profesji. Jeśli jednak chcesz wiedzieć powiem tylko iż nigdy nie widziałem nic piękniejszego. A teraz idź...
_________________ "A jeżeli mężczyzna albo kobieta będą wywoływać duchy lub wróżyć, to poniosą śmierć. Ukamienują ich, krew ich spadnie na nich." (Księga Kapłańska 20:27)
"Nie bójcie się!"- te słowa odbiły się echem w ascetycznych murach klasztornego kościoła, do którego wchodziłem."Wprawdzie dopuściliście się wielkiego grzechu, nie opuszczajcie jednak Pana, lecz służcie mu z całego serca! Nie odstępujcie od Niego, idąc za marnością, za tym, co nie pomoże i nie ocali, dlatego że jest marnością." Rozglądałem się po słabo oświetlonym wnętrzu, aby dostrzec opata. Dopiero po chwili zobaczyłem habit, nieco różniący się od pozostałych. Jakby bogatszy, o ile tak można mówić o rzeczach mnicha. "Będę wam pokazywał drogę dobrą i prostą."Opat od razu wstał, gdy poczuł moją dłoń na ramieniu. „Bójcie się jedynie Pana, służcie Mu w prawdzie z całego serca”.Po chwili rozmowy zaprosił mnie do swojej celi, wszak kościół nie był najlepszym miejscem do konwersacji, pomijając przeszkadzający pogłos czytania. Cela była skromna, ale pewnie o wiele lepsza od cel zwykłych mnichów.„Spójrzcie, jak wiele wam wyświadczył!”. Opat zgodził się, dokładnie w momencie, w którym umilkło echo z kościelnej nawy. Choć wtedy byłem jeszcze młody, zdążyłem wiele nabroić. Od teraz miałem być skromnym mnichem. Ja, syn kupca prowadzący hulaszczy tryb życia. Niegdyś codziennie z kobietą lekkich obyczajów, odtąd codziennie z modlitwą na ustach. Wcześniej z mieszkiem wypchanym złotem, teraz z sercem wypełnionym pokorą. Od początku wiedziałem, że moim mottem będą słowa, które przywitały mnie w murach tego klasztoru. Jako, że opat był byłym wychowankiem Inkwizycji, nie trudno było się domyśleć w jakim kierunku pójdzie nasze wychowanie. I tak po dwunastu latach, mimo że nie jestem w szeregach inkwizytorów, jestem równie gorliwy, pobożny i skory do pomocy niewiernym, jak nie jeden w Świętym Oficjum.
_________________ Caedite eos! Novit enim Dominus qui sunt eius
Ostatnio zmieniony przez luven 2010-07-28, 19:13, w całości zmieniany 1 raz
...Strażnik mnie pyta:
-Kimże ty jesteś???
-Jestem Maikeru i jestem imperialnym zabójca jak wiesz.
-Bardzo zacne imię,a skąd pochodzisz??
-Z krain nazywanych Częstochową
-a daleko od nas mości panie??-mówi strażnik
-i to bardzo,ale muszę iść do karczmy "Pod zgniłym Bykiem",więc żegnaj
-Żegnaj.
Po tym Nasz bohater poszedł....
_________________ Królestwo za spolszczenie Disciples 2:Mroczne proroctwo!!
Może ma ktoś userbara z Diciples??
Dołączył: 01 Wrz 2010 Posty: 5 Skąd: z Mrocznego Portalu
Wysłany: 2010-09-02, 01:02
Historia strażnika fortecy legionów sięga niepamiętnych czasów, kiedy to Bethrezen (najpiękniejszy z aniołów), obecny przy stworzeniu świata stał po stronie Wielkiego Ojca. Był pomocnikiem boskiego Bethrezena podczas narodzin Nevedaaru. Nie otrzymał mocy stwórczej, lecz otrzymał ważne zadanie: pilnować, by do tego świata nie zakradły się gniew, zło i chciwość. Zazdrośni aniołowie postanowili zemścić się na Bethrezenie, tak więc rozpętali chaos i napawali gniewem mieszkańców Nevedaaru. Zgorszony tym widokiem Wielki Ojciec przykładnie ukarał Bethrezena oraz jego pobratymców odpowiedzialnych za ten plugawy czyn, skazując ich boską klątwą na wieczne potępienie, a stwórcę Nevedaru kazał zniewolić. Sześć tysięcy lat- tyle czasu minęło, nim boska klątwa straciła moc. Przeklęty Strażnik jest teraz wodzem 80 kohort piekielnych, które odpowiedzialne były za odprawienie obrządku i uwolnienie Betrezena. Teraz, kiedy odzyskał wolność za pośrednictwem swego pomiotu, otrzymał zadanie od swojego pana: chronić stolicę Przeklętych Legionów przed wszystkimi szaleńcami, którzy odważą się ją zaatakować. Dostatecznie napiętnowany, nie jest w stanie się sprzeciwić woli Upadłego i nigdy nie opuszcza swej twierdzy. Dzierżąc ognisty miecz, sprawuje rządy wśród Przeklętych.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum